Sławomir Siwiec: - Spodobały mi się sprinty

Robert Gorbat 95 722 69 37 rgorbat@gazetalubuska.pl
SŁAWOMIR SIWIECMa 18 lat, 189 cm wzrostu i 83 kg wagi. We wrześniu rozpocznie naukę w III klasie LO gorzowskiego Zespołu Szkół Sportowych. Kajakarstwo uprawia w Admirze od 2003 r. Kolejni trenerzy: Izabela Olszewska, Rafał i Jerzy Krajewscy. Zdobywca 14 medali MP w kategoriach od młodzika do juniora. Srebrny medalista MEJ w Moskwie.
SŁAWOMIR SIWIECMa 18 lat, 189 cm wzrostu i 83 kg wagi. We wrześniu rozpocznie naukę w III klasie LO gorzowskiego Zespołu Szkół Sportowych. Kajakarstwo uprawia w Admirze od 2003 r. Kolejni trenerzy: Izabela Olszewska, Rafał i Jerzy Krajewscy. Zdobywca 14 medali MP w kategoriach od młodzika do juniora. Srebrny medalista MEJ w Moskwie. fot. Robert Gorbat
- Ostatnie sto metrów płynęliśmy po ciemku, bo ktoś nam wyłączył prąd. Na metę wpadliśmy kompletnie wyczerpani - mówi Sławomir Siwiec, kajakarz Admiry Gorzów Wlkp., wicemistrz Europy juniorów w wyścigu dwójek na 500 metrów.

- Do tej pory twoje nazwisko częściej było kojarzone z imieniem... Arkadiusz. Wiesz, dlaczego?
- Bo w szachy gra w Stilonie Gorzów mój o rok młodszy brat. Nie brakuje mu sukcesów, więc gazety często piszą o Arkadiuszu Siwcu.

- Postanowiłeś dorównać bratu popularnością?
- Choć mam dopiero 18 lat, nie jestem kajakowym nowicjuszem. W Admirze trenuję już siedem lat, a dwa sezony temu zostałem członkiem kadry narodowej juniorów, prowadzonej obecnie przez trenera Michała Brzuchalskiego. Moją pierwszą międzynarodową imprezą były rozegrane w Ostródzie mistrzostwa Europy juniorów w maratonie. W K-2 na 21 km zająłem 12. miejsce. W tym roku wraz z klubowym kolegą Tomkiem Rawickim byłem bliski zdobycia medalu w seniorskich MP, lecz w wyścigu dwójek na 1.000 m zajęliśmy po walce pechową, czwartą pozycję.

- Największy sukces odniosłeś jednak w zakończonych w niedzielę mistrzostwach Europy juniorów w Moskwie...
- To prawda. Wróciłem stamtąd ze srebrnym medalem w K-2 na 500 m, choć z moim szlakowym, Sebastianem Szypułą z Zawiszy Bydgoszcz, długo nie sądziliśmy, że będziemy w stanie podjąć walkę o miejsce na podium. I w przedbiegach, i w półfinale ledwo wchodziliśmy do kolejnej rundy. Partner zaczął zawody z innym wiosłem, bo stare mu się zepsuło. Do finału awansowaliśmy z szóstym, może siódmym czasem. Na dodatek płynęliśmy na ósmym torze, daleko od liderów. Może to zadecydowało, że zdołaliśmy ich zaskoczyć.

- Była szansa na złoto?
- Przyjęliśmy prostą taktykę: płynąć na maksa od startu do mety, bez żadnego kombinowania. Dwieście metrów przed metą zauważyłem kątem oka, że prowadzimy. Na finiszu jeszcze starałem się wzmocnić tempo wiosłowania, ale nie pamiętam, czy mi się to udało. Ostatnie sto metrów, jak to się mówi w naszym środowisku, płynęliśmy po ciemku, bo ktoś nam wyłączył prąd. Na metę wpadliśmy kompletnie wyczerpani. Zobaczyliśmy tylko, że sekundę przed nami są Rosjanie, a ponad sekundę za nami Węgrzy. To oznaczało, że zostaliśmy wicemistrzami Europy.

- Potem wystartowałeś jeszcze w dwóch innych konkurencjach...
- Półfinał K-2 na 200 m odbył się zaraz po finale ,,pięćsetki''. Byliśmy z Sebastianem zbyt zmęczeni, by powalczyć od dobry wynik. Ostatecznie zajęliśmy 12. miejsce. Dzień później płynąłem jeszcze w czwórce na 1.000 m. Nie weszliśmy do rozgrywki o medale, ale na pocieszenie wygraliśmy finał B.

- Jak będziesz wspominał tor Kryłatskoje?
- Z racji srebrnego medalu bardzo ciepło. Sam obiekt, jak mi wiadomo z historii, był areną olimpijskich zmagań w 1980 roku. Widać na nim ząb czasu, choć do naszej imprezy był przygotowany bardzo dobrze.

- Jakie są twoje plany na najbliższe miesiące i lata?
- W tym roku wystartuję jeszcze w MPJ, a we wrześniu być może w MEJ w maratonie w Hiszpanii. Kończę wiek juniora, od przyszłego sezonu będę startował w grupie młodzieżowców. Trenerzy mówią, że najtrudniejsze będą dwa pierwsze lata. Muszę się wzmocnić fizycznie i dojrzeć psychicznie do rywalizacji w tej grupie, bo młodzieżowcem jest się aż do 23. roku życia. To warunek, by potem myśleć o sukcesach w gronie seniorów.

- Myślisz o tym, by spróbować swoich sił w jedynce?
- Raczej zostanę przy osadach, czyli dwójkach i czwórkach. By dobrze pływać w jedynce, trzeba być naprawdę wybitnym kajakarzem. Ta sztuka udaje się nielicznym. Nie zdecydowałem natomiast, które dystanse są dla mnie optymalne. Kiedyś sądziłem, że najlepiej idzie mi w maratonach. Ale w tym roku polubiłem sprinty na 500 i 200 m. Teraz sam nie wiem, gdzie mam największe szanse.

- Czy kajaki są dziś dla ciebie najważniejszą sprawą w życiu?
- Moją przygodę ze sportem zaczynałem od tenisa stołowego. Potem był taniec towarzyski i trochę futbolu. Stanęło na kajakach i... tak już zostało. W przyszłym roku czeka mnie matura, po której chciałbym podjąć studia w gorzowskim ZWKF. Jeśli te plany wypalą, wówczas nic nie będzie stało na przeszkodzie, bym nadal ,,mieszał wodę'' w Admirze.

- Dziękuję.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie