Prezes nie żałuje

JANUSZ DOBRZYŃSKI 722 69 37 [email protected]
Udostępnij:
Sensacją ostatnich dni w piłkarskim środowisku było wycofanie się z rozgrywek gorzowskiej klasy okręgowej stabilnego, wydawało się, Tor-Budu Baczyna. Natychmiast odżyło więc pytanie: czy warto inwestować w sztucznie stworzone zespoły?

Tylko w kilku ostatnich latach w gorzowskim okręgu było wystarczająco przykładów, iż taka filozofia jest krótkowzroczna. Przypomnijmy choćby casus Polonii Lipki Wielkie, Meprozetu Stare Kurowo, Urana Trzebicz, Kasztelanii Santok, Toromy Torzym, czy najświeższy, właśnie Tor-Budu.
Zespół z Lipek Wielkich, gdy w jego działalność zaangażował się Krzysztof Borkowski, w ciągu trzech sezonów w połowie lat 90. przeskoczył o trzy klasy rozgrywkowe! Był nawet o krok od awansu do trzeciej ligi, ale problemy głównego sponsora przerwały ten triumfalny marsz. Gdy odcięty został dopływ pieniędzy, większość zawodników poszukała sobie nowej przystani, a w Lipkach trzeba było rozpocząć pracę od podstaw. Dziś klub gra znów w klasie A i nie ma raczej widoków na szybką zmianę tego stanu.

Prezes nie żałuje

Na początku obecnej dekady swoje dni chwały przeżywał też Meprozet Stare Kurowo. Przez trzy lata występował w czwartej lidze, a w sezonie 2001/02 był nawet przez kilka kolejek jej liderem! Swoją siłę opierał na byłych piłkarzach gorzowskiego Stilonu i późniejszego GKP. Grającym trenerem był Zdzisław Dudziec, a obok niego występowali: bramkarze Dawid Dłoniak i Robert Piaseczny oraz Tomasz Dolaciński, Mariusz Kowalczyk, Robert Kowalewski (później także trener), Mariusz Osiecki, Paweł Szelkowski, Paweł Antończyk i Edmund Małecki. Gdy budżet klubu stopniał o połowę, nie było już kim grać. Rok później Meprozet spadł do okręgówki.
- Mimo wszystko nie żałuję niczego z tamtych lat - przyznaje dziś ówczesny prezes klubu Piotr Gniot. - Pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony, a choć większość zawodników była z zewnątrz, reprezentowali w rozgrywkach naszą miejscowość. Oczywiście, wymagało to sporych pieniędzy, ale zarówno gmina, jak i główny sponsor, zakład Meprozet, dawali ich dwa razy więcej niż dziś. A byli też prywatni sponsorzy. Nieprawdą jest jednak, że zawodnicy grali za ciężkie pieniądze. Owszem, były nagrody, ale niewielkie. Jeśli nadal będę w klubie, to kto wie, czy nie pokusimy się jeszcze o awans do czwartej ligi. Nie zapominany bowiem o pracy z młodzieżą i są tego efekty, bo dwie trzecie drużyny możemy już zestawić z wychowanków!

Armia zaciężna

Bardziej bolesny był upadek Urana Trzebicz, który w sezonie 2003/04 do ostatniej kolejki walczył z Arką Nowa Sól o awans do III ligi. Pod wodzą gorzowskiego trenera Leszka Janowiaka grali tu wychowankowie Stilonu, GKP oraz Warty Gorzów, w tym znani już z Kurowa Dolaciński i Kowalczyk. A ponadto: Krzysztof Fidrych, Paweł Cierach, Krzysztof Pszczółkowski, Piotr Kruszelnicki, Krystian Śluborski i Łukasz Koczot, a ostatnio jeszcze Piotr Kurdykowski. Wspierało ich kilku wychowanków Lubuszanina Drezdenko i Orła Wałcz oraz... jeden chłopak z Trzebicza. - Nowi gracze dźwignęli zespół z dna tabeli, a w następnym roku wprowadzili go na jej szczyt - tłumaczy były prezes Urana Tadeusz Mąka.
Piłka w Trzebiczu skończyła się jednak, gdy ze sponsoringu klubu zrezygnowała firma Sobex braci Wiesława i Władysława Sobotów. W ślad za nimi z klubu odeszli prawie wszyscy piłkarze, bo nic ich już z tą niewielką miejscowością nie wiązało...

Toroma bez zawodników

Podobnie było ze skromnym klubem z Torzymia, gdy spore pieniądze wniósł do niego prezes i sponsor w jednej osobie, Marek Rutynowski. Kiedy jednak dopadły go problemy, a kranik z pieniędzmi się zatkał, latem Toroma została... bez piłkarzy! A jeszcze nie tak dawno jej barwy reprezentowali gorzowianie Jacek Gireń, Krzysztof i Marek Kuźmińczukowie, Jakub Nowaczyk, Artur Józwa, Leszek Świerniak, Sławomir Bednarczyk, wspominany już Małecki, były gracz GKP Paweł Mierzwiak i kilku zawodników ze Świebodzina. Przed obecnym sezonem trzeba było stworzyć zespół praktycznie od zera...
Takiej operacji nie podjął się już Stanisław Owsianik, prezes i sponsor Tor-Budu Baczyna, który przed obecnym sezonem zgłosił do rozgrywek tylko drużyny juniorów i juniorów młodszych. - Z tym klubem jestem związany już od dziewiętnastu lat - mówi Owsianik. - W sezonie 2001/02 wywalczyliśmy nawet awans do czwartej ligi, ale powołano piątą ligę i tam ostatecznie trafiliśmy.

Transfery koniecznością?

Zapytany, jaką drogę obrałby, gdyby raz jeszcze przyszło mu zbudować w klubie zespół seniorów, odpowiada: - Nie jestem do końca przekonany, chyba jednak poszedłbym tym samym tropem. Była to bowiem dobra reklama dla mojej firmy, a także dla miejscowości. W większym stopniu postawiłbym tylko na własnych wychowanków, bo byłoby to tańsze. Ten wózek ciągnę praktycznie sam, bo jestem na to ,,skazany''. Pozostałe 40 procent budżetu klubu zabezpiecza gmina Lubiszyn. Mimo wszystko niczego nie żałuję. Ściągnięcie zawodników z Gorzowa i okolic było koniecznością, to gwarantowało moją pozycję. Jestem im wdzięczny, bo dobrze reprezentowali drużynę i moją firmę.

Znów ten szmal...

Swoje zdanie ma były trener Tor-Budu Artur Byczkowski. - Z tym klubem byłem związany w latach 1992-96, osiągając z zespołem dwa awanse: do klasy A i okręgówki - wylicza. - W drużynie seniorów korzystaliśmy z nieznacznych posiłków ze Stilonu, za to mieliśmy bardzo silny zespół juniorów, który wygrywał nawet z Dębem Dębno. Tworzyli go chłopcy z Baczyny, Marwic i jeden z Racławia, a więc praktycznie sami swoi! Dziś mogli już walczyć o wyższe cele, ale polityka klubu była inna i wszystko się rozpadło.
Na przykładzie kilku znanych mu klubów, stwierdza: - Coraz częściej prezesi z niższych klas rozgrywkowych przyzwyczajają swoich zawodników do gry za pieniądze. To jest źródło zła, bo gdy się one skończą, drużyna się zwykle rozpada...
Prezes Kasztelanii Santok Franciszek Ludniewski, po odejściu wielu ,,najemników’’, też zmienił filozofię prowadzenia klubu. Dziś deklaruje, że już nie dopuści do sytuacji, która doprowadziła zespół do takich problemów, jak w minionym sezonie. Innych działaczy ostrzega: - Nie zaniedbujcie w swoich klubach drużyn juniorów i trampkarzy. Stawiając na wychowanków, przyciągacie także nowych kibiców, bo na mecze przyjdą znajomi tych chłopców i ich rodziny. Zawodnicy będą walczyć z większym zaangażowaniem dla zespołu ze swojej wsi lub miasta. Poprawi to też atmosferę w drużynie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie