Porozmawiajmy o mieście: Wiesław Ciepela

Zbigniew Borek 0 95 722 57 72 [email protected]
Wiesław Ciepela ma 44 lata, mieszka na osiedlu Staszica i buduje dom pod Gorzowem. Jest policjantem (radca w komendzie głównej, teraz oddelegowany do komendy wojewódzkiej), doradcą ds. komunikacji społecznej Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego. Robi doktorat z medioznawstwa o współpracy policji z mediami na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, wykłada na poznańskich uczelniach. Pochodzi z Leśnej na Dolnym Śląsku, w Gorzowie mieszka od 1988 r. Ukończył pedagogikę kulturalno - oświatową na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze, podyplomowo: zarządzanie na Politechnice Wrocławskiej i dziennikarstwo na UAM.
Wiesław Ciepela ma 44 lata, mieszka na osiedlu Staszica i buduje dom pod Gorzowem. Jest policjantem (radca w komendzie głównej, teraz oddelegowany do komendy wojewódzkiej), doradcą ds. komunikacji społecznej Lubuskiego Urzędu Wojewódzkiego. Robi doktorat z medioznawstwa o współpracy policji z mediami na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, wykłada na poznańskich uczelniach. Pochodzi z Leśnej na Dolnym Śląsku, w Gorzowie mieszka od 1988 r. Ukończył pedagogikę kulturalno - oświatową na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Zielonej Górze, podyplomowo: zarządzanie na Politechnice Wrocławskiej i dziennikarstwo na UAM. fot. Krzysztof Tomicz
Rozmowa z Wiesławem Ciepelą, zajmującym się problemami komunikacji społecznej.

- Hasło: Gorzów, odzew?
- Nie mam prostego odzewu, ale na pewno takie hasło budzi we mnie pozytywne reakcje.

- Dlaczego?
- Mieszkałem w Pile, Poznaniu i Warszawie, i śmiało mogę stwierdzić, że Gorzów jest zdecydowanie lepszym miejscem do życia.

- Co ma takiego Gorzów, a czego nie mają Piła, Poznań czy Warszawa?
- Jest w sam raz. Zapewnia odpowiedni komfort życia, rozrywkę i rekreację na przyzwoitym poziomie, dostęp do wysokiej kultury i wszystko to w zasięgu ręki. Co z tego, że w Warszawie jest o wiele większa oferta spędzania wolnego czasu, skoro wszędzie miałem daleko? Piła nie ma teatru, nie ma klubów sportowych. Poznań wchodziłby w grę, ale… zwyciężyła miłość do Gorzowa.
- Zakochałeś się w mieście?
- Tutaj mam przyjaciół i ulubione miejsca, do których mogę dotrzeć w ciągu paru minut, a do tego coś, co na pozór się wyklucza: spokój i jednocześnie szeroką ofertę spędzania wolnego czasu. To świetne miejsce do życia.

- Czy taki wizerunek Gorzowa możemy sprzedać na zewnątrz?
- Jeśli chcesz wypracować swój wizerunek, musisz najpierw zastanowić się, jaki cel chcesz w życiu osiągnąć: czy chcesz być naukowcem, społecznikiem, a może politykiem. Jak już sobie odpowiesz, wyznaczasz strategię, metody i instrumenty osiągania celu: zdobywanie wykształcenia, wolontariat, praca w partyjnych młodzieżówkach itp. Musisz to realizować, w trakcie - monitorować, a w razie potrzeby - korygować. Tak samo jest z miastem.

- Widziałeś billboardy z uskrzydlonymi modelami i hasłem "Gorzów - ziemia obiecana"?
- Widziałem i mógłbym złośliwie zapytać: komu. To jest przykład, jak nie należy się zabierać do pracy nad wizerunkiem i promocją miasta. Billboardy to instrument realizowania przemyślanej strategii, a my przecież strategii nie mamy. Więc co realizujemy?
- Urząd Miasta ogłosił przetarg dla firm, które mają opracować markę miasta.
- To znakomicie, ale strategia czy marka nie mogą być efektem prostego zlecenia. To powinno być uzgodnione przez wszystkie wpływowe siły w mieście: instytucje, polityków, radnych, prezydenta. Tymczasem w Gorzowie od kilkunastu lat trwa nieustanna kampania wyborcza. Politycy walczą o względy mieszkańców, dyskredytując osiągnięcia i pomysły swoich oponentów. Zbyt rzadko działają dla dobra wspólnego.

- Co masz na myśli?
- Prezydent niezbyt się angażuje w rozwój akademickości miasta, bo to sfera kojarzona - poprzez twórców Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej - raczej z prawicą. Z kolei politycy prawicy - z wyjątkami - bojkotują imprezy kulturalne, np. w teatrze, bo instytucje kulturalne są przez nich postrzegane jako dotowane przez miasto, a więc pod wpływem prezydenta.

- Załóżmy, że politycy i urzędnicy dojrzeją do współpracy. Co dalej?
- Powinni zlecić badania opinii publicznej. Trzeba zapytać gorzowian, jakiego miasta chcą, w jakim kierunku ma się ono rozwijać, jakie ma walory, z czym im się miasto kojarzy.

- Firma, która wygra przetarg na markę, pewnie to zrobi. A co będzie, jeśli gorzowianie odpowiedzą, że miasto kojarzy im się z katedrą, tramwajami, Wartą i żużlem?
- Żeby zadać mieszkańcom takie pytania, trzeba im najpierw dostarczyć informacji. Gorzowianie muszą wiedzieć, jakie są intencje władz i ich plany. To po pierwsze, a po drugie to od tego są fachowcy, żeby z wyników badań wyciągnąć to, co się nadaje do budowy marki.

- Katedra się nadaje?
- Nie, bo katedry ma wiele innych miast. Jeśli miasto ma identyfikować katedra, to równie dobrze mógłby... brak ratusza.
- Żużel?
- To nasz gorzowski "sport narodowy", ale budowanie wokół niego marki miasta byłoby ryzykiem. Może się skończyć jak z Polonią Piła - klub spadł z ekstraligi i o Pile nie słychać.

- Tramwaje?
- Dlaczego nie? To jednak oznacza, że musimy rozwijać sieć i inwestować w tabor, bo Helmuty to już zabytki. Jeśli czytelnicy "GL" skłonili prezydenta do rezygnacji z planów likwidacji linii na Piaski, to miasto powinno pójść dalej i zadbać o to, żeby ul. Chrobrego zamieniła się w prawdziwy deptak z wyciszonym tramwajem, jak np. w niemieckim Erfurcie.

- Warta?
- Oczywiście, ale popatrz na drugą stronę rzeki (rozmawiamy na bulwarze - red.), jest kompletnie zaniedbana, a przecież to wymarzone miejsce na rekreację. Zobacz, jak wygląda most kolejowy! Czy naprawdę nie można go pomalować? Dobrze, że miasto chce wybudować marinę, ale czy nie powinno też pomyśleć o zorganizowaniu festiwalu szantowego, jak Keja pod Strzelcami? Trzeba stworzyć system zachęt dla organizatorów sympozjów poświęconych rzekom, wodzie itp., ale też imprez, żeby nie było tak jak z teatrami ulicznymi, które z bulwaru wróciły na Rynek. Dlaczego miasto nie miałoby wskrzesić kąpieliska? Tak, wiem, rzeka jest brudna, ale dlaczego za 10-15 lat nie miałaby nadawać się do kąpieli? Strategia to nie jest dokument na kilka lat do przodu, ale na dziesięciolecia.

- Czy nam się to opłaci?
- Festiwal w Avinionie startował z pozycji prowincjonalnego przeglądu, a dzięki mądrej strategii dziś ma markę rozpoznawalną na całym świecie, 10 mln euro budżetu i 23 mln euro zysku. Gdy czytam w "Głosie" rozmowy na 751-lecie, to nie wątpię, że gorzowianie identyfikują się ze swoim miastem i chcą, by było ono rozpoznawalne w Polsce i Europie.

- Dziękuję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie