Prokurator szuka właścicielki pałacu w Szczepowie

    Prokurator szuka właścicielki pałacu w Szczepowie

    Anna Białęcka

    Gazeta Lubuska

    Gazeta Lubuska

    Niszczejącego placu w Szczepowie pilnują groźne psy. Nie ma szans, by przejść przez budynek bramny i obejrzeć ten zabytek z bliska.

    Niszczejącego placu w Szczepowie pilnują groźne psy. Nie ma szans, by przejść przez budynek bramny i obejrzeć ten zabytek z bliska. ©Anna Białęcka

    Pałac w Szczepowie to jedna wielka ruina. Ale wygląda na to, że nie martwi to jego właścicielki. Na upadek zabytku nie mogą jednak spokojnie patrzeć miejscowi. - A jeszcze kilka lat temu odbywały się tu bale - wspominają z żalem.
    Niszczejącego placu w Szczepowie pilnują groźne psy. Nie ma szans, by przejść przez budynek bramny i obejrzeć ten zabytek z bliska.

    Niszczejącego placu w Szczepowie pilnują groźne psy. Nie ma szans, by przejść przez budynek bramny i obejrzeć ten zabytek z bliska. ©Anna Białęcka

    Szczepów to niewielka wieś w gminie Żukowice. W sobotnie popołudnie wygląda jak wymarła. Brama do pałacu zamknięta. Z budynków przypałacowych, które widać z drogi sypie się tynk, okna sprawiają wrażenie, że w każdej chwili mogą wypaść z futryn. Mur otaczający cały zabytkowy kompleks też jest w fatalnym stanie. Za bramą, obwieszoną łańcuchem duży pies szczerzy na mnie kły. - Czy można obejrzeć pałac? Jak można skontaktować się z właścicielką? - pytam jedynego napotkanego na drodze człowieka. Jak się okazało, pilnuje pałacowego dobytku.
    - Nie można tu wchodzić, właścicielka sobie tego nie życzy - odpowiada. - Nie sądzę, by udało się pani z nią porozmawiać. Ona nie mieszka w Polsce, od dawna nie była w Szczepowie.

    Taki majątek za 700 tys. zł

    Pałac, spuściznę po zlikwidowanych pegeerach, Agencja Nieruchomości Rolnych sprzedała Polce mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Za niewielkie, jak na taki obiekt, pieniądze.
    Za piękny, pochodzący z XVIII wieku obiekt nowa właścicielka miała płacić w rocznych ratach przez 8 lat. Ponieważ to zabytek, uzyskała 50 proc. zniżki. W Żukowicach mówi się nieoficjalnie, że dała za posiadłość około 700 tys. zł. Stała się właścicielką nie tylko pałacu, ale i 50-hektarowego parku z zabytkowymi drzewami. Zgodnie z umową prace restauratorskie miała zakończyć w grudniu 2006 roku. Nie rozpoczęła ich, nawet do dziś. A miało tu być centrum szkoleniowe, pokoje gościnne.
    - Na początku to tu ją nawet widywaliśmy, przyjeżdżali jacyś goście, odbywały się imprezy - wspominają mieszkańcy Szczepowa. - Najgorsze jest to, że państwo oddało w obce ręce zabytek, dobro narodowe, które było w dobrym stanie. Na zmarnowanie, jak się okazało. I teraz nikt nic nie może z tym zrobić?
    Kilka miesięcy po transakcji z ANR, właścicielka posiadłości zniknęła. Został tylko człowiek do pilnowania. I pilnował. Nikt nie mógł wejść na teren pałacu i parku, bo za zamkniętą bramą groźnie szczerzyły zęby wielkie psy. Nie mogli wejść nie tylko nieproszeni goście, ale również ci, którzy chcieli skontrolować stan pałacu, alarmowani głosami mieszkańców wsi.

    Korespondencja wciąż wraca

    - Jak można było dopuścić do tego? - pytają ludzie, mieszkańcy wsi. - Serce się kraje, gdy człowiek patrzy jak wszystko się sypie. Nim ona to kupiła to tu odbywały się bale, przyjeżdżali goście. W tym pałacu było życie. I teraz w obliczu prawa dobro narodowe chyli się ku upadkowi. Wstyd!
    - Na wielu sesjach rozmawialiśmy o pałacu i jego niszczeniu - mówi wójt gminy Żukowice Krzysztof Wołoszyn. - Ludzie są oburzeni tym, że dzieje się coś takiego. Próbowaliśmy porozumieć się z właścicielką, wpłynąć na nią. Ale to nic, żadna korespondencja do niej nie dociera, a w pałacu nie bywa. Próbowałem nawiązać z nią kontakt także przez Agencję Nieruchomości Rolnej. Ale oni zapewnili mnie, że ta pani nie jest już dla nich stroną, ze wszystkich zobowiązań płatniczych za płac się wywiązała, zapłaciła nawet odsetki karne.
    Teraz Gmina poszukuje kobietę od lat, nie tylko z powodu troski o niszczejący pałac. - Ona nie płaci gminie należnych podatków - wyjaśnia wójt Wołoszyn. - Te zaległości w tej chwili wynoszą około 50 tys. zł.
    Jak powiedział nam Wołoszyn, o wsparcie w sprawie rozwiązania pałacowego problemy zwrócił się do władz powiatu. - Wielokrotnie byliśmy na miejscu, także w obecności konserwatora zabytków, czy inspektora nadzoru budowlanego - mówi starosta Rafael Rokaszewicz. - Ale o wejściu nie było mowy. W końcu, na mój wniosek, powiatowy inspektor budowlany złożył doniesienie do prokuratury o budowli, która grozi zawaleniem.

    Tajemniczy telefon do gminy

    Prokuratura zajęła się tą sprawą. Jednak wszystko bez udziału kobiety podejrzewanej o popełnienie przestępstwa we własnym pałacu.
    - Przeprowadziliśmy śledztwo w tej sprawie - poinformował nas zastępca prokuratora rejonowego Łukasz Kudyk. - Przesłuchani zostali świadkowie, sprawdzone dokumenty, przeprowadzono także wizję na miejscu. Zebrany materiał stał się podstawą do postawienia, jeszcze w ubiegłym roku, zarzutów właścicielce pałacu.
    Dotyczą one złamania zapisów ustawy prawa budowlanego. Zdaniem śledczych, od czerwca 1999 roku kobieta nie dopilnowała odpowiedniego zabezpieczenia pałacu a także budynków gospodarczych przed działaniem, między innymi, czynników atmosferycznych. W efekcie budynek niszczeje i stał się zagrożeniem dla zdrowia i życia ludzi. To przestępstwo jest zagrożone do roku pozbawienia wolności.
    Okazuje się jednak, że prokuratorskie zarzuty, jak na razie, są tylko na papierze i nie zostały przedstawione właścicielce pałacu.
    - Można powiedzieć, że my zrobiliśmy swoje - mówi prokurator Kudyk. - Jednak nie mogliśmy przedstawić zarzutów tej kobiecie. Mieszka w Wielkiej Brytanii i nie odpowiada na naszą korespondencję. 26 czerwca ubiegłego roku podjęliśmy decyzję o zawieszeniu dochodzenia.
    Głogowska prokuratura, za pośrednictwem Prokuratury Generalnej, zwróciła się do śledczych na Wyspach o postawienie ich obywatelce zarzutów, które są wynikiem polskiego śledztwa. Na razie nic z tego nie wyszło. - Mamy jedną informację zwrotną o tym, że i im nie udało się ustalić pobytu tej kobiety. Wciąż czekamy.
    A pałac dalej popada w ruinę. Jest jednak nadzieja, że właścicielka zabytku przypomniała sobie o włościach w Polsce. Kilka dni temu jakiś mężczyzna zadzwonił do urzędu gminy, pytając o zaległości w opłatach podatkowych. - Chciałbym wszystko uregulować w imieniu właścicielki - zapewnił tajemniczo i zakończył rozmowę.


    Pałac za murem
    Późnobarokowy pałac w Szczepowie został wzniesiony na przełomie XVIII i XIX wieku dla rodu von Schlabrendorf. W połowie XIX wieku nastąpiła jego modernizacja. W otoczeniu pałacu znajdują się murowane oficyny pochodzące z tego samego okresu. Wejście na przypałacowy dziedziniec prowadzi przez budynek bramny, ozdobiony kartuszem herbowym. Wokół pałacu rozciąga się park krajobrazowy, otoczony ceglanym murem. Ród von Schlabrendorfów mieszkał w majątku do 1945 roku. Zniszczony pod koniec II wojny światowej, został wyremontowany w 1965 z przeznaczeniem na ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (3)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia