Polityka przed futbolem

Robert Gorbat 0 95 722 69 37 [email protected]
Stadion Śląski, 17 listopada ub.r. Euzebiusz Smolarek pokonuje drugi raz belgijskiego bramkarza Stijna Stijnena i wprowadza biało-czerwonych do finałów Euro 2008. W tle Jacek Krzynówek. Czy nasza reprezentacja będzie mogła powalczyć także o awans do mundialu w RPA?
Stadion Śląski, 17 listopada ub.r. Euzebiusz Smolarek pokonuje drugi raz belgijskiego bramkarza Stijna Stijnena i wprowadza biało-czerwonych do finałów Euro 2008. W tle Jacek Krzynówek. Czy nasza reprezentacja będzie mogła powalczyć także o awans do mundialu w RPA? fot. Tomasz Gawałkiewicz
Od początku tygodnia wiadomości z PZPN otwierają serwisy sportowe. Polska federacja, mająca być za cztery lata współgospodarzem Euro, znalazła się w głębokim kryzysie.

Strony konfliktu mówią o tej samej sprawie, lecz przedstawiają zupełnie odmienne motywy działań. Minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki twierdzi, że najważniejsze jest przestrzegania prawa.

Kurator Robert Zawłocki zapewnia, że chce oczyścić związek z uchybień i doprowadzić go jeszcze w br. do zjazdu sprawozdawczo-wyborczego. A działacze nie mają wątpliwości, że to tylko polityczna hucpa.

Grom z jasnego nieba

PZPN ma wiele na sumieniu: wieloletnie tolerowanie korupcji, niezdolność do samooczyszczenia się, zbudowanie "wujowskiego" systemu powiązań. To prawda.

Ale prawdą jest też, że od kilku lat beton zaczął kruszeć. Jeszcze za kadencji ministra Tomasza Lipca została powołana komisja czterostronna, w skład której weszli przedstawiciele: prezydenta RP, Ministerstwa Sportu i Turystyki, UEFA oraz PZPN.

- W uzgodnieniu z tym ciałem doszło w związku do przyjęcia nowego statutu i ustaleniu terminu zjazdu sprawozdawczo-wyborczego na 30 października - przypomina Romuald Jankowiak, jedyny Lubuszanin w zarządzie PZPN. - Minister naciskał na 14 września, ale ta data okazała się niemożliwa do utrzymania ze względu na dwustopniowe wybory w pięciu okręgach.

Wszyscy myśleliśmy, że spokojnie popracujemy do końca października. Wniosek pana Drzewieckiego o zawieszenie zarządu związku i decyzja Trybunału Arbitrażowego przy PKOl o ustanowieniu kuratora spadły nas, niczym grom z jasnego nieba.

Wszyscy mówią o prawie

Drzewiecki i Zawłocki używają tej samej argumentacji: w PZPN panuje potężny bałagan prawny, który trzeba jak najszybciej uporządkować. Nie można dopuścić do zjazdu w sytuacji, gdy wiele przepisów zostało złamanych, a związkowe ciała działają wbrew statutowym zapisom. Bo wtedy każdy będzie mógł zaskarżyć postanowienia takiego walnego zebrania, zaś podjęte przez jego uczestników uchwały staną się nieważne.

- Zastosowane przez ministra metody są nieadekwatne do skali przedstawionych nam zarzutów - zapewnia Jankowiak. - Pan Drzewiecki szermuje prawnymi argumentami, a sam nie stosuje się do przepisów. Przykład? PZPN do dziś nie otrzymał protokołu z kontroli, przeprowadzonej przez ministerstwo pod koniec sierpnia tego roku.

Nie poinformowano nas, jakie są zarzuty wobec związku, lecz mimo to zostaliśmy obwinieni o brak reakcji na nieprawidłowości. A utrzymanie 35-osobowego, zamiast 18-osobowego składu zarządu? Takie były ustalenia komisji czterostronnej. Do faktycznych zmian miało dojść po wyborach. To nie my zmieniliśmy reguły gry.

Drugie, może trzecie dno

- A dla mnie sytuacja jest jasna: skoro decyzje o wprowadzeniu do PZPN kuratora zapadły kilkadziesiąt godzin przed zamknięciem listy kandydatów na nowego prezesa, to wojna idzie o obsadę związkowych stanowisk - dowodzi Liwiusz Sieradzki, przewodniczący Wydziału Gier OZPN w Gorzowie.

Z czterech osób, zarejestrowanych jako kandydaci na nowego sternika PZPN, największe szanse wyboru zdają się mieć Zdzisław Kręcina i Grzegorz Lato. Za nimi plasują się w rankingach Zbigniew Boniek i Tomasz Jagodziński. Rzecz w tym, że dwaj pierwsi są uważani za ludzi obecnego prezesa Michała Listkiewicza. Zrywając październikowy termin zjazdu, Drzewiecki chciał prawdopodobnie przeciąć możliwość rządzenia przez "Listka" z tylnego siedzenia także w następnej kadencji.

Bo w tezę, że państwo nie ma pieniędzy na przygotowania do Euro 2012 i szuka wygodnej dla siebie drogi wycofania się z organizacji tej imprezy, nikt rozsądny chyba nie uwierzy...

Komentarz

Nowych nie widać

Kilka dni temu usłyszałem pouczającą opowieść. Jeden z zawodników A-klasowej Zorzy Grzmiąca kończy swą wieloletnią karierę, więc gorzowski OZPN postanowił go wyróżnić za lata biegania po boisku. I od razu powstał problem: kto wręczy jubilatowi okolicznościowy upominek?

Jedynym chętnym okazał się ponad 80-letni Leon Grześ. Rzecz w tym, że pan Grześ nie ma samochodu, więc trzeba go dowieźć na mecz w Grzmiącej. A z tym już gorzej, bo żaden z młodszych działaczy nie ma podczas weekendu czasu na taką eskapadę. Więc pan Grześ prawdopodobnie wsiądzie do autobusu i - jak to robił przez kilkadziesiąt lat - sam honorowo załatwi sprawę.

Tak samo dzieje się w całym polskim futbolu. Najpierw dużo gadania, nawet krzyku o potrzebie zmian, a potem wycofywanie się rakiem. PZPN nie jest świetlanym wzorem demokracji, lecz podstawowe struktury wyborcze - oparte o kluby i okręgowe związki - przecież w nim istnieją.

Gdyby więc środowisku naprawdę zależało na przeprowadzeniu gruntownych zmian, to mogłoby ich dokonać z marszu. Rzecz jednak w tym, że wszystkim jest wygodnie w dotychczasowych układach. I młodym - bo nie trzeba się angażować, i starym - bo zachowują swoje przywileje.

Boję się, że wyruszając na wojnę z PZPN, minister Drzewiecki nie przygotował sobie scenariusza zakończenia konfliktu. Może oczywiście odwlekać wybór nowych władz związku, może nawet utrącić obecnych kandydatów na prezesa. I co dalej? Na kogo postawi? Sprawy w tak zwanym terenie i tak wrócą w końcu do porządnego pana Grzesia, bo innym... nie będzie się chciało.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
MarsJan

Niby wszyscy chcą uzdrowienia polskiej piłki... Tylko jak pozbyć się gangreny bez amputacji kończyny? Otóż nie ma na to narazie żadnego innego sposobu. Albo stracimy kończynę a zyskamy życie ... albo stracimy to drugie. A wracając do odbudowy reprezentacji ... O czym my tu właściwie mówimy. Przecież to, co serwują nam piłkarze to ochłapy. A nasza liga ... Poza Lechem w obecnym sezonie to nasi mistrzowie przegrywają z cieniasami innych lig. To o czym my mówimy? Chyba należy zacząć budować od podstaw ale w czystym środowisku a nie ciąglę taplać się jak te świnie w tym wielkiem łajnie jakim jest obecny PZPN. I jeszcze inna sprawa ... PZPN jak nazwa stanowi jest związkiem narodowościowym a nie prywatnym podwórkiem tego czy innego prezesika. I wydaje mi się że UEFA i FIFA obawiają się o własne zyski ... że mogą stracić jedną ze swych dojnych krów.

M
Mary N

Działanie ministra sportu jest typowo polityczne, a zarzuty pod adresem PZPN to jedna wielka farsa.
Jestem za czyszczeniem sportu i innych dziedzin życia z korupcji i innych złych czynów ale my obecnie chcemy wylac dziecko z kąpielą. '
Można oczywiście zrezygnowac z gry w eliminacjach, można zrezygnowac z budowy stadionów - skutki jednak odczujemy wszyscy , a odbudowa reprezentacji i tego co po niej pozostanie to juz będą lata.

R
Robinho

Sprawa jest strasznie zawiła. Bo nikt sie nie interesował PZPN-em póki w Polsce nie pojawiły sie duże pieniądze w piłce. I to Euro 2012 oznacza, ze tych pieniędzy bedzie znacznie, znacznie więcej. A wiadomo, że PZPN sam Euro nie zorganizuje. Potrzebni mu są ku temu partnerzy społeczni i gospodarczy. I tu się zaczyna problem. Z kim podpisac umowy na duże pieniądze, i kto na tych umowach skorzysta najbardziej? Najbardziej skorzystają Ci którzy będą dzielic te pieniądze rzecz jasna, bo zawsze coś dla siebie ukręcą.

Stąd polityka w tym całym przedsięwzięciu.Bo polityka lubi dzielić pieniądze i "obdarowywać tych bardziej namaszczonych". Ale Listwkiewicz w całym tym koszmarnym zamieszaniu jest sam sobie winien. Była afera korupcyjna, a ten chowął głowę w pasek. Pojawiły sie słowa o "kilku czarnych owcach" w tym całym stadku, a jak wyszło widzieliśmy. Nawet Wit Żelazko poszedł siedzieć, choć zdawał sie stać na straży moralnosci sędziowskiej. I dlatego polityczną winę za taką sytuację ponosi Listkiewicz. Bo nie postrzątał w swoim ogrtódku jeśli chodzi o tą sztandarową i kilka pomniejszych spraw.

Listkiewicz przyjął postawę: ręce precz od Euro. Ale zaraz zaraz Panie Listwkiewicz, Euro zostało przyznane Polsce a nie panu Listkiewiczowi. To nie jest prywatny folwark Listkiewicza. Na Euro pójdą pieniądze z budżetu państwa (czyli z kieszeni każdego Polaka), z Unii Europeskiej (głównie z Funduszu Kohezji) od UEFA i od FIFA. Pójdą pieniądze od prywatnych sponsorów, reklamodawców, stacji telewizyjnych i Bóg wie skąd jeszcze. Nie pójdą z kieszeni prezesa Listka, oj nie pójdą. Dlatego mamy moralne prawo wszyscy w tym współuczestniczyć.

I dlatego warto będzie nie ugiąć sie pod presją. Warto będzie nawet przyjąć karę od UEFA w postaci wykluczenia nas z eliminacji ( i nawet co bardzo ubolewam - wykluczneia Lecha z UEFA). Musimy powalczyć. I mam nadzieję że tę bitwę wygramy. I ta piłeczka stanie sie przynajmniej praworządna skoro i tak jest już upolityczniona. Myślę że teraz to my mamy asa w rękawie a nie UEFA. Niezorganizowanie przez Polskę Euro w 2012 będzie katasrrofą nie dla Polski a dla UEFA. Bądźmy dobrymi pokerzystami i nie poddajmy się. Przy sprzyjających okolicznościach jesteśmy w stanie rzucić UEFA na kolana.

No i wątek rodzinny. Ciag dalszy. Nie od dziś wiadomo, ze Platini i Listkiewicz są spokrewnieni między sobą osobą żony Platiniego (siostry Listka). Wiadomo, ze Michele będzie popierał Listka. Ale jak zrozumie, że to nie przelewki to zmięknie. Ja w to wierzę.

Dodaj ogłoszenie