Posłowie za euro

Z Brukseli DANUTA KULESZYŃSKA (68) 324 88 43 [email protected]
Udostępnij:
Najważniejszym miejscem w Parlamencie Europejskim jest bar z krzesłami w kształcie Myszki Miki. Przy drinku posłowie się dogadują, a lobbyści przekonują do swych pomysłów.

Szkło i beton. Tak wygląda budynek parlamentu w Brukseli. Do gmaszyska wchodzi się za pomocą karty elektronicznej. Trzeba poddać się szczegółowej kontroli: torby prześwietlane są przez komputer, pracownicy i goście przechodzą przez specjalną bramkę. - Na początku przeraziły mnie te wszystkie korytarze, w których trudno się odnaleźć. I choć minęło 16 miesięcy, do dziś nie znam wszystkich zakamarków - przyznaje wiceprzewodniczący parlamentu Jacek Saryusz-Wolski.

Ryby profesora

"Naszych" w parlamencie jest 54. Rozlokowali się po różnych frakcjach. Małe nie liczą się w ogóle. Odkryli to posłowie PO i dlatego wspólnie z PSL-owcami wstąpili do "chadecji". Żeby mieć większy wpływ na prace parlamentu.
Biura "platformiaków" zajmują jeden z długich korytarzy na piątym piętrze. Każdy poseł ma dwa gabinety: jeden dla siebie, drugi dla asystentów. Do dyspozycji jest też własna toaleta z natryskiem. W razie zmęczenia, można zdrzemnąć się na kozetce. - A tu trzymam dyżurny garnitur - przedstawiciel Lubuskiego i Zachodniopomorskiego Kazimierz Chmielewski otwiera szafę. - I koszule na zmianę. Zwykle w parlamencie spędzam po kilkanaście godzin.
Prof. Chmielewski do niedawna był rektorem Uniwersytetu Szczecińskiego. Jako historyk dostał "robotę" w komisji rybołówstwa, choć kompletnie na tym się nie znał. - Wszyscy załapali się, gdzie chcieli, a mnie zostały "ryby", bo koledzy stwierdzili, że skoro mieszkam w Szczecinie, to na rybach się znam - wspomina.
Przez ponad rok jeździł nad Bałtyk i brał lekcje u miejscowych rybaków. Po 16 miesiącach jest już europejskim ekspertem, a Komisja Rybołówstwa PE powierzyła mu funkcję sprawozdawcy w ważnych dla morza sprawach. W zeszłym tygodniu parlament przyjął raport Chmielewskiego. Poseł dumnie wytęża pierś...

Posłanka o czerwonych włosach

Szacunkiem wśród deputowanych cieszy się Jerzy Buzek. Dowcipny, doskonale porusza się po salonach. Parlament powierzył mu opracowanie programu Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Na różnego rodzaju badania naukowe w latach 2007-13 będzie do "wyjęcia" aż 73 mld euro. I "tylko" 8 na zdrowie. - Zależy mi bardzo, aby z tej szansy skorzystały polskie uczelnie, instytuty badawcze, naukowcy - mówi Buzek. - Zainteresowani już od teraz mogą kontaktować się ze mną.
Na parlamentarnych salonach furorę robi Ślązaczka Małgorzata Handzlik. Żywiołowa, pełna energii, rozdaje uśmiechy na prawo i lewo. Zawsze otacza ją wianuszek mężczyzn. I trudno się dziwić. Handzlik w styczniu skończyła 40 lat, wyróżnia się temperamentem. I wyglądem też - ma czerwone włosy, chodzi w minigarsonkach i na szpilkach. Wysoka, ma zgrabne nogi.
- Dopiero tutaj doświadczyłam, że polityka jest cudowna - podkreśla radośnie. I z zapałem opowiada, jak niedawno była w Ameryce Łacińskiej i nauczała Meksykanów, jak zakłada się izby rzemieślnicze. Jest też szansa na podróż do Zatoki Perskiej, Jemenu i państw Wspólnoty Andyjskiej. Ale póki co, pracuje nad jednolitym rynkiem wewnętrznym i konsumenckim Unii. Jest posłanką-sprawozdawcą.

Prawie 270 euro dziennie

W porównaniu z innymi, nasi posłowie to prawdziwe biedaki. Tacy np. Włosi miesięcznie dostają 11 tys. euro pensji, Niemcy - 8. A Polacy "zgarniają" ledwie 2 tys., na dodatek brutto. Zasada jest taka, że pensje wypłacają deputowanym ich kraje. A ponieważ Polska jest biedna, to i kieszeń posła też. Żeby "przeżyć", muszą kombinować. Np. z samolotami.
Na każdy przelot do rodzinnego kraju, Unia wypłaca stały ryczałt. By zaoszczędzić, posłowie zamiast biznes klasą, lecą ekonomiczną. Albo wybierają tańsze linie. Resztę tego, co zostaje z ryczałtu, mogą zatrzymać dla siebie. Czasami są to spore pieniądze. - Ale nie zawsze da się w ten sposób zaoszczędzić - twierdzi Buzek.
Posłowie dostają też niemałą dietę, którą wypłaca Unia. Dziennie to prawie 270 euro, więc każdemu zależy na tym, by w Brukseli siedzieć jak najdłużej. Posłowie muszą sami opłacić mieszkanie i wyżywić się. Żeby było taniej, korzystają zwykle z obiadów w parlamentarnej stołówce: przeciętne danie kosztuje 4,5 euro.

Mieszkanie za tysiąc euro

Za mieszkania płacą różnie. Chmielewski lubi przestrzeń, dlatego wynajął 80-metrowy apartament za tysiąc euro. - Ja mam małe mieszkanko, ale płacę aż 700, bo mam tylko kilka kroków do parlamentu - mówi Janusz Lewandowski.
Niedaleko gmachu mieszkanie na drugim piętrze za 800 euro wynajął też były dziennikarz TVP Tadeusz Zwiefka. Z racji wykształcenia, zasiada w Komisji Prawnej, która niedawno wystąpiła z wnioskiem o uchylenie immunitetu Vladimirowi Żelaznemu. Poseł z Czech nielegalnie handlował dziełami sztuki. W kolejce na uchylenie immunitetu czeka kolejny deputowany - lekarz z Cypru. Udowodniono mu korupcję i przerzut pieniędzy przez granicę. Następnym do "odstrzału" jest... Witold Tomczak z Ligi Polskich Rodzin. Może stracić immunitet, bo naubliżał policjantom w Ostrowie Wlkp. - Fascynujące w tym wszystkim jest to, że pracę parlamentu poznaję teraz od kuchni - mówi Zwiefka.
By zaoszczędzić każdy cent, wielu posłów w ogóle nie wynajmuje mieszkań, tylko śpi w swych biurach na terenie parlamentu. - Takie plotki od dawna krążą po Brukseli - przyznaje Katarzyna Klaus z biura prasowego "chadecji". - Ja mogę tylko zapewnić, że żaden poseł platformy i PSL nie śpi w gmachu parlamentu. Czy robią to inni? Nie wiem, ale wątpię.

Gest za 250 milionów

Minisesje i drobne debaty odbywają się w Brukseli. Ale raz w miesiącu na ważne głosowania posłowie, sztab asystentów i urzędników udaje się do Strasburga. W sumie nad francusko-niemiecką granicę przemieszcza się ponad 3 tysiące osób. Te podróże kosztują Unię 250 mln euro rocznie! - To symboliczny gest w stronę tych państw - mówi doradca "chadeków", pół Polak pół Anglik Marek Evison. - A Strasburg jest szczęśliwy, bo dzięki temu do budżetu miasta wpływają miliony euro.
Ale i tak najważniejszym miejscem w parlamencie jest bar z krzesłami w kształcie Myszki Miki. Jedyne miejsce, w którym nie wolno robić zdjęć. Tu przy drinku bratają się posłowie z różnych krajów, załatwiają swe interesy, a lobbyści zabiegają o ich głosy...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie