Pożary niszczą wiele lat pracy leśników

Artykuł sponsorowany
Michał Szczepaniak, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Lipinki Łużyckie Fot. Archiwum Michała Szczepaniaka
- Niedawno spłonęło 1,5 ha młodnika sosnowego, lasu wyprowadzonego, który miał już tylko rosnąć. Z dymem poszło kilkanaście lat pracy. Prawdopodobnie stało się to z winy człowieka, przez którego powstaje prawie 100 proc. pożarów w lasach - mówi Michał Szczepaniak, zastępca nadleśniczego w Nadleśnictwie Lipinki Łużyckie.

W zeszłym tygodniu troszkę popadało. Czy las odczuł te zbawienne krople?

Na pewno, ale tam, gdzie jest dorosły las, odczuły to jedynie korony drzew, a do leśnej ściółki dotarła znikoma ilość wody. Tę najpierw wychwytują właśnie korony. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku drzew liściastych. Fantastycznie potrafią zachować się np. buki, które tworzą z liści warstwy na kształt parasoli i każdy taki parasol ma za zadanie wyłapać krople deszczu. Ale to nie koniec, bo liście tak się przechylają, że wodę, która normalnie spadłaby poza koronę, kierują w stronę pnia. Buk dotarł do nas z południa, gdzie deszczu jest mało, więc tak sobie radzi z jego deficytem. By podlać samego siebie, jeden buk wyłapie nawet ponad 1000 litrów wody. Te 1-2 dni deszczu niewiele zmieniły w kondycji runa leśnego, ale na pewno pomogły uprawom leśnym. Sadzonki, które posadziliśmy na wiosnę, już zaczynały cierpieć z powodu suszy i to, co spadło w wyorane bruzdy, było dla nich zbawienne. Chciałoby się, by popadało jeszcze, bo wody w glebie bardzo brakuje.

Czyli ścioła ma dalej mniej niż 10 procent wilgotności?

Troszkę więcej po tym opadzie, na szczęście. Gdyby wilgotność utrzymywała się dalej poniżej 10 procent, być może lokalnie leśnicy musieliby zamknąć lasy, co zawsze traktujemy jako ostateczność. Co ważne, ucichł wiatr, bo to on w połączeniu ze słońcem najsilniej wysusza ściółkę. Jak powieje, to momentalnie zabierana jest wilgoć, która pojawia się na przykład po chłodniejszym poranku.

Pewnie nie zmienia to faktu, że zagrożenie pożarowe jest ogromne. Od stycznia na terenie nadleśnictwa zdarzyło się 8 pożarów. Co spłonęło?

Kwiecień był bardzo suchy, trochę deszczu nie zmieniło stopnia zagrożenia pożarowego i dalej jest trzeci, najwyższy. Ale ruszyła trawa i przerasta to, co suche, pojawiły się liście i to wszystko sprawia, że rozwój pożaru nie następuje tak szybko. Na szczęście większość z tych pożarów jest niewielka, liczona w arach. Ale, niestety, nie ustrzegliśmy się dwóch większych pożarów. W Żarkach spaliła się uprawa 5-letniego dębu. Na tamtejszych pokopalnianych terenach trudno prowadzi się uprawy, więc tym bardziej boli, że gdy drzewka miały już rozpocząć wzrost ku górze, ktoś najprawdopodobniej zaprószył ogień i wszystko zniweczył.

W Grotowie spłonęło 1,5 ha młodnika sosnowego. Ten kilkunastoletni drzewostan, bo taki nazywamy młodnikiem, musiał w pierwszych latach przejść kilka razy zabieg wykaszania chwastów. Później systematyczne zmniejszanie liczby sadzonek, których sadzimy znacznie więcej, niż ma pozostać do „wieku rębności”. Z 10 tys. sadzonek sosny na hektarze w ciągu 100 lat zniknie 95 proc. Większość trzeba usunąć w trakcie kolejnych zabiegów, czyszczeń wczesnych i czyszczeń późnych, czyli na etapie uprawy czy młodnika, a potem w kolejnych trzebieżach. Wycinamy drzewka, które są słabsze lub rosną w przegęszczeniu. Równocześnie dbamy, by nie powstały zbyt duże szkody od zwierzyny, dla której sadzonki wybranych gatunków drzew to smakołyki. Oczywiście ogradzamy te gatunki, by je chronić. Pracy jest więc bardzo dużo. Aż tu, gdy już mamy wyprowadzony taki młodnik, drzewa stały się odporniejsze na warunki pogodowe, uciekły spod pyska zwierzyny płowej, ktoś przychodzi, rzuca być może niedopałek i kilkanaście lat pracy trawi ogień. Cały proces hodowli lasu trzeba zaczynać od nowa.

Prawie w 100 proc. pożary powstają z winy człowieka. Nas, leśników najbardziej boli, gdy pali się młody las, gdy płonie bezpośrednio nasza praca. Nic tylko usiąść i płakać, bo ginie coś, o co przez lata dbaliśmy i o co się martwiliśmy. Nie zostaje nic, tylko połać czarna po niedawnym jeszcze drzewostanie.

Zatem w Grotowie spłonęło kilkanaście lat pracy…

I to nie jednej osoby, ale wielu. Ten młodnik miał już rosnąć, bez konieczności corocznych w nim prac. Tu pierwsze skrzypce zaczynała grać przyroda, my tylko robilibyśmy co jakiś czas przycinki, by rozluźniać drzewostan. Na szczęście większe pożary należą do rzadkości. W dyrekcji zielonogórskiej Lasów Państwowych mamy uszczelniony system ochrony przeciwpożarowej. Są dostrzegalnie, po kilka w nadleśnictwie. To jest patrolowanie lotnicze oraz nasze samochody patrolowo-gaśnicze. Mamy wreszcie jednostki ochotniczej i Państwowej Straży Pożarnej, które fantastycznie reagują na każdy sygnał alarmowy. Czasem jest tak, że my nie zdążymy dojechać na miejsce osobowymi samochodami, a oni już tam są i walczą z żywiołem. Strażacy wykonują ogromną robotę, nie do przecenienia.

Rzucając niedopałek, nieodpowiedzialny człowiek niszczy to, co udało się zrobić leśnikowi. Widać efekty waszej pracy, bo od 1945 r. powierzchnia lasów wzrosła z 21 do 30 procent, a na każdego Polaka przypada o ponad 60 drzew więcej niż w 1989 roku. Obecnie to już 161, o czym piszecie na stronie waszego nadleśnictwa.

Program zwiększania lesistości kraju trwa. Lesistość najszybciej zwiększała się po wojnie, bo przejęliśmy sporo terenów wylesionych czy zniszczonych, które nie trafiły już do gospodarki rolnej. Teraz proces ten wyraźnie spowolnił. Grunty przekazywane są głównie pod zabudowę mieszkaniową, a tylko nieliczne są przeznaczane do kontynuacji Programu zalesień.

Lasy się zmieniają?

Tak, wprowadzamy inny rodzaj drzewostanów. Staramy się, by nie były to już monokultury sosnowe i świerkowe. Sadzimy wiele gatunków drzew liściastych, w tym m.in. dęby, buki czy lipy, a z iglastych często jodły, które czują się tu coraz lepiej. Odstąpiliśmy od zrębów wielkopowierzchniowych (5-6 ha) na rzecz np. rębni gniazdowych, gdzie sadzimy na wielu, niewielkich powierzchniach. Powstają drzewostany wielopiętrowe, a przy okazji wielogatunkowe. Bo każdy gatunek wymaga innych warunków – jeden lubi światło, drugi cień. Istotna jest gleba, to, jakie mamy temperatury i wilgotność. To pod te warunki ustalamy skład gatunkowy. Posiłkujemy się przy tym nie tylko wytycznymi, ale i naszą leśną wiedzą, bo jeśli ktoś pracuje w lesie 30 lat, doskonale wie, co powinno rosnąć w danym miejscu. Wiedza miejscowych leśniczych jest bezcenna.

Jak Lasy Państwowe chronią lasy?

Podejście do lasów się zmienia, co widać w zapisach Ustawy o lasach z 1991 r. W I połowie XX wieku panowało surowcowe podejście do lasu. Ówczesne Lasy Państwowe miały swoje tartaki, transport, rynki obróbki i sprzedaży drewna. Choć i obecnie drzewa hodujemy również po to, by czerpać z nich zysk, jednak teraz najważniejsza jest trwałość i ochrona lasów oraz dbanie o przyrodę i środowisko. Wzrasta ilość obszarów ochronnych. W Nadleśnictwie Lipinki to już około 8 procent lasów, które pozostawiliśmy tylko i wyłącznie przyrodzie, a planujemy wyznaczenie kolejnych takich terenów. Te obszary, nazwane u nas ekosystemami referencyjnymi, funkcjonują jako naturalny rezerwuar leśny dla roślin i zwierząt. Niejednokrotnie fragmenty te sprawiają wrażenie zaniedbanych, ale taka ich właśnie rola, aby to przyroda wiodła tam prym.
Zauważamy także ogromny brak wody w lasach w ostatnich latach. Podejmujemy szereg działań, by ją skutecznie zatrzymać i retencjonować. Prowadzimy szeroko zakrojony Program Małej Retencji. Budujemy zbiorniki i zastawki, odtwarzamy oczka wodne i miejsca zabagnione. Często przestajemy walczyć z bobrami, bo choć kosztem nieraz zalania drzewostanów, to jednak swymi działaniami skutecznie gromadzą w lesie wodę, która tak bardzo jest potrzebna leśnym roślinom i zwierzętom.

Przez większą część kwietnia z powodu epidemii obowiązywał zakaz wchodzenia do lasu. Czy zwierzyna ucieszyła się, że nie było nas tam?

Myślę, że zwierzyna nie zauważyła tego. Wiosną chodzimy do lasu głównie po to, by wypocząć, poruszamy się przetartymi ścieżkami i leśnymi duktami. Rzadko zapuszczamy się w ostępy, gdzie zwierzyna odpoczywa po nocnym żerowaniu. Inaczej sprawy mają się latem i jesienią, kiedy ruszamy na jagody lub grzyby, wchodząc w bardziej niedostępne fragmenty lasu. Wtedy bywa, że przepłaszamy zwierzynę, która nie może przez to spokojnie wypocząć. Ale powiedzmy szczerze - zwierzęta trochę już przyzwyczaiły się do obecności ludzi. Sarny i dziki podchodzą coraz bliżej naszych posesji, trochę z powodu łatwiejszego dostępu do pożywienia, a trochę pewnie także z powodu wilków. Być może z naszej strony czują mniejsze zagrożenie niż ze strony tych dużych drapieżników.

A propos wilków… W waszym nadleśnictwie ostatnio pojawiła się wataha.

Tak, w okolicach Miłowic widziano 7-8 osobników, rodzinną grupę, dla której najprawdopodobniej ten obszar to lokalny rewir. Szacuje się, że w lubuskich lasach jest około 33 wilczych watah, z czego 7-8 bytuje przechodnio w Niemczech. Wataha to od czterech do ośmiu osobników, więc łącznie to około 150 naszych „lubuskich” wilków, zatem spotkania z nimi mogą być coraz częstsze. Oby zawsze były to spotkania, po których i my, i wilki rozejdziemy się spokojnie w swoją stronę. Myślę, że bać powinniśmy się przede wszystkim zdziczałych psów, które nie czując strachu przed ludźmi, mogą być groźniejsze niż wilki.

A jak zachować się, gdy spotkamy wilka?

Na pewno paniczna ucieczka nie jest dobrym wyjściem, bo każdy gwałtowny ruch może wyzwolić w drapieżniku instynkt ataku. Lepiej oddalić się wolno lub pozostać na miejscu i na przykład zacząć głośno mówić, co dla wilka będzie nienaturalnym dźwiękiem i być może go przepłoszy. Nie skradajmy się w lesie i nie bądźmy nad wyraz cisi. Nie zapuszczajmy się w gęstwiny leśnych drzew i krzewów. Na leśnych wycieczkach miejmy przy sobie gadżety dźwiękowe, np. gwizdek, którymi najczęściej udaje się przepłoszyć dziką zwierzynę. Ona wcale nie szuka kontaktu z człowiekiem, a wręcz woli omijać nas z daleka. Lasem na pewno możemy dzielić się ze zwierzyną bez ryzyka konfliktów i prokurowania niebezpiecznych sytuacji. Pamiętajmy, że „po drugiej stronie drzew” wkraczamy do ich domu, więc zachowajmy się jak na dobrze wychowanych gości przystało.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3