MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rekordowy rok

PIOTR DROZDOWSKI
Wypalanie trawy, jakiego dopuścił się pewien mieszkaniec Siedlca, zapewne skończy się wizytą u prokuratora i sprawą sądową.

Kilka dni temu właściciel posesji przy ul. Polnej postanowił rozpocząć wiosenne porządki od wypalania trawy na własnym terenie. Niestety, ogień przeniósł się na żywopłot i ozdobne drzewa sąsiada. Żywioł strawił rośliny, poszkodowany wycenił stratę na 20 tys. zł. - Prowadzimy postępowanie w sprawie uszkodzenia mienia, nie jest wykluczone, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie - informuje nadkom. Mirosław Miętus.

Rekordowy rok

Zdarzenie z Siedlca może być przestrogą. Zwłaszcza, że według danych straży pożarnej, od marca do maja notuje się najwięcej przypadków wypalania traw i nieużytków, co jest zabronione.
- Takie postępowanie stwarza zagrożenie rozprzestrzenienia się pożaru na dużą powierzchnię. Tym samym może zagrozić zabudowaniom i obszarom leśnym znajdującym się w sąsiedztwie wypalanych nieużytków - podkreśla kpt. Sławomir Śnita, zastępca komendanta powiatowego straży pożarnej.
Oprócz zwiększonego zagrożenia ogniem wypalanie traw ma dla strażaków ekonomiczny aspekt. Tylko w ub. r. w powiecie zanotowano 145 pożarów, z czego aż 52 razy paliły się trawy na nieużytkach o łącznej powierzchni 11 ha. Do ich gaszenia zaangażowano 322 strażaków. Koszt udziału w akcjach wyniósł więcej niż przez pół roku komenda powiatowa wydała na zakup paliwa. - A można było za to kupić chociażby sprzęt ratowniczy. Niestety, pod względem ilości pożarów traw ubiegły rok był rekordowy - mówi kpt. S. Śnita.

Ugorów coraz mniej

Także pod względem rolniczym wypalanie traw nie przynosi pożytku. - Wypala się, by robić porządek, bo czego kosa nie wzięła, to załatwi ogień. Tymczasem jego temperatura niszczy życie biologiczne. Wartość popiołu, a zwłaszcza zawartego w nim fosforu nijak ma się do zniszczonej mikroflory. Naprawdę lepiej potrudzić się i mechanicznie oczyścić nieużytki - uważa Marian Zembrowski z ośrodka doradztwa rolniczego.
- Ogień zabija zarówno szkodniki, jak i pożyteczne zwierzęta. Giną grzyby i szlachetne gatunki traw, pozostają turzyce i inne prymitywne trawy nieprzydatne nawet dla skarmiania zwierząt
- mówi nadleśniczy Andrzej Popko. Uważa, że w bieżącym roku będzie o wiele mniej przypadków wypalania nieużytków; spowodują to dopłaty do gruntów rolniczych. Tym samym zmniejszy się ilość ugorów, których przybyło w ostatnich latach ze względu na niską opłacalność produkcji. Także ubiegłoroczna susza, a więc brak siana, sprawiły, że wielu kosiło w miejscach, które zazwyczaj były wypalane. - Lesistość w gminie Wolsztyn jest wyższa niż średnia europejska, zatem na ogień narażony jest dość spory obszar. Bardziej jednak obawiamy się pożarów od niedopałków papierosów wyrzucanych z aut niż z powstałych w wyniku wypalaniem nieużytków, bo tych coraz mniej - dodaje A. Popko.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska