MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Przetrącone skrzydła

Specjalnie dla ,,GL JANINA PARADOWSKA analizuje sytuację na scenie politycznej tydzień przed wyborami

Dobiegająca końca kampania wyborcza toczyła się wyraźnie pod złą gwiazdą. Zdecydowane prowadzenie SLD paraliżowało od miesięcy konkurentów, kłopoty finansów publicznych pomieszały szyki wszystkim, a na koniec ostatni etap, na który część ugrupowań bardzo jeszcze liczyła, przykryła amerykańska tragedia. Pod wrażeniem tego, co rozegrało się w Nowym Yorku i Waszyngtonie trudno było prowadzić kampanię, co wielu startujących natychmiast wyczuło, rezygnując nawet z takiej wartości, jaką dla polityków jest czas antenowy, czyli możliwość pokazania się na wizji.

Strefa niepewności

W ostatni przedwyborczy tydzień wchodzimy więc w takiej samej sytuacji, jaka na polskiej scenie politycznej panuje od dawna. Koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Unii Pracy pewnie zmierza do zwycięstwa. Reprezentacje parlamentarną będą miały jeszcze z pewnością Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe, być może próg 5 proc. głosów pokona Prawo i Sprawiedliwości, a dalej już rozciąga się strefa niepewności. Coraz większej niepewności. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że o parlamentarne przeżycie walczy Unia Wolności, ale finisz może przynieść inne niespodzianki. Dotyczy to miejsc, jakie zajmą ugrupowania skrajne w rodzaju Samoobrony czy Ligi Polskich Rodzin, otrzymującej wsparcie od Radia Maryja. Jeden z ostatnich sondaży przygotowanych dla TVN pokazuje, że ten finisz może być skuteczny. Przy radykalizacji nastrojów społecznych, przy wielkiej niechęci do całej klasy politycznej, ci którzy dziś powiadają zaufajcie nam, przecież my dotychczas nie rządziliśmy, a więc mamy czyste ręce mogą uzyskać znaczniejsze niż w poprzednich wyborach poparcie. I to jest jedno z tych pytań, na które nie ma odpowiedzi. Wydaje się jednak, że przyszedł taki czas, który ugrupowaniom przedstawiającym proste recepty na trudne sytuację sprzyja i że właśnie teraz mają one szanse na jakiś sukces, czyli pokonanie 5 proc. progu, który wcześniej był im niedostępny.

Mało pytań

Generalnie rzecz biorąc, pytań dotyczących wyborów jest niedużo. Podstawowe sprowadza się oczywiście do kwestii: czy SLD wygra wybory na tyle wysoko, by rządzić samodzielnie Wydaje się, że jest to możliwe. Gdyby uzyskiwane w sondażach wyniki potwierdziły się 23 września można byłoby uznać, ze SLD dokonał czegoś, o czym sami liderzy tego ugrupowania zapewne nie marzyli. Oto bowiem od 1997 SLD zwiększyłby swój elektorat blisko o połowę. Gdy analizuje się wyniki wyborów od 1991 roku to Sojusz szedł ciągle w górę, ale był to równy marsz, teraz zaś następuje niewiarygodne wprost przyspieszenie. Z kolei na drugim biegunie swego rodzaju rekordy świata bije prawica. AWS zwyciężyła w 1997 roku zdobywają 33 proc. głosów, dziś walczy o pokonanie 8 proc. progu obowiązującego koalicje. Takiego roztrwonienia kapitału społecznego zaufania też nikt się zapewne nie spodziewał. Na dodatek ta utrata zaufania nie nastąpiła skutkiem jakichś przemyślnych zabiegów opozycji. Samobójstwo popełniono na własną prośbę i własnymi rękami. AWS tak bardzo w codziennym działaniu i praktyce rządzenia rozminęła się z głoszonym ideami, że nawet wyrozumiały polski wyborcza poczuł się oszukany.
W dużej mierze to samo dotyczy Unii Wolności, która nie potrafiła trafnie odczytać wyniku jaki w wyborach prezydenckich uzyskał Andrzej Olechowski, uznała to za przelotny sukces, który nie będzie miał żadnego przełożenia na wybory parlamentarne. Okazało się jednak, że te preferencje wyborców, jakie ukształtowały się jesienią ubiegłego roku, są nadzwyczajnie trwałe i jednak wynik Olechowskiego może prawie dokładnie powtórzyć się w wyborach parlamentarnych. Wystarczy zresztą obserwować sondaże, by zobaczyć, że jeżeli Platforma trochę traci zyskuje Unia Wolności, ale wszystkie ruchy odbywają się w obrębie tej samej grupy wyborców, szacowanej na 17 18 proc. elektoratu. To jest ta grupa, która poszukuje liberalno konserwatywnej, centrowej, a więc umiarkowanej reprezentacji. I to reprezentacji, która posiada jednak urok nowości. Nie sprawdzają się też dotychczas rachuby, że Unia mogłaby odebrać głosy SLD. Blisko połowa wyborców daje dziś kredyt zaufania Sojuszowi i mogą go odebrać już tylko lata rządzenia i kolejny zawód społecznych oczekiwań. To jednak sprawdzić będzie można dopiero w następnych wyborach.

Prawa strona

Podobnie dopiero w następnych wyborach będzie można ocenić jakie ugrupowania tak naprawdę zrodziły się i przetrwały po prawej stronie sceny politycznej. Na ile obecne formacje są przedwyborczymi prowizorkami, a na ile zaczynem czegoś rzeczywiście nowego i bardziej niż dotychczas racjonalnego. Dla prawicy obecne wybory to kolejna próba generalna. Znów zaledwie próba generalna, w trakcie której nastąpi wstępne liczenie własnych sił i środków, a także publiczności, na jaką można jeszcze liczyć.
Tak więc przed 23 września karty zostały na tyle rozdane, że z góry wiadomo, kto ma asa. Ten as jednak im bliżej wyborów tym bardziej traci na uroku. Socjaldemokraci obejmą władzę w bardzo trudnej sytuacji finansów państwa, co sprawi, że nie będą mogli prowadzić polityki tradycyjnie kojarzonej z pojęciem lewica. Raczej już zanosi się na jeszcze twardszy liberalizm. Jeżeli jeszcze będą musieli wchodzić w koalicję z PSL i rozmiękczać pod wpływem ludowców politykę gospodarczą, co może w efekcie grozić rzeczywiście kryzysem, rozczarowanie społeczne może być potężne. I nie jest wcale przesądzone, że ich rządy potrwają przynajmniej dwie pełne parlamentarne kadencje, jak to wcześniej przewidywano. Ten wyborczy sukces w ostatecznym rachunku może okazać się więc bardzo kosztowny politycznie w przyszłości.

Lewa strona

Dla SLD o wiele lepiej jest więc brać władzę samemu i samemu ponosić odpowiedzialność. Wówczas rachunek jest dość prosty: mamy stabilne zaplecze polityczne, tworzymy rząd i realizujemy nasz własny program, bez uwikłania się w zawiłe koalicyjne umowy i gry, którymi obywatele po rządach AWS są nadzwyczajnie znużeni. Jeżeli w ciągu 2 lat uda się nam uporać z zapaścią finansów publicznych i poprawić sytuację w niektórych sferach, choćby w tak newralgicznej służbie zdrowia, wówczas mamy z czym wyjść do wyborcy i pokazać, co zrobiliśmy, pokazać, że rzeczywiście potrafimy sprawnie rządzić. To byłoby czytelne przesłanie. Jakie ono ostatecznie będzie, nie wiemy, bowiem z drugiej strony zawsze istnieje pokusa przetrwania, przynajmniej do wyborów samorządowych (a to już za rok), bez podejmowania się zadań trudnych. To będzie zresztą realny wybór drogi, jaka stanie przed koalicją SLD UP, jeżeli zgodnie z obecnymi przewidywaniami wygra ona wybory.
Niestety, kampania wyborcza nie dała odpowiedzi na pytanie, wybór jakiej drogi jest bardziej prawdopodobny. Wydaje się, że SLD, a przynajmniej jego kierownictwo ma wolę by zdecydowanie odróżnić swój sposób rządzenia od poprzedników, ale to co eksponowano w kampanii nie dotyczyło kwestii podstawowych, a więc polityki gospodarczej i programu uzdrowienia finansów publicznych. Eksponowano natomiast sfery niewątpliwie ważne (na przykład program tańszego i oszczędniejszego państwa), ale w obecnej sytuacji jednak nie pierwszoplanowe. Trudno oczywiście wymagać od polityków Sojuszu, by już teraz przed wyborami ujawnili swój plan ratowania finansów publicznych, ale jednak od partii, która tak pewnie zmierza do zwycięstwa należało oczekiwać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań dotyczących niezbędnych oszczędności i cięć. Nie jest bowiem prawdą, że nikt nic nie wie dopóki rząd nie przedstawi projektu budżetu.

Nudna kampania

Oceny dobiegającej końca kampanii wyborczej są nad podziw zgodne. Była nieciekawa, nie przyniosła żadnej poważnej rozmowy o Polsce, nie ścierały się w niej odmienne wizje państwa, nie toczył się żaden istotny spór ideowy. W poprzednich wyborach elementy takich sporów były jednak widoczne. Były to spory o przeszłość, o rolę i miejsce Kościoła, o konstytucję. To one wyznaczały polityczne podziały. Nie należy zapominać, że obóz AWS powstał przecież wokół sporu o konstytucję i swą pierwszą próbę przeszedł w referendum konstytucyjnym. Obecnie programy głównych partii bardzo się upodobniły (oczywiście można brać pod uwagę tylko te ugrupowania, które przedstawiły programy, a nie zespoły luźnych haseł, w czym specjalizują się ugrupowana radykalne). Lewica, prawica, a nawet liberałowie jednakowo chcą na przykład zaostrzenia kodeksów karnych, choć w lewicowej i liberalnej tradycji takie postulaty niezbyt się mieszczą. Wszyscy jednako chcą walki z korupcją i nawet pomysły mają podobne, choć nie wszyscy chcą od razu tworzyć urzędy antykorupcyjne. Wszyscy dość jednakowo chcą uzdrawiać służbę zdrowia od likwidacji kas chorych poczynając. Kasy oczywiście stały się synonimem złego reformowania, ale wątpić należy czy ich likwidacja rozwiąże jakikolwiek istotny problem służby zdrowia. Być może wystarczyłoby zlikwidować w nich nadmiernie rozrośniętą biurokrację i wyprowadzić z nich polityków, którzy tak tłumnie zajmowali posady w radach kas. Wszyscy też chcą by majątki polityków były jawne, by edukacja była priorytetem. I tylko nieliczni, z końca peletonu nie chcą do Unii Europejskiej, ale też nie proponują poważnej rozmowy na ten temat i sięgają wyłącznie po argument strachu (utrata świeżo odzyskanej suwerenności).
Nic więc dziwnego, że w sondażu przeprowadzonym niedawno przez CBOS Polacy mówili, że w 2001 r. czeka ich trudniejszy niż przed laty wybór. Po prostu mało jest tych punktów orientacyjnych pozwalających temu, kto z polityką nie żyje na co dzień, dokonać wyboru. Takim zasadniczym punktem orientacyjnym stało się dla bardzo wielu zawierzenie, że socjaldemokraci potrafią lepiej rządzić. Zapewne po 23 września będą musieli pokazać, czy rzeczywiście potrafią.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska