MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Program 14.25

SZYMON KOZICA
Czy można wierzyć w czystość sportu, gdy na dopingu przyłapano Linforda Christiego, Carla Lewisa, Merlene Ottey czy Javiera Sotomayora, a naczelny lekarz reprezentacji NRD Hartmut Riedel napisał pracę doktorską pt. "Wpływ sterydów anabolicznych na poprawienie wyników skoków w lekkiej atletyce"? Dziś, kiedy wpadnie następny zawodnik, mówi się tylko: - Jedną rybę złapano, inne nadal śmierdzą.

Saint Louis, rok 1904. Mistrzem olimpijskim w maratonie został Amerykanin Thomas Hicks. Zwyciężył, bo w trakcie biegu parę razy wstrzyknięto mu podskórnie siarczan strychniny, na trasie zjadł pięć surowych jajek i popił je kilkoma szklaneczkami brandy. O tym, że wygrał, dowiedział się w szpitalu, na mecie stracił przytomność.
Londyn, rok 1908. Mistrzem olimpijskim w maratonie został włoski cukiernik Dorando Pietri, ale na ostatnich metrach musieli mu pomóc sędziowie. Podtrzymali go i doprowadzili do linii mety, ponieważ słaniał się na nogach. Arbitrzy myśleli, że to tylko zmęczenie, ale okazało się, że i on wspomagał się strychniną. Skandal! Arthur Conan Doyle miał znakomity temat na książkę.
Dziś powiedzielibyśmy, że i Hicks, i Pietri byli samobójcami, bo kto przy zdrowych zmysłach faszerowałby się strychniną? Ale późniejsze przypadki stosowania dopingu przerażają o wiele bardziej.

Program 14.25

Co zrobić, by kraj z 17 milionami mieszkańców przewyższał w liczbie medali olimpijskich takie potęgi, jak USA czy ZSRR? To proste. Wystarczy mieć odpowiedniego fachowca. A takim był Manfred Ewald, szef sportu NRD w latach 1961-1988, osoba odpowiedzialna za kierowanie dopingiem we wschodnich Niemczech, w lipcu 2000 roku skazana na rok i 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu za spowodowanie rozstroju zdrowia wielu zawodników.
- Kilka placówek naukowych i sportowych, a także setki lekarzy i trenerów systematycznie wykorzystywało mężczyzn, kobiety oraz dzieci jako laboratoryjne myszy w Państwowym Programie Badawczym 14.25 - ujawnili w 1997 roku Brigitte Berendonk i Werner Franke, którzy po upadku muru berlińskiego odkrywali tajemnice sukcesów lekkoatletów NRD.
Program 14.25 obejmował tysiące zawodników. Trenerzy i lekarze już w połowie lat 60. eksperymentowali ze sterydami i środkami pobudzającymi (np. amfetaminą). W roku 1966 sportowcom podawano turinabol produkowany przez państwową firmę Jenapharm. Dwa lata później kobiety zaczęto faszerować męskimi hormonami. Dystrybutorem dopingu była tajna komórka w Sportowej Służbie Medycznej, wszystko kontrolowała tajna policja Stasi. - Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że dla zawodniczek najbardziej korzystna jest kuracja hormonami anabolicznymi - pisał do Stasi w 1977 roku Manfred Hoeppner ze Sportowej Służby Medycznej, w lipcu 2000 roku skazany na rok i 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu.

To witaminy

... mówili trenerzy lekkoatletów NRD. Ale niektórzy przesadzali z dawkami (Hoeppner informował o tym Stasi). Eksperymentów nie przeżył młociarz Detlef Gerstenberg, który zmarł, gdy miał 35 lat (wcześniej przez ponad 8 miesięcy brał turinabol). Siedmioboistka Brigitte Dressel i kulomiot Ralf Reichenbach również stracili życie wskutek zażywania sterydów. Organizm 27-latki nie wytrzymał 400 porcji anabolików, jakie zaaplikował lekarz Armin Kluenber.
Wysoką cenę za nieświadome stosowanie dopingu zapłaciła też Heidi Krieger. Szkoleniowcy kazali jej łykać niebieskie pastylki. To też był turinabol, po którym młoda kulomiotka mogła przerzucić na siłowni ponad sto ton w ciągu dwóch tygodni. Wkrótce dały o sobie znać przeciążone kolana, biodra, kręgosłup... Przyszedł koniec kariery i depresja. Lekkoatletka nie wiedziała, czy jest mężczyzną, czy kobietą. Miała za sobą dwa związki homoseksualne, ale nie uważała się za lesbijkę. W 1997 roku zdecydowała. Usunięto jej piersi, przeprowadzono hysterektomię, parę innych zabiegów i Heidi stała się Andreasem. Dziś żyje z byłą pływaczką NRD Ute Krause. Poznali się w sądzie w Berlinie, na procesie przeciwko... Ewaldowi i Hoeppnerowi.

Nalot na Afrykę

Symbolami upadku wschodnioniemieckiej lekkiej atletyki były przyłapane na stosowaniu clebuterolu na początku lat 90. biegaczki Katrin Krabbe i Grit Breuer (tę faszerowano też preparatem do tuczenia bydła, stąd złośliwy przydomek "Brojler"). Pierwszą nakryła lotna brygada antydopingowa, która w najmniej spodziewanym momencie zjawiła się w Namibii, gdzie urodziwa sprinterka z Neubrandenburgu przygotowywała się do igrzysk w Barcelonie.
Po tej wpadce pod lupę wzięto również szkoleniowca Krabbe Thomasa Springsteina, który załatwiał na czarnym rynku clebuterol i... utrzymywał z zawodniczkami kontakty erotyczne. Stosunki odbywane bezpośrednio po wysiłku, stanowiły element treningu. Podobno zdarzało się, że przed najważniejszą imprezą sportsmenki NRD celowo zachodziły w ciążę, by później dokonać aborcji. Robiły to, bo w czasie ciąży organizm naładowany jest hormonami i może wytrzymać dużo większy wysiłek na treningach.

Doping bogatych

Najbardziej spektakularnym przypadkiem dopingu w ostatnich latach była historia sprintera z Kanady Bena Johnsona. Kibice nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć po ustanowieniu przez "Big Bena" podczas igrzysk w Seulu fenomenalnego rekordu świata na 100 metrów (9,79), kiedy gruchnęła wieść o tym, że w organizmie mistrza wykryto stanozolol.
Trener kanadyjskiego gladiatora przyznał, że osiągnięcia Johnsona i innych olimpijczyków polepszył dzięki zastosowaniu w 1983 roku hormonu wzrostu. Dodał, że doping uzyskiwał z przysadki mózgowej trupów! "Big Ben" płacił 10 tysięcy dolarów za butelkę (zorientowani twierdzili, że miesięczna kuracja kosztuje ponad 20 tysięcy USD; wtedy do Polski hormon ten sprowadzano od Rosjan, którzy uzyskiwali go z padłych zwierząt, więc razem z nim można było wstrzyknąć sobie mnóstwo chorób wirusowych).
Podczas dochodzenia Komitetu Rządu Kanadyjskiego Johnson nie omieszkał nadmienić, że jego lekarz George Astaphan rozpisał też program dla znanego płotkarza Marka McKoy'a i kilku innych lekkoatletów.

Biorą wszyscy

- Żaden medalista olimpijski nie jest czysty. Carl Lewis i pozostali mają tylko więcej szczęścia - przekonywał wtedy "Big Ben". Czy można nie zgodzić się z nim, jeżeli w ostatnich latach Niemca Dietera Baumanna, Brytyjczyka Christiego i Jamajkę Ottey złapano na stosowaniu nandrolonu, a Kubańczyk Sotomayor wpadł na kokainie? Krajowe federacje lekkoatletyczne i komitety olimpijskie przymykają na to oko (tak przez lata było z Lewisem). Całą czwórkę ułaskawiono. Pierwszy przekonał wszystkich, że doping wstrzyknięto mu do... tubki z pastą do zębów; dwoje kolejnych to przecież za duże sławy, by można je zdyskwalifikować, jak innych; za ostatnim wstawił się sam Fidel Castro.
I nikt nie pamiętał, że w przypadku Christiego i jego rodaka Colina Jacksona zastosowano nowy rodzaj terapii, gdy niemiecki lekarz Hans Müller-Wohlfahrt aplikował im mieszankę składającą się z fragmentów komórek płodów cielęcych, zwierzęcej krwi, aminokwasów oraz enzymów...

Zalegalizować i już

Większość lekkoatletów uważa, że z dopingiem trzeba walczyć. I choć przyznają - jak halowy mistrz Europy na 800 metrów Paweł Czapiewski - że tej zarazy nigdy nie uda się wyplenić, nie można doprowadzić do sytuacji, żeby na bieżniach, rzutniach i skoczniach zapanowała samowolka.
Najszybszy biały człowiek na 200 metrów w ostatnich latach Marcin Urbaś zaproponował, by równolegle organizować dwie imprezy mistrzowskie - jedną dla sportowców czystych, a drugą dla naładowanych sterydami. Szybko jednak doszedł do wniosku, że sponsorzy i kibice byliby zainteresowani tylko tą drugą.
Może więc najlepszy okaże się pomysł mistrza Europy na 400 metrów przez płotki Pawła Januszewskiego, który jest za zalegalizowaniem dopingu? Przecież lekkoatleci to ludzie odpowiedzialni. Wiedzą, jakie mogą być tego skutki.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska