Pożegnaliśmy Janinę Maciecką

Wiesław Zdanowicz
Archiwum prywatne
Janina Maciecka przez 50 lat należała do nauczycielskiego Związku (ZNP), w którym pracowała jako skarbnik sekcji emerytów i rencistów

Ktoś tutaj był i był, a potem zniknął i uporczywie go nie ma. Tymi słowami Wisławy Szymborskiej środowisko świebodzińskich emerytowanych pedagogów próbuje jakoś nazwać ogromną pustkę, jaka mu nagle została po odejściu Janiny Macieckiej.

Janina Maciecka cieszyła się wyjątkowym autorytetem wśród uczniów, nauczycieli i rodziców. Pracowała z niespotykanym zaangażowaniem przekazując wiedzę i doświadczenie najpierw w latach 1965 - 1987 w PSP nr 2 a potem od 1987 do 1993 roku w PSP nr 6. W obu szkołach pełniła funkcję zastępcy dyrektora. Za swoją pracę pedagogiczną została odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

Mimo natłoku pracy zawodowej nigdy nie zapominała o rodzinie i z dumą się o niej wyrażała.

Po przejściu na emeryturę czynnie brała udział w pracach sekcji emerytów i rencistów ZNP, w której pełniła funkcję skarbnika. - Jej skrupulatność, pracowitość, dokładność zasługiwały na najwyższe uznanie - przypomina Barbara Piwońska, przewodnicząca sekcji. Doceniając zasługi w pracy związkowej Zarząd Główny ZNP uhonorował Ją Złotą Odznaką ZNP. Na początku września upłynęło 50 lat Jej przynależności do Związku.

- Pracę nauczycielską rozpoczęła w latach sześćdziesiątych - przypomina jej pierwszy pracodawca, emertytowany dyrektor PSP nr 2, Edmund Jujeczko. - Jako nauczycielka chemii zawsze zdyscyplinowana i odpowiedzialna, starannie przygotowywała się do lekcji; prowadziła je w sposób innowacyjny i atrakcyjny, z dużą ilością ćwiczeń i środków dydaktycznych, co miało wpływ na duże zainteresowanie i aktywność wśród uczniów. Jej wychowankowie każdego roku uczestniczyli w olimpiadach chemicznych na szczeblu wojewódzkim i zawsze przyjeżdżali z tarczą zajmując pierwsze lokaty. Prowadziła także lekcje pokazowe dla nauczycieli z powiatu i gminy, pisała artykuły do czasopism metodycznych dzieląc się swoim doświadczeniem. Była pod każdym względem wzorem do naśladowania. Dla niej najważniejszy był człowiek. Nic coludzkie nie było jej obece i nic co szlachetne nie było jej obojętne - podkreśla dyrektor Jujeczko. - Była super koleżanką - dodaje Henryk Rzechówka - w takim sensie, że była zawsze pomocna w różnych sytuacjach. Była uśmiechnięta, radosna; nigdy nie była na „nie”. Ta serdeczność, miłość do każdego przejawiała się w jej postawie. Nie było u niej widać złości, nienawiści. Była kobietą, że „do rany przyłóż, a choroba odchodzi”. Wiem o tym dobrze, bo Janeczkę znałem od dziecka. Mieszkaliśmy po sąsiedzku i chodziliśmy do tej samej szkoły, do „Jedynki”. Z jej mężem byliśmy przyjaciółmi.

- Była jedną z pierwszych osób, które poznałem przychodząc w 1984 roku do „Dwójki” - przypomina obecny dyrektor szkoły Marian Wieczorek. - Była osobą bardzo ciepłą, niezwykle pomocną; tłumaczyła, podpowiadała mi jak pisać konspekty, wprowadziła mnie do zawodu. Była naszym dobrym duchem. W gronie bardzo lubiana, otwarta, szczera, była wspaniałą kobietą. Przechodząc do „Szóstki” wywołała w naszym gronie ogromny smutek, bo traciliśmy dobrego człowieka i, jednocześnie, wspaniałego przyjaciela i koleżankę - dodaje M. Wieczorek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie