Popołudnie u Michalików. Wicepremier Piotr Gliński odwiedził rodzinny dom Olimpijczyka

Michał Olszański
Wicepremier Piotr Gliński odwiedził rodzinny dom Olimpijczyka.
Wicepremier Piotr Gliński odwiedził rodzinny dom Olimpijczyka. Ministerstwo Kultury
Sukces przyciąga. Także ten sportowy. A gdy jest to sukces na światową skalę, na olimpiadzie, odniesiony w momencie kiedy panuje głód tych sukcesów, przyciąga tym bardziej. Zainteresowanie mediów, kibiców i oficjeli odczuwają sportowcy odnoszący zwycięstwa w Japonii, ale także ich rodziny w Polsce. Takie czasy, że człowiek w jednej chwili może znaleźć się w środku medialnego wariactwa. Tak jak Michalikowie, rodzice Tadeusza, brązowego medalisty IO w Tokio.

Ponadstuletnie, poniemieckie gospodarstwo w Jasieńcu. Niby niedaleko od Trzciela, ale, tu, pod lasem, gdzie nawet GPS ledwie działa, wydaje się, że jesteśmy na końcu świata. Koty wygrzewają w promieniach popołudniowego słońca. Nawet tym młodym nie chce się psocić. Kury łażą bez sensu, jak to kury, tylko gęsi od czasu do czasu wdają się w jakąś gęsią awanturę. Jednak nawet ten harmider urywa się równie nagle, jak wybucha. Cisza, spokój, czasem zabzyczy jakiś owad.

- W życiu nie zamieniłbym się na inne miejsce na świecie – tłumaczy Marian Michalik.

Drobny, spracowany mężczyzna wyszedł się przywitać i teraz zaprasza do środka, na kawę. – Kiedy rodzice szukali po wojnie domu do zamieszkania, ojciec upatrzył sobie zagrodę przy młynie. Jednak mama przekonała go, że lepiej im będzie tu, na uboczu. Tłumaczyła: „Młody jesteś, nawet jak wypijesz i będziesz chciał sobie pokrzyczeć, pośpiewać, nikogo to nie będzie obchodzić” – opowiada, uśmiechając się zza okularów.

Decydujemy, że siądziemy w kuchni. Przy długim stole, z dala od telewizora, który nastawiony na sportowy kanał, przenosi nas do Tokio, zdając relację z kolejnego dnia olimpijskich zmagań. Dynamiczne kadry, rozentuzjazmowany głos komentatorów, pstrokate stroje atletów wdzierają się w sielską atmosferę letniego przedwieczora. Jednak przed chwilą Michalikowie, przyklejeni do telewizora, znów byli tam, w Japonii, bo szła powtórka medalowej walki Tadzika.

-Chyba bardziej denerwowałam się teraz, niż gdy Monika walczyła w Rio – zastanawia się pani Zofia. Jeszcze niższa od swojego męża, krząta się wokół stołu, podając filiżanki z kawą, wyczarowując talerz ciasta.

- Tadzik to Tadzik… szkoda mi go było, gdy wczoraj przegrał i się rozpłakał – wzrusza się.

Michalikowie mają dziewiątkę dzieci i wszystkie uprawiały, albo wciąż uprawiają sport. No a dwoje (Tadeusz w Tokio i Monika w Rio de Janeiro) zdobyło olimpijskie medale.

– Najstarszy, Sebastian chodził na karate. Ale już Wojtek zapisał się na zapasy. Tu, w Trzcielu. Potem starsze dzieci wciągały w sport te młodsze. W gospodarstwie zawsze robota była, to uciekali na treningi – śmieje się Marian. Zaopatrzył się w packę i teraz poluje na muchy krążące nad stołem ze słodkościami.

- Przestań, dobre dzieciaki były, pomocne. Monika tylko taka zapaśniczka była – strofuje go małżonka. Przyznaje też, że nie uczestniczyła czynnie w sportowej drodze dzieci. – Niezbyt znam się na zapasach. To trzeba by Moniki pytać, ona wszystko wytłumaczy – zastrzega.

Z dziewięciorga dzieci, piątka wylądowała w wojsku, Marzena jest nawet podporucznikiem. Zięciowie to też wojskowi. Wojtek jeździ tirem, Paweł od kilkunastu lat mieszka w Irlandii (ale ma domek obok gospodarstwa, hoduje tu ryby). Na gospodarstwie pozostał Tomasz.

Z rozmów o zapasach wracamy do codzienności, gadamy o jasienieckiej rzeczywistości. O tym, jak kiedyś wyglądało życie na wsi, praca przy żniwach.. o tym, że ziemie tu są słabe, że krów nie opłaca się już hodować, a ze świniami coraz większy kłopot, bo przez afrykański pomór rozprzestrzeniany przez dziki, kontrola przyjeżdża za kontrolą. O tym jak świat się zmienia, że coraz więcej chemii w jedzeniu. No i o dzieciach.

- Nas też była dziewiątka, to tu na podwórku tętniło życie, w piłkę żeśmy tłukli całymi dniami. Teraz dzieciaki siedzą w tych swoich telefonach – kręci głową Marian zaciągając się papierosem. Wyszliśmy przed dom zapalić. Jak na zawołanie na podwórko wychodzi gromadka dzieci. To wnuki. Najmłodszy ma może dwa lata, najstarsze po kilkanaście. Grzecznie mówią „dzień dobry” i odchodzą w swoich sprawach.

Marian odbiera kolejny telefon.

-Tak, widzieliśmy… no, pięknie to zrobił… była już jedna telewizja, wywiad robili… teraz ma przyjechać minister… - cierpliwie tłumaczy komuś po drugiej stronie połączenia, gdy wchodzimy do domu.

- No ciekawe… Szybko w tym roku się zjawiają – zauważa Zofia, mieszając herbatę. - Jak Monika zdobyła swój medal w Rio, dłużej im to zajęło…

I rzeczywiście, za chwilę przez bramę wjedzie kawalkada samochodów. Będą kwiaty, minister i wojewoda będą gratulować, fotografowie zaczną ich ustawiać do zdjęć. A potem zapakują się z powrotem do aut, odjadą, kurz opadnie. I będzie cisza, spokój, czasem zabzyczy owad…

WIDEO: Polskie wioślarki zdobyły srebro w Tokio i wróciły do Polski! "Tylu kibiców dawno nie widziałyśmy i bardzo dziękujemy tym wszystkim, którzy przybyli"

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Wielkie gratulacje rodzicom za kosmiczne osiągnięcia sportowe dzieci !!!
Dodaj ogłoszenie