MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rowerami za Bałtyk

Jan Walczak
Na tych rowerach bracia Henryk (po lewej) i Józef Blicharscy przejechali 3380 km. Były drobne usterki i wywrotki, ale ostatecznie wrócili w świetnych nastrojach.
Na tych rowerach bracia Henryk (po lewej) i Józef Blicharscy przejechali 3380 km. Były drobne usterki i wywrotki, ale ostatecznie wrócili w świetnych nastrojach. fot. Jan Walczak
Henryk i Józef Blicharscy wybrali się w podróż życia. Przejechali w ciągu 20 dni 3.380 km.

Dwaj polkowiczanie są braćmi. Do podróży, w którą wyruszyli 29 czerwca, przygotowywali się właściwie przez całe życie. Od zawsze razem chodzili po Tatrach, jeździli rowerami, szusowali na nartach. Pan Henryk na wyprawę nie zabrał żony, bo stwierdził, że to podróż tylko dla wprawionych wyczynowców. Wiedzą obaj, że dokonali czegoś wyjątkowego.

Opon nie zmieniał

Straszy z braci, Henryk, jest emerytowanym górnikiem i ma 55 lat. Drugi, pan Józef jest konserwatorem i jest o siedem lat młodszy. Mówią, że dopiero teraz, w tym wieku, zyskali świetną kondycję. Jeździli już rowerami w najodleglejsze zakątki Polski i do kilku miast Europy w sąsiednich krajach, ale nigdy tak daleko, jak tym razem.

- Podczas wyprawy nie zmieniałem opon - mówi pan Henryk.
- Brat niestety najechał na szpilki i reperował koła. Ja miałem na trasie drobny wypadek, zerwała się linka hamulcowa, ale fikołek przez kierownicę zakończył się szczęśliwie - wspomina podróżnik.

Nocowali w ogródku

Obaj panowie wyłożyli podczas tej długiej podróży około 1.500 zł na osobę. Zaoszczędzili dzięki prowiantowi i namiotom, które wieźli przytroczone do rowerów w specjalnych sakwach. - Na nocleg zatrzymywaliśmy się tam, gdzie zastała nas noc - mówi pan Józef. Czasem rozbijali namiot w szczerym polu, czasem korzystali z uprzejmości miejscowych gospodarzy, którzy użyczali im podwórka, czy ogródka.

- Miejscowi rozpalali nam ognisko i częstowali tym, co mieli w domu, tak było na Litwie - opowiadają. Mówią, że najtrudniejszym etapem podróży okazał się odcinek od polskich Ogrodnik do Wilna. A najlepiej wspominają podróż dziesięciopiętrowym promem.

Jeszcze pojadą

Teraz po głowie im krąży najdalej wysunięty na północ przyczółek Skandynawii, Nordkap.

- To marzenie każdego podróżnika, żeby tam stanąć. Może i teraz byśmy się tam wybrali, ale brat miał za krótki urlop - opowiada pan Henryk. Potem marzą o wyprawie na Krym. Żałują, że nie mogli dotrzeć w tym roku do Petersburga, ale potrzebne były wizy do Rosji, a tych nie mieli.
- To nic. Jeszcze tam pojedziemy - mówią zgodnie bracia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska