Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Student UZ autografy zbiera na całym świecie. Pokaże je na wystawie

Leszek Kalinowski 68 324 88 74 [email protected]
Szymon Płóciennik prosi Dalajlamęo autograf. Ten nie odmawia takze rozmowy
Szymon Płóciennik prosi Dalajlamęo autograf. Ten nie odmawia takze rozmowy archiwum Szymona Płóciennika
Szymon Płóciennik, student anglistyki Uniwersytetu Zielonogórskiego, w czwartek otworzył wystawę autografów. Zdobywa je osobiście. Spotkał się z Dalajlamą, Paulem McCartney'em, córką Józefa Piłsudskiego...

Szymon nigdy nie miał problemu z nawiązywaniem kontaktu z innymi ludźmi, z załatwianiem wielu spraw. Te umiejętności przydają się bardzo w życiu. Także w przypadku jego hobby, którym jest zbieranie autografów od bardzo znanych w świecie osób. Przydały się też wtedy, gdy Szymon jako gimnazjalista odkrył Irenę Sendlerową. W czasie okupacji hitlerowskiej uratowała od zagłady 2,5 tysiąca żydowskich dzieci. W 1965 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznał jej tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. W 1991 roku otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela. - Ale jak to możliwe, że przez tyle czasu nie dostała w Polsce Orderu Uśmiechu? - zastanawiał się Szymon i postanowił szybko naprawić ten błąd. Zgłosił kandydaturę Ireny Sendlerowej Międzynarodowej Kapitule Orderu Uśmiechu.

Podczas uroczystości wręczenia nagrody mówił: - Jest pani moim wielkim autorytetem, a pani życie drogowskazem. W imieniu dzieci z całego świata: Dziękuję!

Dziękowała też 97-letnia Irena Sendlerowa, która podkreślała, że wyróżnienie jest najważniejsze, bo przyznane przez dzieci.

Dziś Szymon bardzo miło wspomina spotkanie z bohaterką. Nie mogło się obejść bez dedykacji dla młodego zielonogórzanina. Postanowił zbierać autografy znanych, jak pani Irena, osób. Biegał z koncertu na koncert i prosił o podpisy polskie gwiazdy muzyczne. Z czasem postanowił, że nie będzie zabiegał o ilość, ale o wpisy zagranicznych osobowości.

Ucieszył się, kiedy do Zielonej Góry miała przyjechać śpiewająca na boso Cesaria Evora z Republiki Zielonego Przylądka.

- Wiedziałem, że artystka niezbyt chętnie rozdaje autografy. Czekałem jednak cierpliwie w amfiteatrze na stosowny moment... - opowiada Szymon. - Kiedy udało mi się do niej dotrzeć, pokonując ochronę, okazało się, że podałem jej popsuty marker. Przestał pisać. Zmroziło mnie.

No to już po autografie, myślał. Na szczęście piosenkarka okazała się wyrozumiała. Poczekała, aż ktoś przyniesie jej coś piszącego...

Nie zapomni też pięciu spotkań z Dalajlamą. Na jednym miał nawet szansę zostać tłumaczem. To było wtedy, gdy Dalajlama odwiedził grób księdza Jerzego Popiełuszki. Nikt o tym nie wiedział. Duchowy i polityczny przywódca narodu tybetańskiego odwiedził też Muzeum PRL-u...

- O tej wizycie powiedział mi ksiądz, który towarzyszył Dalajlamie. Mówił też, że szukają przewodnika z dobrą znajomością angielskiego. Nie czułem się wtedy na siłach, by zostać na czas tej niecodziennej wizyty tłumaczem... - przyznaje Szymon. - Bardzo żałowałem.
Czego jeszcze żałuje? Że nie zdobył autografu Baracka Obamy. A przecież dzieliło go od niego zaledwie 200 metrów.

- To było w Izraelu. Rok 2008. Wycieczkę do tego kraju wygrałem w jakimś konkursie - wspomina zielonogórzanin. - W Yad Vashem pojawił się też Obama. Wtedy jako kandydat na prezydenta. Ze skromną ochroną. Dowiedziałem się o tym, jak już wyszedł. Zabrakło mi kilka minut. Był tak blisko, zmarnowałem taką szansę - wyrzucałem sobie.

Największe emocje towarzyszyły mu podczas polowania na autograf Woody'ego Allena. Kilka grudniowych godzin spędził na mrozie, przed salą kongresową w Warszawie, gdzie miało się odbyć spotkanie z amerykańskim aktorem, reżyserem, scenarzystą, pisarzem.

- Usta miałem pokryte szronem, strasznie zmarzłem. Ale autograf zdobyłem - podkreśla student anglistyki. - Choć przypłaciłem to chorobą - grypa mnie dopadła. Mimo wszystko opłaciło się. W książce Woody'ego Alenna jest specjalna dedykacja.

Najbardziej ceni autograf Paula McCartney'a, bo nie jest łatwo zdobyć jego podpis. Poza tym uwielbia Beatlesów. I ta miłość nie zmienia się przez kolejne mijające lata. Dumny jest też bardzo z powodu posiadania autografu Yoko Ono Lennon, amerykańskiej artystki, wokalistki i feministki, żony Johna Lennona.

Żeby zdobyć podpisy znanych osób, jeździ po Polsce i innych krajach. Autograf Stinga zdobył Poznaniu, gdzie trzy lata temu artysta koncertował. W tym samym roku poprosił o wpis Leonarda Cohena, kanadyjskiego poetę, pisarza i piosenkarza. Złapał go na lotnisku... Ten z uśmiechem i szczerą sympatią dał mu autograf. Za Sharon Stone przyjechał do Warszawy, na szczyt noblistów.

W kolekcji ma też podpisy prezydentów: Ryszarda Kaczorowskiego, Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego.

- Wielkie wrażenie wywarło na mnie spotkanie z prezydentem RP na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim. Eleganckim, dystyngowanym i bardzo kulturalnym starszym panem - wspomina student. - To prawdziwa przedwojenna klasa!

Podobnie wypowiada się, przytaczając spotkanie z Wandą Piłsudską-Jaraczewską, córką Józefa Piłsudskiego. Patrząc na to, jak dziś zachowuje się wiele ludzi, można tylko stwierdzić: Zupełnie inny świat.

- Kiedy zdobywałem autograf Lecha Kaczyńskiego w 2007 roku w Lubinie, było wokół niego kilku borowców, którzy nie chcieli, żebym się za bardzo do niego zbliżył - opowiada Szymon. - Było widać, że Kaczyński jest zły z tego powodu, i zdenerwowany powiedział do borowców: "Panowie, przecież widzicie! Dajcie chłopakowi zdobyć mój autograf!". Było to bardzo miłe z jego strony.

Z Lechem Wałęsą spotkał się w 2010 roku w Zielonej Górze przed hotelem Ruben.
- Prezydent wyszedł z budynku, podszedłem do niego i poprosiłem o autograf - mówi Szymon. - Podpisał mi się, a ja zapytałem: "Panie prezydencie, czy mogę prosić o dedykację dla Szymona?". Na co Wałęsa nawet na mnie nie spojrzał, rzucił tylko: "A co, jak Szymon się okaże agentem?". I poszedł dalej.

Ceni sobie także spotkania i autografy Wisławy Szymborskiej, Leszka Kołakowskiego, Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Pendereckiego...

Nie zawsze czekanie kilka godzin na lotnisku czy przed salą koncertową przynosi efekty. I z tym trzeba się liczyć. Z wielu polowań wraca się z niczym. Największa porażka? Zdarzyła się w 2010 roku.

- Wiedziałem, kiedy Elton John będzie na lotnisku w Warszawie. Ale spóźniłem się dosłownie pięć minut! I zobaczyłem tylko tył odjeżdżającego samochodu - wspomina ze smutkiem. - Straciłem szansę zdobycia autografu. To bardzo denerwujące, gdy taka okazja przechodzi koło nosa.

Rozczarowany wrócił też ze stolicy ze spotkania z zespołem Red Hots Chili Peppers. Czekał długo z grupą piszczących i wzdychających na widok swoich idoli nastolatek. Miał przygotowaną płytę, marker. Wyciągnął je, gdy członkowie grupy przechodzili pół metra od niego. Niestety, żaden nie sięgnął po pisak, by złożyć podpis.

Dwa lata temu w Dreźnie Bob Dylan też nie dał mu autografu. Niektóre gwiazdy z zasady nie rozdają podpisów (albo robią to bardzo rzadko). Na przykład Eric Clapton czy Ringo Star. Wtedy rozczarowanie jest mniejsze.

Porażki tylko mobilizują do dalszych wypraw i starań. Ciągle przecież marzy, by zdobyć autograf urzędującego prezydenta USA. Obojętnie, kto by nim był. Poza tym brakuje mu w kolekcji podpisu papieża.

- Trzy lata temu byłem w Hiszpanii na Światowych Dniach Młodzieży. Liczyłem na wpis Benedykta XVI, ale on nie bardzo wychodził do ludzi - zauważa łowca autografów. - Trudno było zdobyć podpis. Jeśli do 2016 roku nie uda mi się poszerzyć kolekcji o dedykację od papieża Franciszka, to liczę, że zrobię to na Światowych Dniach Młodych w Krakowie...

W planach ma także wyjazdy na koncerty zespołu Metallica czy na występ Depeche Mode. Liczy, że z pustymi rękami nie wróci. Może za jakiś czas pokaże swoje nowe zdobycze. Tymczasem w kampusie B Uniwersytetu Zielonogórskiego przy al. Wojska Polskiego (budynek główny) w czwartek otworzył swoją wystawę autografów. Potrwa ona do końca lutego.

- Postanowiłem pokazać swoje zbiory innym. Może się zarażą moją pasją? - mówi Szymon. - A może po prostu przypomną sobie ważne zespoły, ludzi, którzy tworzą naszą historię.

W nawiązaniu do autografów student przygotował biogramy bohaterów wystawy. Wszystkie są pisane ręcznie. Jak podpis złożony na płycie, plakacie czy kartce papieru. W ośmiu gablotach umieszczono 30 dedykacji. Każda to osobne wspomnienie... Warto je ocalić od zapomnienia.

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska