Robię to, co lubię, czego zawsze chciałem

TOMASZ RUSEK 0 95 722 57 72 [email protected]
BARTŁOMIEJ KUROSZMa 31 lat. Ukończył Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Lecznicę przy ul. Papuszy prowadzi od sześciu lat i ma grono wielu stałych klientów. Ma psa Yupiego, wolne chwile spędza z rodziną, ale czasem lubi wyrwać się z wędką nad wodę.
BARTŁOMIEJ KUROSZMa 31 lat. Ukończył Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Lecznicę przy ul. Papuszy prowadzi od sześciu lat i ma grono wielu stałych klientów. Ma psa Yupiego, wolne chwile spędza z rodziną, ale czasem lubi wyrwać się z wędką nad wodę. fot. Kazimierz Ligocki
Udostępnij:
Rozmowa z weterynarzem Bartłomiejem Kuroszem, który chciał leczyć ludzi, ale jednak woli leczyć zwierzęta.

Wchodzę do lecznicy; szczekają psy, z jednego pokoju wychodzi olbrzymi berneńczyk, z drugiego mały kudłacz, ujadają, ciągną na smyczach właścicieli. B. Kurosz jest tak zajęty, że początkowo nie pamięta, że umówiliśmy się na rozmowę. Ale wreszcie idziemy na zaplecze. Tam spokojnie wodę pije sobie jego pies, obok stoi kanapa i łóżko polowe.

- Ktoś tu śpi?
- Tak, działamy całą dobę, jakieś łóżko musi być. Ten, kto ma dyżur, może tu odpocząć.

- Dużo pan pracuje?
- Dużo za dużo (śmiech). Ale nie narzekam. Robię to, co lubię, czego zawsze chciałem.

- Ostatnio uratował pan życie młodej kotce, której jakiejś chuligan przestrzelił z wiatrówki płuco i pęcherz moczowy. Potem zajął się pan kundelkiem, którego najpewniej ktoś oblał wrzątkiem i wyrzucił z auta. O takiej pracy pan marzył?
- Takie sytuacje są wpisane w to zajęcie. Ludzie potrafią zrobić zwierzęciu okropne rzeczy.

- Co szczególnie pana zaszokowało?
- Pamiętam psa, którego właściciel próbował zakopać żywcem w ziemi, przy okazji katując go łopatą; pamiętam kota, któremu ktoś w gałkę oczną strzelił z wiatrówki. Miał śrut w oczodole.

- Po tylu latach człowiek umie takie przypadki przyjmować na chłodno?
- Nie, nie da się.

- O.K, to jak to wygląda? Ktoś przybiega z zakrwawionym psem, co jest potem?
- Jak w przypadku leczenia ludzi trzeba postawić diagnozę, zbadać, pomóc. Najważniejsze jest zawsze to, by ocalić życie. Dopiero potem próbuję się dowiedzieć jakichś szczegółów. Choć ogólną historię muszę poznać jak najszybciej, bo może to być ważne podczas udzielania pomocy.

- Skąd się biorą oprawcy czworonogów? Skąd tyle wyszukanych tortur?
- Nie wiem. Mnie też to złości. Ale nie sądzę, by było tego więcej, niż kiedyś. Po prostu teraz się o tym mówi, teraz ranne psy czy koty mogą liczyć na pomoc. Kiedyś tak nie było. Prawdą jest, że w mojej lecznicy jest tych przypadków sporo, ale to głównie dlatego, że mamy umowę z miastem i znalezione zwierzaki trafiają do nas. Ale mówię to wyraźnie: chciałbym, żeby celowe dręczenie się skończyło. Nieszczęśliwych wypadków, niestety, nie uda się uniknąć.

- A co się dzieje, gdy psa trzeba uśpić? Na filmach z reguły weterynarz w takich chwilach wychodzi z gabinetu a właściciel ma czas na pożegnanie. W życiu też tak jest?
- Tak, oczywiście. Czworonogi są dla nas jak rodzina. Są łzy, wzruszenie, często ogromny smutek. Od kiedy pod miastem działa cmentarz dla zwierząt, niektórzy kupują nawet trumienki.

- Skąd pomysł na taki zawód?
- Od zawsze uwielbiałem zwierzęta. Ale chciałem zostać lekarzem. Ostatecznie jednak wybrałem pacjentów na czterech łapach. Zwierzęta są lepsze, niż niektórzy ludzie. Szczere, fajne, idealni pacjenci. Ale lepiej niech pan tego nie pisze (śmiech). Chociaż potrafią ugryźć albo podrapać.

- Nie udaje się tego uniknąć?
- Nie ma szans. Dla nich wizyta u weterynarza jest stresem. Robię im dziwne rzeczy: nakłuwam, trzymam, zaglądam do uszu, mają prawo się zdenerwować, bo nie da się im, jak ludziom, wytłumaczyć, że to dla ich dobra.

- Dziękuję.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
yule33
Owszem p.Kurosz jest bardzo sympatyczny ale liczy sobie jak za zboże. mOJA ZNAJOMA zapłaciła prawie 2000 u niego a ja dzieki Bogu trafiłam CMZ z podobnym przypadkiem ( a tylko dla tego że kot mi się słaniał a p. Kurosz miał umówione wizyty na godziny i nieinteresowało to nikogo że kocica sie wykancza) pojechałam do CMZ bo wiedziałam że mają sprzet. Zaopiekowali się Gawroszką zapłaciłam 350 zł. za wszystkie badania , p. Anna uratowała kota . 3 DNIOWE kociaki z koleżankami też udało nam sie wykarmic bo to właśnie ich mama zachorowała, obecnie mam 2 pociechy a Gawroszka ktora " nie miała dużych szans" jest moją przyjacółką. Do dziś dnia ciesze się że własnie od p. Kurosza trafiłam do CMZ . mOŻE JEST DOBRYM WETERYNARZEM ALE NAPRAWDĘ LUDZIE W CMZ DR DOMARADZKI, BOROŃ , STOLAREK TO są prawdziwi weterynarze i wyciągaja zwierzeta za uszy . Ze wszystkimi znajomymi przenieśiśmi sie CMZ .
b
buba
Oby więcej takich lekarzy, bo są przecież różni ludzie.
~abc~
Czynne całą dobę. To się chwali. Szacun:))
~seba~
Dobry człowiek:))
z
zośka
Wielki szacunek dla Pana doktora!!! Podziwiam za wrażliwość, a ludzie ech...... szkoda słów najgorsze potwory:((
Dodaj ogłoszenie