Pole dance daje mi szczęście i spokój

Materiał informacyjny SWISS KRONO
- Pole dance mnie uskrzydla i daje spokój- mówi Antonina Mondorowicz
- Pole dance mnie uskrzydla i daje spokój- mówi Antonina Mondorowicz ARCHIWUM ANTONINY MONDOROWICZ
- Pole dance jest dla mnie pomysłem na życie i na szczęście. Uskrzydla mnie, daje mi spokój psychiczny. Na zajęciach potrafię się wyłączyć i pozbyć wszystkich stresów, udaje się mi zresetować i mózg, i ciało - mówi Antonina Mondorowicz, pracownik SWISS KRONO.

Bardzo była Pani zajęta w pierwszej połowie października…

Tak, bo dość intensywnie przygotowywałam się do moich pierwszych zawodów. Nie było pewne, czy się odbędą, oczywiście ze względu na pandemię. Ale udało się, w weekend, 17-18 października, spotkaliśmy się w Bydgoszczy. Impreza odbyła się zgodnie z mocno przestrzeganymi zasadami sanitarnymi, bo to miasto już wtedy było w czerwonej strefie.

Ilu zawodników startowało?

Rywalizowało około stu zawodników, a rywalizacja toczyła się w różnych kategoriach, m.in. 35 plus, półprofesjonalistki, profesjonalistki, mężczyźni, double (pary), exotic.

Najważniejsze pytanie – jak Pani poszło?

Mogę pochwalić się zajęciem drugiego miejsca w mojej kategorii, najstarszej w pole dance, czyli women amator 35 plus. Jestem bardzo zadowolona z siebie.

Gratulacje. A skąd u Pani zainteresowanie pole dance?

Wzięło się trochę niespodziewanie… Przypadkiem znalazłam się na pokazie zachęcającym do udziału w zajęciach pole dance. To było w klubie Lejdis, pierwszym z pole dance, który ruszył w Żarach. Utworzyła go Marta Czeremurzyńska, mistrzyni Polski w kategorii półprofesjonalistek z 2019 r. Jest moją mentorką i instruktorką. Pierwsze wrażenie na tamtym pokazie? Wow! Bo pole dance wywołuje emocje, w tańcu można się zakochać. Pierwsze pytanie, które się pojawiło – czy dam sobie radę? Na początku nie było to coś, o czym marzyłam, nie za bardzo widziałam się w tej dyscyplinie. Ale skoro już znalazłam się na zajęciach, dlaczego nie spróbować. Zapisałam się więc i… zostałam (ze śmiechem), ćwiczę od czterech lat.

Co Pani zaprezentowała na zawodach?

To była choreografia, nad którą pracuję już od jakiegoś czasu. Przygotowywałam ją na mistrzostwa Polski, które miały się odbyć wiosną. Ale zostały odwołane i przełożone na przyszły rok. Na zawody w Bydgoszczy zmodyfikowałam więc lekko tamtą choreografię. Taniec w deszczu, wykonywany do piosenki „Rain”, był moim pomysłem, użycie parasola również. Sugerowałam się trochę tym, że w dzieciństwie w deszczu potrafiliśmy się doskonale bawić i zupełnie nie przeszkadzało nam to, że jesteśmy totalnie przemoczeni. W tworzeniu układu pomogła mi instruktorka. Trwał on 3 min. 40 sek., był ciut dłuższy niż przewidywał regulamin. Na szczęście nie wyciszono mi melodii (ze śmiechem).

A jak długo przygotowywała się Pani z tym układem do odwołanych mistrzostw Polski?

Trzy miesiące. Ale gdy okazało się, że ich nie będzie, zaprzestałyśmy ćwiczeń. I dopiero w sierpniu, gdy wyszło, że w preeliminacjach dostałyśmy się do zawodów w Bydgoszczy, wznowiłyśmy ćwiczenia. Jednak nie były one już tak intensywne jak przedtem, bo istniał już pomysł na choreografię.

Chodzi oczywiście o przygotowanie układu, bo zapewne trenuje Pani cały czas?

Tak, trenuję trzy razy w tygodniu, we wtorki dużo, bo wtedy jadę do Zielonej Góry do studia Agaty Kocińskiej, a po powrocie spotykamy się jeszcze w sali w Żarach. Do tego dochodzą kolejne zajęcia pole dance w piątki i siłownia w poniedziałki. Trzeba było rozsądnie poukładać zajęcia, by był czas dla rodziny, dwójki dzieci i męża, który zawsze wspiera mnie w tym, co robię.

Dla kogo jest ta dyscyplina sportu?

Dla każdej i każdego. Na zawodach w Bydgoszczy pokazało się dwóch panów i dali tak przepiękny pokaz, że mój mąż przyznał, iż jest oczarowany ich występem. To dyscyplina dla każdego bez względu na wiek i płeć, wystarczy spróbować. A kiedy okaże się, że jest to właśnie „to coś”, należy za tym podążać.

A dlaczego pole dance mężczyzn dziwi, przecież panowie uprawiają ten sport?

Tak, mają nawet predyspozycje do tego, bo mają dużo siły, wszak pole dance to akrobatyka z elementami tańca. Ich występy pokazują bardzo skomplikowane figury siłowe ubrane w taniec, który w przypadku obu panów z Bydgoszczy był ewidentnym początkiem ich kariery – może w balecie, może w tańcu współczesnym. Bydgoski pokaz panów był fantastyczny.

Występy panów możemy oglądać także w „Mam talent”. Czy ten program zmienił postrzeganie pole dance, które 17 października 2017 roku zostało uznane za dyscyplinę sportową?

Ja nigdy nie postrzegałam pole dance inaczej, tylko jako dyscyplinę sportową, bo wiem, ile pracy trzeba włożyć, by osiągnąć sukces. Niestety, stereotypy w Polsce są takie a nie inne, pole dance kojarzy się z klubami nocnymi, z paniami wijącymi się przy rurkach. I w tym kontekście program „Mam talent” otworzył oczy publiczności, że pole dance to po prostu sport. W Polsce mówimy nieszczęśliwie taniec na rurze, co kieruje myśli w innym kierunku albo akrobatyka na drążku pionowym, co może być ciut śmieszne. Najlepiej mówić pole dance.

Wspomniała Pani o męskiej sile w pole dance, ale tej potrzebują też kobiety. Ma Pani siłę w rękach?

Próbuję sobie pomóc ćwicząc w siłowni i w domu. Nie wszystkie koleżanki to robią i wcale nie odbiegają formą ode mnie, więc może być tak, że siły i sprawności nabywa się ćwicząc pole dance. Bo przecież przy ćwiczeniach na rękach, nogach, przy doskonaleniu balansu i koordynacji ruchowej pracują wszystkie mięśnie.

Tak żartobliwie – odkręcenie nakrętki słoika to dla Pani żaden problem?

Czasami tak (ze śmiechem), gdy mięśnie są zmęczone. I też żartem – należę raczej do filigranowych osób.

Co Pani daje pole dance?

Dużą pewność siebie. Pole dance otworzył we mnie kobiecość, sprawił inne postrzeganie siebie. Nabyłam dużo siły, giętkości, rozciągnęłam się. Kiedyś po lekkiej kontuzji trafiłam do fizjoterapeuty, który pomagał już dwóm poledancerkom i który zauważył, że pole dance niezwykle wysmukla mięśnie i wcale nie są przerośnięte, ale takie idealne. A więc ten sport nam pomaga, działa tylko na korzyść. Nie czuję na przykład bólu kręgosłupa, na który narzeka tak wielu.

Ale ma jedną wadę, którą są siniaki. Jak radzi Pani sobie z tą zmorą?

Na początku byłyśmy bardzo posiniaczone, do tego stopnia, że problemem było założenie latem krótkiej spódnicy. Ale z czasem skóra się przyzwyczaja. Teraz, po intensywnych treningach przed zawodami, byłam trochę sponiewierana, jednak w porównaniu do początku to siniaków nie wyszło aż tak wiele. Troszkę więcej ciało może zostać poturbowane, gdy przygotowujemy się do nowej figury.

Strój nie chroni?

Ręce, nogi i brzuch muszą być odsłonięte, bo na rurze utrzymujemy się głównie ciałem i dlatego preferowane są krótkie spodenki i stanik sportowy. Ale są dziewczęta, które ćwiczą też w koszulkach zawiązywanych na brzuchu, bo w takim stroju czują się bardziej komfortowo.

A co daje pole dance psychicznie?

W opisie do choreografii na zawody zawarłam m.in. takie zdanie, że pole dance jest dla mnie pomysłem na życie i na szczęście. Uskrzydla mnie, daje mi spokój psychiczny. Na zajęciach potrafię się wyłączyć i pozbyć wszystkich stresów, udaje się mi zresetować i mózg, i ciało. Jest to świetny sposób na odreagowanie po pracy.

Pracuje Pani w SWISS KRONO, czym się Pani tam zajmuje?

W SWISS KRONO pracuję prawie 20 lat, jestem specjalistą do spraw logistyki i zaopatrzenia w fabryce kleju. Zajmuję się więc dowozem produktów do zakładu i wywozem gotowego wyrobu do klientów. Zaangażowana jestem głównie w transport kolejowy.

A gdzie zawiśnie medal z zawodów w Bydgoszczy?

Dostałam puchar i nie wiem, gdzie stanie. Zastanawiam się, czy nie zanieść do naszego studia, by cieszył dziewczęta i był dowodem na to, że sukces może osiągnąć każdy, bez względu na wiek i zaawansowanie.

Dodaj ogłoszenie