Poronienie - To bardzo, bardzo boli…

Katarzyna Borek
Trzeba dać sobie czas na przeżycie tego smutku, żalu, straty.
Trzeba dać sobie czas na przeżycie tego smutku, żalu, straty. loleia /sxc.hu
- Są kobiety, które po poronieniu nie potrafią pójść do kina czy na imieniny, bo wierzą, że gdy zaczną się uśmiechać, to jakby zapomniały o utraconym dziecku - mówi DOROTA HALAMA, psycholog wspierająca rodziców po poronieniu.

- Niektórzy pytają: czy poronienie to rzeczywiście taka wielka strata, że niektóre kobiety nie mogą się pozbierać?
- To tak, jakby zapytać, czy strata dziecka rzeczywiście jest poważną sprawą... W Polsce mamy mentalny problem. Z jednej strony mówimy, w kontekście aborcji, że od momentu poczęcia jest człowiek. Z drugiej strony zaczynamy mieć co do tego wątpliwości, gdy poronienie przydarza się na wczesnym etapie ciąży. Przepisy mówią jasno: od pierwszych dni mamy do czynienia z dzieciątkiem. W związku z tym, gdy z jakiś powodów się nie urodzi, istnieje nawet możliwość wzięcia przez kobietę połowy urlopu macierzyńskiego.
Co do "pozbierania" po poronieniu: niektóre kobiety łatwiej sobie z tym radzą. Ale proszę pamiętać, że są pary, które latami starają się o dziecko. I gdy zobaczą na teście dwie kreski, w tym momencie nie mogą się nie cieszyć. W ich przypadku nie ma znaczenia, czy poronienie było w siódmym, ósmym czy w 15. tygodniu ciąży. To po prostu bardzo boli i jest bardzo trudne.

- Jak to przeżyć?
- Warto pamiętać, że podlegamy wtedy takim samym procesom, jakie towarzyszą żałobie po utracie kogoś ważnego, bliskiego. Nie wolno ulegać presji, że trzeba szybko wziąć się w garść, że nic się nie stało, że to był dopiero początek ciąży i będą kolejne dzieci. Trzeba dać sobie czas na przeżycie tego smutku, żalu, straty.

- Są kobiety, które jak najszybciej chcą zajść w kolejną ciążę.
- Spotykając się z kobietami, które poroniły często widzę, że właśnie do tego dążą. Ale po pierwsze: lekarze zalecają, by odczekać od trzech miesięcy do pół roku. Po drugie: psychika też nie jest jeszcze gotowa. Bo co będzie, jeżeli przydarzy się kolejna strata?
Bardzo często kobiety, które natychmiast zachodzą w ciążę są na bardzo wysokim poziomie stresu. Każdy sygnał ze strony ciała stawia taką przyszłą mamę na równe nogi. Potem cały czas boi się nawet o narodzone już dziecko, bo zna uczucie straty. Nadmiernie zajmuje się takim dzieciątkiem, obawia o jego zdrowie i życie. Zdarza się, że mama nie śpi nocami, a zapada w stan podwyższonego czuwania.
- Czy najbliżsi albo znajomi mogą jakoś pomóc?
- Powinni po prostu być. Ale nie nachalnie, dopytując, co i jak się stało. Nie pocieszać, że to była wczesna ciąża itd. Najlepiej powiedzieć, że jest nam bardzo przykro i że można na nas liczyć. Przecież nie mamy pojęcia, jak długo dana osoba czekała na dziecko. Nie znamy jej wcześniejszej historii, nadziei i planów związanych z maleństwem. Są kobiety, które po poronieniu nie potrafią pójść do kina czy na imieniny, bo wierzą, że jeżeli zaczną się uśmiechać, będzie trochę tak jakby zapomniały o utraconym dziecku.
Najważniejsze, żeby być i podążać za emocjami osób, które przeżyły stratę i nie rezygnować z zapraszania ich do życia zawodowego czy prywatnego. Pamiętajmy, że mogą mieć problem choćby z powrotem do pracy - bo nie wiedzą, co mają powiedzieć.
Znajomi nie powinni przejmować się niechęcią kontaktu: że zadzwonili raz, drugi, trzeci i nie mogli się przebić przez mur smutku, przygnębienia, odmowy spotkania. Takie zachowanie jest normalne w takiej sytuacji. Kobieta i jej bliscy mogą nie być gotowi na spotkanie.

- Niektóre osoby obchodzą Międzynarodowy Dzień Dziecka Utraconego. Rodzice, którzy przeżyli stratę potomstwa wypuszczają wtedy w niebo baloniki. Po co?
- Pamiętajmy, że w Zielonej Górze pochówki dzieci nienarodzonych odbywają się od kilku lat, w innych miastach nadal ich się nie organizuje. A są niedoszli rodzice, czasami bardzo szacownej daty, którzy gdzieś w głębi serca czują, że nie do końca pożegnali dziecko jak powinni. I przychodzą wypuścić balonik, czasami po wielu, wielu latach.
Są też tacy, którzy nie mieli siły pójść do USC po akt zgonu martwego dzieciątka i zorganizować pochówek. Przyznać, że było, a nie ma. Z punktu widzenia psychologii systemowej uznanie takiego faktu bardzo porządkuje życie. Szczególnie, jeśli mamy inne dzieci. Warto, żeby wiedziały, że kiedyś biło jeszcze jedno serduszko.
Spotkania balonikowe mają też jeszcze inną wartość. To nie tylko podniosłe gesty, ale i miejsce, w którym można uzyskać konkretną pomoc. Gdy jesteśmy w ciąży albo mamy dzieci, innych rodziców poznajemy w normalnym życiu. Gdy tracimy dziecko, osoby w podobnej sytuacji odnajdujemy przeważnie w internecie, bo nikt nie chodzi po ulicy ze stratą wypisaną na czole. A na "balonikach" możemy mieć z nimi kontakt. I trochę jest tak, że uczestnicy przyglądają się sobie. Jedna z mam powiedziała mi w zeszłym roku, że nikt nie był w stanie dać jej takiego przekonania, że jeszcze będzie miała dziecko, jak widok osób, które trzymały w dłoni balonik, często dwa, trzy, a w drugiej wózek dziecięcy. Albo biegały koło nich maluchy. Nie trzeba wtedy nic mówić. Bo widać, że nawet po wielokrotnym poronieniu jeszcze można mieć pełną rodzinę. Ci niedoszli rodzice przestają być tacy w zawieszeniu. Są już nie tylko w cyberprzestrzeni, ale i w rzeczywistości.

- Dziękuję.

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie