Proces ws. Dozametu: Kary więzienia i 1,2 mln grzywny w sprawie

Michał Iwanowski, 0 68 324 88 12, [email protected]
- Wyroki są skrajnie niesłuszne - uważa obrońca oskarżonego Piotra G. Włodzimierz Sawicki.  (fot. Marek Marcinkowski)
- Wyroki są skrajnie niesłuszne - uważa obrońca oskarżonego Piotra G. Włodzimierz Sawicki. (fot. Marek Marcinkowski)
Wyroki zapadły dziś w nowosolskim sądzie rejonowym, po czteroletnim procesie. To ostatni dzwonek, bo w tym roku minie termin przedawnienia przestępstw zarzucanych oskarżonym.

By do tego nie doszło, wyroki muszą się jeszcze uprawomocnić. Oskarżeni zapowiadają apelację, ale prokurator Piotr Baczyński jest przekonany, że sąd apelacyjny zdąży rozpatrzyć odwołanie.

Wierzyciel spośród wielu

Wszystko działo się równo 10 lat temu, w pierwszej połowie 1999 r. Prokuratura ustaliła, że byli szefowie Dozametu z Robertem S. na czele, przenieśli wówczas na rzecz Interinwestu (firmy Piotra G.) majątek zakładu warty prawie 7 mln zł. Pozornie wszystko grało, bo Interinwest wykupił długi Dozametu wobec Wielkopolskiego Banku Kredytowego, stając się istotnym wierzycielem upadającej firmy.

Szkopuł w tym, że Dozamet miał ponad trzystu wierzycieli, a zaspokojony został tylko jeden - Interinwest. Zaraz potem Robert S. złożył wniosek o ogłoszenie upadłości Dozametu. Pozostali wierzyciele, którzy obudzili się z ręką w nocniku, czym prędzej donieśli o tym do prokuratury.

W toku śledztwa zaczęły wypływać kolejne wątki: podrobione dokumenty przeniesienia majątku firmy, czy fikcyjna - zdaniem prokuratury - transakcja zakupu maszyn Dozametu przez Interinwest. Ostatecznie zarzuty postawiono Robertowi S. i jego zastępcy Marianowi M. Piotrowi G. prokuratura zarzuciła, że zakup maszyn został dokonany po to, by wyłudzić zwrot podatku VAT na sumę 1,2 mln zł.

Chcieli uniewinnienia

Żaden z nich jednak nie przyznawał się do zarzutów, domagali się uniewinnienia. Przesłuchiwany Piotr G. zapewniał, że jako absolwent Akademii Ekonomicznej dobrze zna się na systemie podatkowym i nie ma sobie nic do zarzucenia. Oskarżeni twierdzili, że działali w myśl obowiązującego wówczas prawa, które zostało zinterpretowane przez prokuratora na ich niekorzyść.

Dlatego byli zdziwieni wyrokami. Robert S. i Piotr G. dostali po dwa lata więzienia w zawieszeniu, a Marian M. półtora roku. Co więcej, Piotr G. ma zapłacić 400 tys. zł grzywny, Robert S. 100 tys. zł, a Marian M. 60 tys. zł. Do tego jeszcze cała trójka ma zwrócić w terminie trzech lat od uprawomocnienia się wyroku kwotę 1,2 mln zł VAT-u.

Sędzia Marek Olejnik przyznał wprawdzie, że pieniądze te nie zostały przez oskarżonych zmarnowane, tylko zostały w zakładzie i posłużyły do kontynuowania produkcji. - Ale wszystko odbyło z naruszeniem przepisów i dyscypliny finansowej - dodał.

Gdyby sąd orzekł bezwzględne kary więzienia, nie mógłby nałożyć na oskarżonych grzywny.

Oskarżeni nie chcieli komentować wyroku. Za to ich adwokat Włodzimierz Sawicki stwierdza: - Wyrok jest skrajnie niesłuszny. Mam wrażenie, że cała sprawa zmierzała do tego, żeby państwo, któremu nie udało się wyegzekwować VAT-u na drodze skarbowej, zrobiło to na drodze postępowania karnego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie