Pralka z kosmosu

Dariusz Chajewski 0 68 324 88 36 dchajewski@gazetalubuska.pl
Wyschły rowy i okoliczne źródełka. Większość dnia Eugenii Małeckiej upływa na zdobywaniu wody dla swoich 26 krów.
Wyschły rowy i okoliczne źródełka. Większość dnia Eugenii Małeckiej upływa na zdobywaniu wody dla swoich 26 krów. Bartłomiej Kudowicz
Dla mieszkanek Brzozowa w gminie Gubin pralka jest jak statek kosmiczny. Szczyt techniki, który nigdy nie wyląduje na ich podwórku. Ich marzenia sięgają tylko do... studni.

Brzozów położony jest na piaszczystej górce. Za sprawą 34 stopni Celsjusza i lejącego się z nieba żaru przypomina nieco pustynię. W ten obrazek doskonale wpisuje się Lilianna Pirka, która właśnie wychodzi z domu z dwoma wielkimi, białymi wiadrami po farbie. Zakłada je na kierownicę roweru.
- Że tylko wielbłądów tutaj brak? - gorzko śmieje się kobieta. - A ja to co? Jak wielbłąd codziennie jeżdżę po tę wodę.

Pralka z kosmosu

Pirkowa wchodzi na podwórze Homanów. Już nawet się nie wstydzi, tak w końcu robi już od lat. Homanowie mają jedną z trzech działających jeszcze we wsi studni.
- Cóż, czasem to trochę serce boli, gdy widzę tę wodę, gdyż później brakuje nam jej dla zwierząt - tłumaczy Kazimierz Homan. - Jednak co zrobię? Mam ludziom wody nie dać? To już szybciej pożałuję wnukom i im do dmuchanego baseniku nie naleję.
Dmuchany basenik... Zofia mówi, że wścieka się, gdy widzi reklamy z osadzającym się na pralkach kamieniem. Ona chciałaby żeby jej się taki kamień osadzał. Tymczasem w Brzozowcu pralka jest taką samą techniczną nowinką jak... prom kosmiczny.
Eugenia Małecka jest kobietą zdecydowaną. Toteż o braku wody mówi mocnym językiem. Ma 26 krów. I mimo że jest posiadaczką jednej z owych trzech działających studni, wody starcza na jedno, dwa wiadra. Później trzeba czekać aż "najdzie". Dla zwierząt zazwyczaj nosi wodę z rowu, który też wysycha. Krowa przeciętnie pije jakieś 60 litrów dziennie...
- O kolejny sąsiad idzie w wiadrami - przerywa Małecka.
- Ja nawet nie wierzę już, że można inaczej żyć - dodaje Krzysztof Jasiniak, spieszył się, aby zdążyć zanim Małecka dla krów wodę zacznie brać. - Dziesięć, dwadzieścia lat temu wody było tutaj w bród. Teraz żyjemy jak na pustyni. Gdzieś tam na górze władza się żre, mówi o tym, że wie jak żyją ludzie...? Czy też w Brzozowcu?

Do studni ostatniej

W okolicy wyschły wszystkie źródełka, nie ma wody w rowach. Joanna Syroka z Koperna ma szczęście. Wprawdzie w studni nie ma wody, jak zawsze od lipca do kwietnia, ale kilkaset metrów od domu, w polu jest stare poniemieckie ujęcie, w którym jest najlepsza woda we wsi. Trzeba tylko zebrać robaki, które pływają na powierzchni.
- Niedawno byłam w gminie, prosiłam kolejny raz, aby nam ktoś pomógł, jakiś beczkowóz przysłał - opowiada. - Powiedziano, że pomogą, gdy w całej wsi nie będzie wody, a przecież kilka studni jest u nas jeszcze czynnych...
Jakub Piekarczyk z gubińskiej gminy może tylko wzruszyć ramionami. Nie, nie z powodu lekceważenia problemu. Oczywiście, że wie o problemach Brzozowa. Podobnie jak kilku, kilkunastu innych miejscowości. Od czterech lat trwa wielka wodociągowa rewolucja. Chlebowo, Jazów, Późna, Strzegów, Gembice, Dobrzyń... Doprowadzenie wody kosztowało już pięć milionów złotych co w zasadzie zdominowało gminne inwestycje. Nie było jednak wyjścia.
- Gdyby nie te wysychające studnie zapewne spokojniej przeprowadzalibyśmy te inwestycję - dodaje Piekarczyk. - Jednak z roku na rok jest coraz gorzej.
Czy winny jest Pan Bóg? Dla Krzysztofa Jasiniaka winne są władze, które nie pamiętają o swoich obywatelach. Michał Sadowski z Koperna obarczałby odpowiedzialnością naszych sąsiadów i ich kopalnie węgla brunatnego. Krystyna Homan patrzy tylko na niebo. Wszystko przez te upały.

Mokre marki

Gmina próbowała szukać winnych. Na tyle skutecznie, że w połowie lat 90. niemieckie kopalnie próbowały z gubińską gminą się rozliczać. Do gminnej kasy wpłynęło 30 tys. marek. Wprawdzie suma była raczej symboliczna, ale Niemcy poinformowali, że jeśli nie zostanie podjęta, temat zostanie uznany za rozwiązany. W latach 80. i 90. gmina starała się załatać wodną dziurę pogłębiając studnie, w tym także za niemieckie pieniądze.
Minister środowiska przyznaje, że kopalnie mają wpływ na poziom wód gruntowych. Stąd już od lat 80. prowadzone są odpowiednie badania. Zgodnie z ich wynikami największe oddziaływanie kopalń występuje w rejonie podgubińskich Strzegowa i Sadzarzewic. W ciągu kilkunastu lat badań poziom wód gruntowych obniżył się średnio o 1,4 m.
Na zachodnim brzegu Nysy podobne problemy zostały rozwiązane. Z jednej strony z większości kopalnianych terenów ludność została wysiedlona, po drugie w 90 proc. obszary te są w pełni zwodociągowane. W dużej mierze pieniądze na ten cel pochodziły z unijnych funduszy pomocowych.
Z 398 studni w dolinie Nysy wody próżno szukać w 119. W 76 studniach, nawet przy korzystnych warunkach atmosferycznych, poziom wody waha się między 0 a 0,5 m, czyli należy uznać je za wysychające. Strefa katastrofy ciągnie się wzdłuż Nysy od dolnośląskiej gminy Pieńsk m.in. przez lubuskie gminy Przewóz, Brody, Gubin. Mieszkańcy Janiszowic w gminie Brody pokazują wysychające koryto Nysy i piasek na dnie studni. A kiedyś uprawiali tutaj warzywa.

Stepy po lubusku

Wszystkiemu winni Niemcy? Co najmniej nie tylko. Problem ze studniami - może nie tak drastyczny jak nad Nysą - występuje w całym regionie, Polsce. Już od lat mówi się o pustynnieniu Wielkopolski i jak chcą naukowcy Ziemia Lubuska znajduje się na peryferiach tego zjawiska. Jednym z objawów jest właśnie spadek poziomu wód gruntowych.
- Od pewnego czasu nie prowadzimy badań ich poziomu, oczywiście za sprawą pieniędzy - mówi prof. Piotr Kowalczak, dyrektor poznańskiego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Co zdaniem naukowców dzieje się w naszych studniach? Po pierwsze mamy do czynienia z suszą. Podstawą hydrologicznego powodzenia są śnieżne zimy i o ile ostatnia była przyzwoita, o tyle przez lata doszło do powstania wielkiego manka wodnego, które trudne jest do nadrobienia. Dla przykładu w upalne dni dziennie współczynnik parowania wynosi 15 mm. Tymczasem średnia opadów dla lipca to 60 mm. Jeśli nie ma w glebie zapasu... Nawet rzęsisty deszcz nawadnia tylko cieniutką warstwę gleby. Pod nią jest pustynia, a do wód gruntowych coraz dalej.
- Gdybym miał się zastanawiać, co jest tego przyczyną, oprócz aury, wskazałbym... człowieka - dodaje Kowalczak. - Albo źle usytuował swoje domy, zakłady, albo nadmiernie eksploatuje zasoby wodne. I za to płacimy. W ciągu najbliższych kilku lat w Jemenie trzeba będzie przenieść dwumilionową stolicę. Na Węgrzech i w Pakistanie w wysychających studniach pojawia się arszenik.

Do trzech razy sztuka

Paweł Gabin, sołtys Koperna ma trzy studnie. Zawsze w którejś, z dna, coś wyskrobie.
- Pamiętam kilkanaście lat temu wodę czerpało się normalnie wiadrem, była na jakichś dwóch metrach. Teraz jest na sześciu. Woda gdzieś uciekła.
Pirka jeszcze dziś się boi, gdy sobie przypomina jak mąż próbuje studnie czyścić, pogłębiać. Przecież w każdej chwili może to wszystko go pogrzebać. A mało to takich wypadków było w okolicy...
- Ciągle wszędzie słyszymy o suszy, narzekają rolnicy, leśnicy, ludzie w miastach, że nie pada deszcz i nie wszędzie jest klimatyzacja - dodaje pani Zofia. - A niechby sobie wszyscy do nas przyjechali. Tutaj dopiero dowiedzą się co oznacza słowo susza...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.