MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sulechów: Mówili: odezwiemy się. A potem była... cisza

EUGENIUSZ KURZAWA 0 68 324 88 54 [email protected]
- Jedynie Centrum Integracji w Zielonej Górze faktycznie pomaga nam, niepełnosprawnym, ile może - ocenia Renata Pojmicz
- Jedynie Centrum Integracji w Zielonej Górze faktycznie pomaga nam, niepełnosprawnym, ile może - ocenia Renata Pojmicz fot. Bartłomiej Kudowicz
Napisała do nas Renata Pojmicz. Jest osobą niepełnosprawną, która od przeszło pół roku poszukuje zatrudnienia. Jednak mimo przygotowania zawodowego nie ma pracy. Dlaczego?

- Oglądałam w lokalnej telewizji jak urzędnicy z urzędu pracy chwalili się, ile to zajęć czeka na niepełnosprawnych; dziwne, ale ja tego nie zauważyłam - mówi pani Renata. - Jestem niepełnosprawna, mieszkam w Sulechowie, i od ponad pół roku usiłuję znaleźć zajęcie. Jestem po niezliczonych rozmowach kwalifikacyjnych, które z reguły kończą się kurtuazyjnym: "dziękuję, odezwiemy się do pani". A potem jest... cisza.

R. Pojmicz sądzi, iż gros pracodawców w naszym regionie nie jest zainteresowana nawet symbolicznym pochyleniem się nad dolą człowieka niepełnosprawnego szukającego roboty. Czytelniczka "GL" nie ma też zbyt pozytywnej oceny urzędów pracy.

Dużo gadania, mało inicjatywy

- Jeśli chodzi o urzędy to masakra! - rzuca krótko. - Ludzie, którzy tam siedzą powinni stanowczo zmienić zajęcie. Gdyby musieli tyle chodzić i szukać jak ja, to by może wreszcie zobaczyli jak wygląda inne życie, niż to zza biurka. Uważam, iż tacy nie powinni się wypowiadać na temat niepełnosprawnych. Bo zwykle jest dużo gadania, a mało inicjatywy.

Pani Renata podkreśla, że nie odzywała się do "GL" w swojej sprawie, chciała tylko zwrócić nam uwagę na los wszystkich niepełnosprawnych. Mówi, iż ma wielu znajomych wśród nich i wie, że ich życie nie jest różowe.

- Pracodawcy się nas boją - zauważyła. - Nie wiedzą jak podejść do takiego "dziwnego" osobnika. Wolą czymkolwiek zbyć.

Pojmicz osiem lat temu uległa wypadkowi samochodowemu. - No po prostu wjechał we mnie samochód - rzuca prosto z mostu. - Odtąd mam niepełnosprawną prawą rękę.

Ale nie odpuściła życiu i gdy tylko to było możliwe zatrudniła się, robota była do grudnia 2007. Pomógł urząd pracy - było to zajęcie na zasadzie przygotowania zawodowego. W ten sposób sulechowianka skończyła 120 godzin przygotowania z komputerem i potrafiłaby funkcjonować w np. administracji biurowej.

Bez gwarancji zatrudnienia

- Mam rodzinę, chcę pracować - deklaruje. - Moja sytuacja życiowa jest na tyle korzystna, że mąż ma zajęcie, a dwoje dzieci, 16-letni syn i 13-letnia córka, mam już "odchowane". Zatem nie wymagają tak intensywnej opieki.

Pani Renata przeczytała w "GL" o ofercie pracy firmy Senator, o chęci zatrudnienia ok. 20 osób. Ponieważ mieszka po drugiej stronie szosy miałaby blisko do pracy. Poszła na rozmowy. - Okazało się, że ktoś mnie uprzedził - mówi z pogodną rezygnacją.

- My nie jesteśmy w stanie powiedzieć takiemu chętnemu do pracy, czy pracodawca go zatrudni - podaje Irena Mądrecka, kierowniczka sulechowskiej filii zielonogórskiego Powiatowego Urzędu Pracy. Stara się ustosunkować do sytuacji naszej Czytelniczki. - Niestety, są problemy, Sulechów zrobił się bardzo wąskim rynkiem pracy dla kobiet.

Mądrecka dodaje, iż ma różne sygnały dotyczące zachowania pracodawców wobec niepełnosprawnych, ale nie było dotąd zdecydowanie niepokojących. Deklaruje pomoc pani Renecie, prosi ją o zgłoszenie do filii PUP.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska