Rok temu w Lubuskiem wykryto pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem. 12 miesięcy epidemii oczami lekarzy, mieszkańców, dziennikarzy

Natalia Dyjas-Szatkowska
Natalia Dyjas-Szatkowska

Wideo

Zobacz galerię (56 zdjęć)
Epidemia koronawirusa w Polsce zaczęła się właśnie od Lubuskiego. Dokładnie rok temu - 4 marca 2020 roku - gruchnęła wieść, że na oddziale zakaźnym zielonogórskiego szpitala znajduje się pierwszy polski "pacjent zero". Mało kto mógł się spodziewać, że ta jedna wiadomość wywróci życie nas wszystkich do góry nogami.

Koronawirus - początki

- Musimy jasno sobie powiedzieć, że wirus będzie w Polsce. Prędzej czy później się pojawi - mówił pod koniec stycznia 2020 roku kierownik oddziału zakaźnego w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze, doktor Jacek Smykał.

Tylko czy ktoś spodziewał się, że wirus ten aż tak wpłynie na nasze życie? Wtedy, jako społeczeństwo, tak mało jeszcze o nim wiedzieliśmy. Mieszkańcy pytali: jak koronawirus się przenosi? Jak objawia? Kto jest narażony na zakażenie? Czy przenoszą go zwierzęta? Czy może się przenieść na śmieciach? Ubraniach?

- To co było, a to, co jest obecnie, to są dwa różne światy – przyznaje teraz doktor Jacek Smykał. – Tak jakbyśmy żyli w dwóch różnych epidemiach tego samego wirusa. Wtedy było dużo mniej zachorowań, one były lżejsze. Tylko pojedynczy pacjenci trafiali na OIOM. Jak w marcu zastosowano ostry lockdown, to wydawało się, że wszystko zmieni się na lepsze. Trochę się rozczarowaliśmy... Początek pandemii to był strach przed nieznanym. Wirusa nikt dokładnie nie znał. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak wygląda taka ciężka niewydolność oddechowa. Wszystkiego się uczyliśmy...

Luty 2020 - Czytelnicy alarmują, że w aptekach brakuje maseczek

Luty 2020 roku robił się już coraz bardziej nerwowy. Pojawiały się i znikały komunikaty o rzekomych zakażeniach. Nerwy wywoływała każda podjeżdżająca pod dom sąsiada karetka. Nieprawdziwe informacje szybko dementowano. Ale niepokój wśród mieszkańców narastał. Wielu Lubuszan ruszyło do aptek, by kupić maseczki. Tych szybko zabrakło. Bo i kto by się spodziewał, że nagle będą potrzebne w takich ilościach?

Marzec 2020 - "pacjent zero" trafia do szpitala w Zielonej Górze

Na początku marca pisaliśmy o przywiezieniu na zielonogórski oddział zakaźny (wtedy jedyny w regionie!) pacjenta z "podejrzeniem zakażenia koronawirusem". Mężczyzna został zabrany specjalną karetką z domu w Cybince. Wcześniej wrócił z Niemiec. Dziś testy kasetkowe dają nam wynik już nawet po kilkunastu minutach. Wtedy próbki wysyłało się z Zielonej Góry m.in. do Gorzowa. I czekało... Zdarzało się, że na wyniki oczekiwało się nawet kilka dni.

O pacjencie zero pisaliśmy w naszych artykułach:

WIDEO: "Inna Polska". Pacjent Zero opowiada o leczeniu w zielonogórskim szpitalu

Rząd informował o przekazaniu kolejnych milionów na walkę z wirusem. A Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze wyjaśniał, że na oddział zakaźny powinny zgłaszać się wyłącznie osoby, które przebywały za granicą w rejonach szczególnie zagrożonych (Chiny, północne Włochy) oraz mają wysoką gorączkę, kaszel, duszności. Dziś na oddziale zakaźnym nie ma już osobnej izby przyjęć. Chorzy trafiają tu z oddziału ratunkowego.

W środę, 4 marca, to ówczesny minister zdrowia, Łukasz Szumowski, z samego rana poinformował o pierwszym w Polsce przypadku koronawirusa. W parę minut Zielona Góra znalazła się na językach całego kraju. I choć na początku nieco sobie z nas żartowano, to z biegiem kolejnych tygodni było nam coraz mniej do śmiechu.

- Przechodziliśmy powodzie, susze, damy sobie też radę z koronawirusem - zapewniała wtedy marszałek Elżbieta Anna Polak.

- Jesteśmy w stałym kontakcie z wojewodą, stroną rządową. Koordynujemy wspólnie działania. Nie ma powodów do paniki - uspokajał prezydent Janusz Kubicki.

Wtedy też serca mieszkańców podbiła "pani Jadzia" z sanepidu, czyli lek. med. Jadwiga Caban-Korbas, pełniąca ówcześnie funkcję Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Słubicach. Ze swadą obrazowo ostrzegała przed koronawirusem.

- Nie całujcie się z nikim, kto wykazuje objawy infekcyjne i nie jest mężem! A nawet może i z mężem też nie, bo po co chłopak ma [się] zarazić. - mówiła podczas posiedzenia Powiatowego Zarządzania Kryzysowego.

Więcej o Pani Jadzi:

WIDEO: Jako pierwsza stanęła do walki z COVID-19. Kim jest „Jadzia z Sanepidu”?

Źródło: UWAGA! TVN/x-news

Pierwszy pacjent i pierwsze komentarze mieszkańców

Jak do pierwszego potwierdzonego oficjalnie przypadku koronawirusa w Polsce podchodzili mieszkańcy? Spytaliśmy o to w dniu potwierdzenia, że to właśnie w Zielonej Górze mamy "pacjenta zero" (takie określenie przyjęło się powszechnie, więc i my go używamy).

- Dla mnie to jest zabawne - mówiła nam młoda zielonogórzanka.

- Ludzie w maseczkach? Chyba ich nie będzie - zastanawiała się kolejna.

- Mam nadzieję, że to się nie rozprzestrzeni na tyle, że wszyscy się pochorujemy - mówił kolejny mieszkaniec.

Wideo: Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce. Co wtedy mówili mieszkańcy?

- Na początku epidemii przyjmowaliśmy wszystkich pacjentów dodatnich, zakażonych – wspomina dr Smykał. – Teraz wiemy, że większość pacjentów choruje w sposób łagodny. Jeżeli nie mają objawów niewydolności oddechowej, to nie wymagają hospitalizacji. Teraz wiemy więcej.

Ale wtedy, na początku pandemii, lawina już ruszyła. Na zawsze zapamiętamy nerwowość początkowych dni. Mieszkańcy pobiegli do sklepów. Z półek zaczął znikać makaron, ryż i papier toaletowy.

Nie tylko kolejki w sklepach przypomniały nam dawno minione czasy. Powróciły też kontrole na granicach. Ostatecznie te na pewien czas zamknięto.

Marzec 2020 - zamykane są instytucje kultury, żłobki, szkoły...

Uczniowie i studenci zostali w domach. Zamknięto instytucje kultury. W połowie marca pojawiła się w Lubuskiem druga (!) osoba z koronawirusem. W sumie w całej Polsce było ich wtedy 125... W poniedziałek, 16 marca, - dokładnie o 19.00 - rozpoczął działalność Jednoimienny Szpital Zakaźny w Gorzowie Wlkp..

- W bardzo krótkim czasie musieliśmy stworzyć Jednoimienny szpital Zakaźny - przyznaje Robert Surowiec, wiceprezes szpitala w Gorzowie. - To był ogromny wysiłek organizacyjny. Trzeba było ewakuować pacjentów Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, a opuszczone przez nich pomieszczenia przystosować do nowej roli. Tu bardzo pomógł nam samorząd województwa. Nie było łatwo także zapewnić obsady dziesiątkowanego przez koronawirusa personelu medycznego. Niedobór średniego i wyższego personelu medycznego odczuwaliśmy już wcześniej. Pandemia pogłębiła te problemy, ale w tej nadzwyczajnej sytuacji wprowadziliśmy wiele zmian organizacyjnych tak, aby praca była najmniej uciążliwa, a zarazem bardzo bezpieczna.

A pierwszy stres zaczął być zastępowany przez solidarność. Jak to z naszym narodem bywa, wygrała myśl, że "jakoś to będzie". Ruszyliśmy do pomocy. Gotowaliśmy medykom posiłki, szyliśmy maseczki, podrzucaliśmy środki ochronne do szpitali.

- Pandemia pokazała, jak wielka jest solidarność społeczna Lubuszan - przyznaje Robert Surowiec, wiceprezes szpitala w Gorzowie. - Nadzwyczajnego wsparcia udzielił nam samorząd województwa, władze miasta Gorzowa i wiele instytucji nie tylko z województwa lubuskiego. Ten czas pokazał także, że wokół nas jest mnóstwo dobrych ludzi.

Marzec to też wreszcie czas pierwszego lockdownu. Zamknęliśmy się w domach, czekaliśmy. Przecież to miało być tylko na chwilę. Doceniliśmy wspólne gotowanie, relaks. I tylko po ulicach miast jeździły auta z głośnikami, przez które płynęły np. takie komunikaty: Wzywamy Was do bezwzględnego zostania w domach. Koronawirus rozwija się bezlitośnie.

Wideo: film "Inna Polska", czyli pierwszy miesiąc pandemii:

Nie szczędziliśmy słów krytyki tym, którzy zatajali ważne informacje o swoim stanie zdrowia, przez co na kwarantannę trafiać musiały załogi karetek. Żeby te nerwy ukoić, wymyśliliśmy nowy trend - balkonowe dyskoteki.

Kwiecień i pierwsze święta tylko z najbliższymi

Na początku kwietnia 2020 roku w Polsce było już ponad 2 tysiące zakażeń. W przypadku ofiar śmiertelnych podawano wtedy jeszcze m.in. wiek i płeć danego pacjenta. Od samego początku to właśnie Lubuski Urząd Wojewódzki przekazywał najświeższe dane. Jako Lubuskie długo byliśmy "zieloną wyspą" z małą liczbą zachorowań i bez ofiar śmiertelnych. W kwietniu dotarło do nas zamówione przez panią marszałek 12,5 tony środków ochrony osobistej. Kwiecień to miesiąc kolejnych obostrzeń. To pierwsze święta bez bliskich i czas obowiązkowego noszenia maseczek. Nie wszystkim przypadło to do gustu...

Wiosna i lato 2020 roku, czyli odmrażamy gospodarkę i wracamy do restauracji

Maj to czas odmrażania obostrzeń. Najpierw ponownie otwarto galerie handlowe, potem gastronomię. Cieszyliśmy się, że zachorowań gwałtownie nie przybywa. Okazało się, że radość była tylko chwilowa.

Nie w maju, lecz w czerwcu ruszyły matury. Pandemiczne, bo bez egzaminów ustnych. To był też czas, gdy mieliśmy już kilkaset zakażeń dziennie. Pod koniec miesiąca było ich już prawie 35 tys. od początku pandemii. To moment wyborów w reżimie sanitarnym. Lipiec to czas pierwszych ognisk koronawirusa w Domach Pomocy Społecznej. O ile wcześniej Lubuskie miało kilka-kilkanaście zachorowań dziennie, teraz mowa była już o kilkudziesięciu.

- Punktem zwrotnym w naszym województwie były zachorowania wśród mieszkańców DPS-ów – przyznaje dr Jacek Smykał. – Ostrzegaliśmy, że jeśli tam się zacznie COVID-19, to tej sytuacji już nie opanujemy. To był punkt zwrotny, jeśli chodzi o liczbę zakażeń.

Latem przestaliśmy być także województwem, gdzie nie było ofiar śmiertelnych koronawirusa. W lipcu zmarła pierwsza Lubuszanka - 91-letnia pacjentka z powiatu wschowskiego.

Sierpień 2020 roku. Prezydent Kubicki: ,,Czy to jest koronawirus, czy koronaściema?"

W sierpniu padały kolejne "rekordy" zachorowań.

1 sierpnia przybyło 658 nowych przypadków koronawirusa (łącznie było ich w Polsce 46 346). W Lubuskiem tego dnia mieliśmy 9 nowych przypadków zakażenia.

To właśnie w sierpniu wprowadzono regionalne obostrzenia w wybranych powiatach. Pojawiły się strefy czerwone, żółte i zielone. Nowym ministrem zdrowia został Adam Niedzielski.

Prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki, zaczął zaś pisać o "koronaściemie".

- Na świecie jest koronawirus czy jedna wielka koronościema? - zastanawiał się wtedy na swoim Facebooku. - Wczoraj coś we mnie pękło, coś się złamało. Zobaczyłem fotografię byłego już ministra Szumowskiego na wakacjach. Ledwo przestał być ministrem i co? Spakował się i poleciał z rodziną na wakacje do Hiszpanii. (...) Tyle mówienia, tyle zakazów, a on sam i inni politycy nic sobie z tego nie robią...

1 września w Polsce było 67 922 przypadków koronawirusa (licząc od początku epidemii). Wrzesień to czas powrotu uczniów do szkół. I pierwsze przypadki zachorowań wśród nauczycieli.

Jesień 2020 roku. Padają rekordy zachorowań na koronawirusa

Jesień to czas wielkiego ogniska koronawirusa w Domu Pomocy Społecznej dla Kombatantów w Zielonej Górze. Na początku października wojewoda lubuski, Władysław Dajczak, podjął stanowczą decyzję: placówkę trzeba ewakuować. Prezydent Kubicki poinformował zaś, że sam ma koronawirusa...

Październik 2020 roku - rekordowe liczby zachorowań w Polsce

Październik to także gwałtowny przyrost dziennych zachorowań. Wracają kolejne obostrzenia, gastronomia działa tylko na wynos. Uczniowie klas IV-VIII uczą się zdalnie.

- Od września, października, ta sytuacja diametralnie się zmieniła - przyznaje doktor Jacek Smykał, kierownik oddziału zakaźnego w zielonogórskim szpitalu. - Liczba pacjentów, jaka trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie, z objawami niewydolności oddechowej, jest bardzo duża. Gdyby nie organizacja, stworzenie dodatkowych łóżek covidowych, to nasz system zdrowia by tego nie udźwignął.

Zakażeń było tak dużo, że ostatecznie cała Polska znalazła się w żółtej strefie (nadal były też strefy czerwone, czyli regiony o największych przyrostach zakażeń).

Co o tym pomyśle sądzili Lubuszanie? - Trudno, jak trzeba, to trzeba - mówili.

- Te zakazy nic nie zmieniają - zauważali kolejni. - Niczego nas nie uczą. A zawsze jak jest jakiś zakaz, to chcemy się temu przeciwstawić.

- Nie podoba mi się to, że będę znów musiał chodzić w maseczce, no ale trzeba - mówił spotkany na deptaku zielonogórzanin.

Ale niektórzy tym maseczkom, a także innym obostrzeniom gwałtownie się sprzeciwiali. - Walczymy o wolność – tak mówili uczestnicy protestu w Zielonej Górze.

Jednocześnie dyrektorzy szpitali mówili, że sytuacja jest już dramatyczna. Na oddziałach zakaźnych zaczęło powoli brakować wolnych miejsc.

- Respiratory to nie wszystko, ktoś musi je obsłużyć – mówił 15 października 2020 roku dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, Marek Działoszyński. – Normy lekarzy i pielęgniarek, które muszą obsługiwać stanowiska OIOM-owe są bardzo wysokie. A anestezjologów na rynku nie ma. Zwiększanie liczby respiratorów, bez zwiększania kadry, przestaje być celowe. Za chwilę nie będzie miał kto obsługiwać respiratorów.

Powróciły też nerwy. Tym razem w kolejkach na testy - punktów testowania przybywało, podobnie jak chętnych, którzy chcieli lub musieli się zbadać. Niektórzy stali w oczekiwaniu przez wiele godzin.

Zakażenia przyrastały niemal lawinowo. Od soboty 24 października cała Polska stała się czerwoną strefą. Wraz z nią kolejny raz nastąpiły nowe rozporządzenia. 31 października – Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 21 897 przypadkach zakażenia koronawirusem (łącznie 362 731). Na czas Wszystkich Świętych zamknięto cmentarze. Mieszkańcy... ruszyli więc tłumnie na nekropolie, by położyć znicze na grobach bliskich przed wprowadzeniem zakazu.

Mieszkańcy Zielonej Góry ruszyli na groby swoich bliskich. C...

Jesień to także decyzja, że w całej Polsce mają powstać szpitale tymczasowe. W przypadku Lubuskiego zdecydowano, że taki będzie w Zielonej Górze.

Listopad 2020 roku - nawet 27 tysięcy przypadków zakażeń koronawirusem... dziennie!

Pamiętacie jeszcze te dni, gdy martwiło nas kilkaset przypadków dodatnich wyników na COVID-19 w całej Polsce? A w listopadzie ubiegłego roku padały już niechlubne rekordy zachorowań. 24, 25, 27 tysięcy dziennie...

Dokładnie 4 listopada mieliśmy w kraju 439 536 przypadków zakażenia koronawirusem. Łącznie, na terenie województwa lubuskiego, było wtedy 8327 zakażonych (w tym 2864 ozdrowieńców i 95 zgony).

Stało się to, co było nieuniknione. Zawieszono zajęcia stacjonarne dla uczniów klas I-III szkół podstawowych.

Grudzień 2020 roku - w Lubuskiem zaczyna działać szpital tymczasowy

Początek grudnia przyniósł nam nieco lepsze wiadomości. W Zielonej Górze uruchomiono szpital tymczasowy. Udało się go stworzyć ponad politycznymi podziałami. Po dyskusjach zdecydowano, że lecznica tymczasowa powstanie w budowanym Centrum Zdrowia Matki i Dziecka. - Podjąłem takie rozmowy z panią marszałek, reprezentującą samorząd województwa. Bardzo szybko udało nam się dojść do porozumienia - mówił podczas otwarcia wojewoda Władysław Dajczak.

- Nie mamy w sobie nic z "tymczasowości". To jest w pełni profilowy, wyposażony szpital, w którym będziemy mogli leczyć pacjentów zarówno w ciężkim stanie, jak i pacjentów w różnych innych sytuacjach - wyjaśniał kierownik placówki, lekarz Bartosz Kudliński.

Kto wierzył, że na święta Bożego Narodzenia spotkamy się w dużym, rodzinnym gronie, ten bardzo się rozczarował. Bo i na ten czas wprowadzono szereg obostrzeń. Dla bezpieczeństwa. W samego zaś sylwestra obowiązywały ograniczenia w przemieszczaniu się.

Pod koniec roku (9 miesięcy od początku pandemii w Polsce!) rozpoczęły się szczepienia przeciwko COVID-19. Na pierwszy ogień poszła kadra służby zdrowia. I jak zwykle nie zabrakło wokół tego emocji.

Styczeń 2021 - najmłodsi uczniowie wracają do szkół

Na początku 2021 roku uczniowie najmłodszych klas wrócili do szkół. Styczeń to czas pierwszych szczepień seniorów (a nasze redakcyjne telefony rozgrzewały się do czerwoności od zgłoszeń, że macie rozmaite kłopoty z rejestracją).

Od jednego przypadku, do... 1 513 385 zachorowań na koronawirusa w Polsce (oficjalnie potwierdzonych - dodajmy). Tyle zakażeń było pod koniec stycznia 2021 roku. 28 lutego mieliśmy już w Polsce 1 706 986 przypadków dodatnich wyników testów na koronawirusa. W Lubuskiem od początku pandemii do końca lutego mieliśmy w sumie 43 271 przypadków COVID-19. 3 marca 2021 roku ministerstwo zdrowia poinformowało o 15 698 nowych przypadkach zakażeń koronawirusem.

Pandemia po roku. Tęsknimy za codziennością, walczymy z samotnością

Co mamy po roku pandemii? Szpital tymczasowy, oddziały zakaźne i kilkaset łóżek covidowych w regionie. Sprzęt i środki ochrony do walki z COVID-19. Szereg wydarzeń organizowanych online. Obostrzenia i maseczki. Szczepionkę. Ale i tęsknotę za bliskimi, za pójściem na koncert, za swobodnymi podróżami...

- Na tym drugim etapie choroby, mamy dużo pacjentów w wieku senioralnym – mówi nam teraz dr Smykał. – Pojawia się problem chorób współistniejących, ale i choroba czy nawet śmierć w samotności.

Czy koronawirus może nas jeszcze zaskoczyć? – Zawsze są mutacje wirusa – przyznaje doktor Jacek Smykał. – Pytanie, jak skuteczna będzie szczepionka. Myślę, że będzie skuteczna. Nie ma w tej chwili innej drogi. Szczepienia to wyraz społecznej solidarności. To szansa, by przerwać ten łańcuch zakażeń. Obecnie to jest gdybanie. Jak będzie, kiedy to się skończy, czy będzie więcej zachorowań? To są tylko pytania i przypuszczenia. Jesteśmy zmęczeni psychicznie. Obserwujemy śmierć ludzi. Psychicznie to bardzo ciężka praca. To, co możemy zaproponować, to tlenoterapia, remsedivir, osocze ozdrowieńców. Ale czasem jesteśmy bezradni, gdy pacjent umiera w ciszy.

Doktor Smykał uważa też, że obecnie skupiliśmy się przede wszystkim na koronawirusie. Zdarza się, że przewlekle chorzy pacjenci zostali bez opieki. To musi zostać naprawione.

- Czas próby, jakim jest stan pandemii – dla wszystkich jest wyzwaniem - przyznaje wiceprezes Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wlkp. Robert Surowiec. - Od początku pandemii staraliśmy się robić wszystko (i nadal to robimy), aby ten stan był jak najmniej uciążliwy dla pacjentów. Nasi pracownicy nie zważając na osobiste zagrożenie wykonują swoje zadania z niezwykłą odpowiedzialnością za zdrowie i życie innych; a przecież koronawirus nie oszczędza nikogo. Nasi pracownicy też są jego ofiarami; są chorzy lub odbywają kwarantannę. Codzienne życie osobiste i zawodowe każdego z nas zmieniło się diametralnie.

Jak czujemy się po roku pandemii?

Zadaliśmy naszym Czytelnikom proste pytanie: jak się czujecie po roku pandemii? Niektórzy z nas tracili bliskich, przyjaciół.

- Dla seniorów to okres okropny, szczególnie tych, którzy są samotni - przyznaje pan Jan.

- Okropnie. Brak kontaktów z najbliższymi jest bardzo dołujący - mówi pani Grażyna.

- Ja jak ja, ale mój syn tęskni za szkołą i przyjaciółmi - pisze pani Agnieszka.

- Jestem zmęczony zakazami, nakazami, brakiem rzeczy, do których człowiek się bardzo przyzwyczaił - uważa pan Dominik.

Tęsknimy za normalnością, obawiamy się o przyszłość, o nasze biznesy albo też po prostu mamy po ludzku dość. Dość izolacji, dość obostrzeń, dość utrudnionych kontaktów z lekarzami, dość braku rodzinnych spotkań. Jaki będzie kolejny rok pandemii? Oby już tylko lepszy...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie