Oddział ma pomagać innym ciężko chorym dzieciom z terenu powiatu.
Niespełna trzy miesiące temu w uniwersyteckiej klinice w Monachium kilkumiesięczna Ania przeszła pierwszą z kilku operacji zniekształconego serca. Jego wrodzone wady były tak skomplikowane, że niemieccy lekarze mieli nawet stwierdzić, iż są niemożliwe do operacji.
Mimo tego, pracujący w monachijskiej lecznicy prof. Edward Malec podjął się zadania. Kilkugodzinna operacja zakończyła się sukcesem, a przypadek Ani ma być opisany w amerykańskiej prasie medycznej.
Profesor mówi ,,nie"
Po operacji dziewczynka dość szybko wróciła do pełni sił i do domu. Przed miesiącem była na badaniu echa serca, które wypadło pomyślnie.
Następne badanie kontrolne w styczniu w Monachium, a potem być może kolejna z zaplanowanych operacji, która jednak na razie stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Niedawno prof. Malec wydał komunikat, w którym informuje, że nie będzie operował polskich dzieci.
To głównie efekt listu Jerzego Owsiaka (i medialnej wrzawy którą wywołał) do polskich kardiochirurgów dziecięcych, w którym szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dziwi się, że WOŚP przekazała do krajowych szpitali sporo kosztownego sprzętu medycznego, a mimo tego wiele operacji wciąż wykonuje się zagranicą, a nie w Polsce.
W odpowiedzi polscy lekarze wskazali m.in. na braki lokalowe i braki personelu pomocniczego oraz na tzw. modę na operacje w Monachium. Zawrzało na forach internetowych. Nie brakuje tam wpisów od rodziców dzieci operowanych przez prof. Malca, którzy wskazują na jego bardzo wysokie umiejętności i spore doświadczenie.
Chcą pomagać innym
Z dala od zgiełku i wrzawy wokół polskiej kardiochirurgii dziecięcej mała A. Laskowska wprawia się w domu w trudnej nauce chodzenia. - Zaczęła jakieś dwa miesiące temu. Nawet nie raczkowała.
Od razu zaczęła stawać na nogi - mówi mama Ani Elżbieta Laskowska, patrząc jak córka przemierza tam i z powrotem pokój w chodziku. Kibicuje jej cała rodzina, która przy okazji przypadającego w grudniu roczku Ani chce powołać w Wolsztynie specjalną fundację.
- Pomysł narodził się, gdy ruszyła zbiórka pieniędzy na operacje Ani. W dwa miesiące uzbierała się potrzebna kwota. Wtedy też postanowiliśmy, żeby na tym nie poprzestać, bo przecież w naszej gminie czy powiecie są inne ciężko chore dzieci, którym można by pomóc - tłumaczy dziadek Ani Henryk Prządka, który początkowo w Wolsztynie chciał powołać samodzielną fundację.
Ostatecznie jednak postanowił utworzyć oddział ogólnopolskiej fundacji ,,Zdążyć z Pomocą", co pozwoli uniknąć chociażby procedury związanej z rejestracją nowej organizacji. Co ważne, pieniądze gromadzone przez wolsztyński oddział (chociażby te z 1-procentowego odpisu z podatku), nie trafią gdzieś do centrali w Warszawie, ale będą rozdzielane na miejscu dla potrzebujących mieszkańców Wolsztyna i okolic.
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?