Pouczająca wyprawa

Wiesław Zdanowicz
Praca przymusowa łódzkich Żydów w latach II wojny światowej przy budowie nazistowskiej autostrady pomiędzy Frankfurtem nad Odrą a Poznaniem

Podczas pierwszej fazy budowy autostrady pomiędzy Frankfurtem nad Odrą a Poznaniem w latach 1940 - 1942 wzdłuż całej trasy działało ponad 30 zamkniętych obozów dla pracowników przymusowych, w których panowały nieludzkie warunki.

Wiemy, że na naszym terenie obozy takie funkcjonowały m.in. w okolicach Łagowa (Gronów i Żelechów), Jordanowa, Glińska i Brójec, a także prawdopodobnie Staropola (więźniowie wcześniej budowali podziemne umocnienia MRU).

Stosunkowo najszybciej i w miarę dokładnie poznaliśmy tragiczne dzieje obozu w Brójcach. W 1940 roku w pobliżu tej miejscowości, kilka kilometrów od Świebodzina, berlińska Dyrekcja Budowy Autostrad stworzyła kompleks baraków dla robotników zatrudnionych przy budowie autostrady. Wkrótce w miejscu tym, i analogicznie w miejscach wspomnianych wyżej, utworzono obóz pracy niewolniczej, zatrudniając około 250 - 300 robotników z getta łódzkiego.

Na przełomie lat 1941/1942 po załamaniu się niemieckiego frontu na Wschodzie, nastąpiło zahamowanie robót, a w połowie czerwca 1942 roku zrezygnowano w ogóle z rozbudowy autostrady.

Szlakiem obozów pracy
Wybranym miejscom obozów pracy przymysowej w okresie II wojny światowej i historii tego nazistowskiego projektu, postanowił przyjrzeć się Matthias Diefenbach, absolwent kulturoznawstwa na Europejskim Uniwersytecie Viadrina, członek Instytutu Historii Stosowanej we Frankfurcie nad Odrą, kierownik projektu „Praca przymusowa przy budowie autostrady pomiędzy Frankfurtem nad Odrą a Poznaniem”. Do wspólnej podróży śladami obozów badacz zaprosił grupę polskich i niemieckich dziennikarzy, a także miejscowych regionalistów na własną rękę odkrywających ślady i historię poszczególnych obozów.

Grupa rozpoczęła od zwiedzenia Muzeum Martyrologicznego w Żabikowie (Wielkopolska), usytuowanego na terenie byłego niemieckiego więzienia policji bezpieczeństwa i obozu karno-wychowawczego, a następnie obejrzeli miejsce obozu pracy przymusowej dla Żydów w Wąsowie. Kolejnym etapem podróży był obszar Ziemi Lubuskiej , ze szczególnym uwzględnieniem pozostałości obozu i autostrady w lasach pod Łagowem (Gronów i Żelechów).

Ślady obozu pracy Lagower See
Grupę dziennikarzy i badaczy w okolicach Gronowa oprowadził Sławomir Milejski, który od lat prowadzi poszukiwania miejsc oraz przedmiotów związanych z budową autostrady RAB i zbiera wszelkie dane o warunkach pracy oraz warunkach socjalnobytowych żydowskich robotników przymusowych zakwaterowanych w latach 1940-42 w niemieckich obozach pracy na terenie obecnej gminy Łagów.

Sławomir Milejski, mieszkaniec Łagowa, zainteresował się tymi zagadnieniami pod wpływem wspomnień swojego dziadka, Edmunda Napierały, który był naocznym świadkiem prac budowlanych autostrady w tych okolicach.

Jak wiadomo, jedynie w okolicach Łagowa autostrada odbiega swoim przebiegiem od planów nazistów. Została ona przesunięta nieco na południe, aby ominąć rezerwat przyrody. Dzięki temu mamy dzisiaj szansę zobaczyć oryginalne ślady w lesie - usypane wały i betonowe fundamenty urządzeń inżynieryjnych. Z istniejących w tej okolicy obozów dla żydowskich robotników przymusowych z getta łódzkiego zachowały się ruiny i fundamenty baraków, które dają wyobrażenie o topografii obozu, a także różne znaleziska archeologiczne.

Zbiorowa mogiła robotników
Sławomir Milejski opowiadał dziennikarzom o swoim dziadku, a także o jego wiedzy na temat robotników przymusowych. Edmund Napierała miał ku temu bezpośrednią sposobność. Ranny w wojnie obronnej 1939 roku, trafił do obozu jenieckiego, a następnie w 1942 roku został przydzielony jako robotnik przymusowy do niemieckiego gospodarstwa rolnego w Łagowie. Do jego obowiązków należało dowożenie wozem konnym mleka do obozu RAB w Żelechowie. Dzięki temu widział pracę więźniów żydowskich przy budowie autostrady. Z jego wspomnień przekazanych wnukowi wynika, że Żydzi w obozie w Żelechowie głodowali i kiedy tylko mógł skrycie dostarczał im pożywienie. Wnuk przytacza też informację, że w nieznanym miejscu, w odległości około 400 metrów od drogi dojazdowej z Gronowa do Łagowa w kierunku Żelechowa, prawdopodobnie znajduje się zbiorowy grób kilkuset Żydów. Miejsce to powinno zostać odnalezione a ofiary uhonorowane.

Obozowe realia z innych przekazów
Badawcza podróż dziennikarzy skłoniła nas do poszukiwania żyjących świadków historii. Z jedną z takich osób udało się nam porozmawiać na miejscu, żyjącą zaledwie kilkaset metrów od nasypu autostradowego i obozu Lagower See. Pani Martha była najmłodszą córką tutejszego małżeństwa Polki i Niemca. Ojciec, Hermann Kube, był rzeźnikiem zatrudnianym dorywczo przez miejscowych gospodarzy. Był wszystkim znany, nic więc dziwnego, że zaglądał też do obozu. Udawał przy tym mocno podchmielonego, czym zwykle potrafił zmylić służby wartownicze, i przemycał trochę jedzenia dla więźniów, którzy w obozie mieli warunki surowe i ciężkie, byli głodzeni, bici i mordowani. Ta postawa rzeźnika została dobrze zapamiętana przez ocalałych więźniów. - Po wojnie, gdy tutaj też było biednie, przyjechała delegacja z Izraela z podziękowaniem i chciała nas zabrać - przypomina sobie pani Marta.

Niemcy nigdy nie dowiedzieli się o dobroczynności Kubego, ale i tak na rodzinę spadły kłopoty. Dzieci z mieszanego małżeństwa wraz z wybuchem wojny zostały zabrane do domu dziecka w Strausbergu pod Berlinem i niemal natychmiast przydzielone do pracy w gospodarstwach. Nie ominęło to także 6-letniej wówczas Marty. Do domu wróciła z siostrami i bratem dopiero w 1947 roku.

Co po zaprzestaniu budowy autostrady?
Oczywiście, obozy nie przestały istnieć, co dobrze pokazuje znany nam przykład Brójec. Pozostałych przy życiu robotników żydowskich zapędzono do rozbudowy kompleksu, który 2 lipca 1942 stał się obozem „wychowawczym” dla robotników przymusowych - Polaków, Rosjan, Ukraińców, Żydów, Francuzów, Czechów, Jugosłowian, Belgów, Serbów, Holendrów, Greków, Włochów i Niemców. Trafił tu nawet jeden Turek.

Aż do chwili likwidacji - 23 stycznia 1945 roku - przez obóz przeszło około 9.880 osób, z czego życie w nim straciło co najmniej 2.646 więźniów. Oto, co na ten temat napisał autor okolicznościowej publikacji o obozie, prokurator Przemysław Mnichowski: - Przyczyny uwięzienia były różne. Najczęściej osadzano w Brójcach za zbiegostwo z robót przymusowych, opuszczanie miejsca pracy, odmowę wykonywania jej w niedzielę oraz sabotowanie produkcji. Często posądzano o niechęć do pracy i wrogie nastawienie robotnika przymusowego do „chlebodawcy” niemieckiego, a także o kradzieże, zwłaszcza podstawowych artykułów żywnościowych. Niezależnie od więźniów, których pobyt w obozie pracy „wychowawczej” miał trwać do 56 dni, do Brójec z reguły w każdą niedzielę przyprowadzano „opornych” robotników z okolicznych wiosek na całodzienne przeszkolenie „wychowawcze”. Niejednokrotnie po bestialskim skatowaniu, niemieccy pracodawcy musieli ich wieczorem półżywych zwozić wozami konnymi do swoich gospodarstw. Jak stwierdzono, więźniowie w Brójcach pracowali przy rozbudowie stacji kolejowej w Zbąszynku, fabryce gumy i w zakładach „Telefunken” w Świebodzinie, w krochmalni w Brójcach oraz przy wykopach ziemnych na rzecz Wehrmachtu. Więźniów zatrudniały też okoliczne majątki rolne, leśnictwo, stacja kolejowa w Szczańcu i Szpital Miejski w Świebodzinie przy wyładunku opału. Pracowali także w prywatnych zakładach rzemieślniczych i w ogrodnictwie w Brójcach. Praca w obozie, która uważana była za środek wychowawczy, w rzeczywistości była środkiem szykan i tortur, metodą utrzymania więźniów w atmosferze ciągłego nękania, przede wszystkim zaś stanowiła podstawowy czynnik przyspieszania „naturalnej śmierci więźnia”. Ku pamięci tych, którzy tu tragicznie zginęli, na symbolicznym głazie położonym przy zjeździe z drogi Nr 92 do siedliska Nowe Karcze, dawniej Myszęcinek (gm. Szczaniec), umieszczono tablicę z napisem „Miejsce kaźni hitlerowskiej - OBÓZ BRAETZ 1941 -1945”. Ukazała się też wspomniana publikacja Przemysława Mnichowskiego o obozie, którą wydało Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Świebodzińskiej. Warto dodać, że jest to jedyna lubuska książeczka, o którą zwróciła się Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych, by umieścić ją w swoich zbiorach.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie