Porozmawiajmy o mieście: Tim O'neill

Tatiana Mikułko 0 95 722 57 72 [email protected]
TIM O'NEILLMa 37 lat i pochodzi ze środkowej Anglii. W Polsce jest od trzech lat. W Gorzowie od sierpnia zeszłego roku, wcześniej w Zielonej Górze. Z żoną Jolantą, która jest rodowitą gorzowianką, mieszkają na Górczynie. Tim uczy angielskiego w studium języków obcych Project. W wolnym czasie lubi popływać w Słowiance, pozwiedzać okolice Gorzowa. Lubi polskie jedzenie - pierogi, bigos, zrazy i wigilijną kolację, oprócz karpia w galarecie. (fot. Krzysztof Tomicz)
TIM O'NEILLMa 37 lat i pochodzi ze środkowej Anglii. W Polsce jest od trzech lat. W Gorzowie od sierpnia zeszłego roku, wcześniej w Zielonej Górze. Z żoną Jolantą, która jest rodowitą gorzowianką, mieszkają na Górczynie. Tim uczy angielskiego w studium języków obcych Project. W wolnym czasie lubi popływać w Słowiance, pozwiedzać okolice Gorzowa. Lubi polskie jedzenie - pierogi, bigos, zrazy i wigilijną kolację, oprócz karpia w galarecie. (fot. Krzysztof Tomicz)
Rozmowa z Timem O'Neillem, nauczycielem języka angielskiego, gorzowianinem od ponad roku

- Przez pewien czas mieszkałeś w Zielonej Górze. Które miasto jest lepsze do życia?
- Gorzów wciąż się rozwija i jest lepszym miejscem do życia niż Zielona Góra.

- Jak mógłbyś porównać nasze miasta?
- Zielona Góra jest bardziej konserwatywna. Zielonogórzanie są bardziej dumni, skoncentrowani na sobie. Tam też bardziej niż tutaj czułem, że te dwa miasta się nie lubią. Zielona Góra ma piękniejsze centrum, Stary Rynek, ale nie ma basenu i tylu parków. Mają też więcej supermarketów niż my. Gorzów z kolei ma świetne położenie. Blisko stąd do Berlina, a co za tym idzie, do dużego lotniska. Myślę, że dzięki lokalizacji jest u was więcej inwestycji niż w Zielonej Górze. Oba miasta powinny popracować nad lepszą komunikacją. Na jazdę autobusem z Gorzowa do Zielonej Góry traci się dwie i pół godziny, a taka podróż powinna trwać o godzinę krócej. Gorzów powinien też postarać się o więcej pociągów do Poznania. W Anglii na takich trasach kursuje po 20 pociągów dziennie.

- Podoba ci się Gorzów?
- Generalnie, tak, ale - jak każde miasto - ma swoje dobre i złe strony.

- Dobre to...
- ... sieć dróg, tzn. że bardzo szybko mogę przemieścić się z jednego końca miasta na drugi. Trzeba jednak wyremontować ul. Sikorskiego, bo auto podskakuje jak na wybojach. Piękne okolice wokół Gorzowa to też dobra strona miasta - pół godziny potrzeba, by znaleźć się w lesie, nad jeziorem. Poza tym, jest tu sporo obiektów, w których można rekreacyjnie uprawiać sport, np. Słowianka. I dużo parków. To świetne miejsca na spacer i relaks po pracy lub szkole - nie wszystkie miasta to mają. Gorzów powinien też postawić na tramwaje. Tak jak Amsterdam znany jest z tramwajów, tak to może być znakiem rozpoznawczym Gorzowa. Niezły jest bulwar, ale przydałoby się więcej restauracji, kafejek, sklepików, np. muzycznych.
- A te złe strony?
- Po pierwsze, i to jest coś, co trzeba poprawić natychmiast: brakuje informacji turystycznej. W wakacje przyjechali do mnie rodzice z Anglii i byli bardzo zdziwieni, że nie ma tu informacji turystycznej. Zabrałem ich do muzeum przy Warszawskiej, na dominantę, która jest, jaka jest, ale jest - na pewno nie pomalowałbym jej na niebiesko, raczej na zielono. Pokazałem im też katedrę i tu moi rodzice przeżyli mały szok. Spytali, kto pozwolił na to, by obok katedry było obrzydliwe Tesco?! Wyobraź sobie, że jesteś w zabytkowym centrum Londynu i natykasz się na Biedronkę... Obok katedry powinno być muzeum, a nie supermarket. Inna sprawa, że w mieście są tylko dwa hipermarkety, a w nich trzy otwarte kasy i kolejki na pół sklepu. Zakupy tam to koszmar.

- Jeśli chcesz wyjść, masz gdzie?
- Byłem raz w teatrze i raz na koncercie Piotra Rubika, uważam, że oferta kulturalna powinna być ciekawsza. Dobrze, że jest kino Helios. W ogóle podoba mi się Askana, zwłaszcza sposób, w jaki została zaprojektowana. Mam swoje ulubione Mezzoforte, Łubu Dubu, ale to za mało, no i te knajpki są schowane w bocznych uliczkach. Moi rodzice, gdy przeszli się Sikorskiego powiedzieli: w centrum są same banki i secondhandy (ciuchlandie - red.), a gdzie możemy coś zjeść? Gdy turysta trafia do Poznania czy Berlina od razy widzi, gdzie są restauracje, bary, puby, bo one są w centrum. U was wszystko jest rozproszone, nawet urzędy. Jeśli chcę załatwić jedną sprawę, muszę biegać po kilku. Na poczcie się gubię. Jest tam tyle okienek, nie wiadomo, co w którym się załatwia, człowiek stanie w kolejce i często ktoś się do niej wpycha. W Anglii ochrona zawezwałaby do takiego delikwenta policję. No i ta wasza obsługa... Podchodzę do okienka mówię dzień dobry, pani odpowiada i patrzy wyczekująco. W Anglii pani w okienku zawsze zapyta, w czym może pomóc.

- I pewnie u nas nikt się nie uśmiecha?
- No właśnie, ja już do tego przywykłem, ale mój znajomy z Anglii, gdy przyjechał do Gorzowa zapytał, dlaczego ludzie tutaj są tacy smutni. Wy uśmiechacie się i mówicie dzień dobry tylko do tych, których znacie. W Anglii witamy się też z nieznajomymi.

-Dziękuję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie