Świat w zasięgu ręki, czyli służbowe podróże handlowców SWISS KRONO

Materiał informacyjny SWISS KRONO
Imponujący meczet sułtana Hazreta jest jednym z najpiękniejszych meczetów Kazachstanu i słynną atrakcją stolicy Nur-Sułtan. (foto: Pixabay)
Czy można połączyć pasję z pracą? Oczywiście! Doskonałym przykładem ludzi, którzy spełniają się zawodowo, a przy tym kultywują swoje zainteresowania są handlowcy na rynki zagraniczne pracujący w firmie SWISS KRONO. Poznajcie Norberta Lange, Małgorzatę Dumin-Zawadzką oraz Ludmiłę Schodnik, którzy opowiadają o tym, jak zawodowe obowiązki pozwalają im spełniać się nie tylko w roli pracowników, ale również… odkrywców świata!

Dalekie, liczone w tysiącach kilometrów podróże, służbowe spotkania i biznesowe negocjacje przyprawiłyby o zawrót głowy niejednego z Was, drodzy Czytelnicy. Dla nich jednak są to zawodowe obowiązki, z których czerpią nie tylko satysfakcję, ale i radość. Handlowcy na rynki zagraniczne pracujący w firmie SWISS KRONO mówią zgodnie: praca, którą wykonują, jest ich ogromną pasją.

Przełamywanie barier kulturowych
Do standardowych obowiązków przedstawiciela handlowego ds. sprzedaży na rynki zagraniczne należy przygotowanie ofert, prowadzenie negocjacji sprzedażowych, podtrzymywanie biznesowych relacji z klientami oraz kształtowanie rozwoju sprzedaży na rynkach eksportowych i pozyskiwanie nowych odbiorców. Do tego „zawodowego pakietu” dołączyć należy również delegacje do krajów, do których firma eksportuje swoje wyroby, a eksportuje je aż do 75 państw ze wszystkich kontynentów.

Norbert Lange obsługuje w SWISS KRONO klientów z Tajwanu, Wietnamu, Emiratów Arabskich, Chin oraz Kuwejtu. Jak sam mówi, praca, którą wykonuje, pozwala mu nie tylko poznać, ale i zrozumieć kulturę Azji i Bliskiego Wschodu.

Widzę jak obyczaje wielu kultur potrafią się przenikać, a innych kultur bardzo różnić. Wyjątkowe jest to, że mam możliwość zrozumienia tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się dla nas dziwne i niewytłumaczalne – mówi pan Norbert i dodaje:

Niewątpliwie elementarna znajomość obyczajów w danym kraju czy regionie pomaga na pierwszym etapie współpracy przełamać podstawowe bariery wynikające z różnic kulturowych. Pozwala zrozumieć też styl i zasady w jakim prowadzone są rozmowy. Zawsze mile odbierana jest znajomość kilku podstawowych zwrotów w języku ojczystym partnera biznesowego. Zasadnicza komunikacja w języku angielskim jest jednak zawsze wiodącą i wystarczającą na wszystkich rynkach.

Są zawsze w sercu biznesowych wydarzeń
Na początku zaznaczmy, że z powodu pandemii o delegacjach mowy być nie może, ale w czasach przed pandemicznych wyjazdy służbowe były „chlebem codziennym” dla Małgorzaty Dumin-Zawadzkiej, przedstawicielki handlowej na rynki zagraniczne pracującej w firmie SWISS KRONO.

Pani Małgorzata sprawuje pieczę nad klientami z Kazachstanu, Azerbejdżanu, Armenii, Kirgistanu, Uzbekistanu, Gruzji, Mołdawii oraz – od zeszłego roku – Mongolii.

Wcześniej zdecydowanie łatwiej było pozyskać nowych klientów, bo jako handlowcy byliśmy fizycznie obecni np. na wystawach targowych – mówi pani Małgorzata i dodaje:

Kluczową branżową imprezą są dla nas targi DOMOTEX organizowane w Hanowerze. DOMOTEX HANNOVER to jedno z największych na świecie wydarzeń koncentrujących się na obszarach kluczowych dla branży podłogowej: produkcji przemysłowej, nowoczesnych technologiach i innowacyjnych rozwiązaniach. Na niemieckie targi zjeżdża się niemal cały biznesowy świat, zarówno anglojęzyczny, jak i rosyjskojęzyczny. Jest to impreza z tradycjami i na tyle znana, że rzeczywiście wielu klientów odwiedza ją w poszukiwaniu nowych dostawców czy nowych trendów. Drugą, szczególnie dla mnie ważną imprezą branżową, są targi organizowane w Moskwie, odbywające się na przełomie marca i kwietnia. Impreza ta przyciąga przede wszystkim firmy z bloku rosyjskojęzycznego – dodaje pani Małgorzata i kontynuuje:

Niestety od ubiegłego roku nie jeżdżę – ostatnia moja podróż służbowa odbyła się z końcem lutego ubiegłego roku. Po powrocie nastała pandemia, a co za tym idzie, zmieniły się zasady pracy, którą obecnie wykonuję stacjonarnie. A muszę przyznać, że praca, w którą wpisywały się delegacje, była moją wielką pasją, przede wszystkim dlatego, że uwielbiam i cenię sobie kontakt z ludźmi. Bardzo lubię poznawać nowe kultury i mentalność mieszkańców. Gdy zaczynałam swoją przygodę w firmie SWISS KRONO, starałam się przed każdym wyjazdem służbowym poznać historię i obyczaje miejsca, do którego się wybierałam. Dlatego też dużo czytałam, szukałam dodatkowych informacji o danym mieście czy kraju. Oczywiście, to nie służyło temu, by imponować klientowi jakąś podręcznikową wiedzą – po prostu zawsze jest mile widziane, gdy odwiedzający nowe miejsce gość pyta o rzeczy bliskie sercu rdzennego mieszkańca.

Biznes liczony kilometrami
Z pewnością pasja rekompensuje pani Małgorzacie niedogodności związane z długimi i nierzadko męczącymi podróżami.

Moje służbowe podróże liczone są w tysiącach kilometrów. Przeloty bywają trudne, bo z przesiadkami – najczęściej lecę do Moskwy, potem mam przesiadkę i poranny dolot o godzinie 3-4 lokalnego czasu, a następnie cały czas pozostaję w reżimie gotowości, bo odbywają się rozmaite spotkania, szkolenia, rozmowy handlowe. Taki styl życia nigdy mi jednak nie przeszkadzał, a wręcz dodawał hartu, siły, pozytywnej energii. Z każdej delegacji wracałam zawsze z uśmiechem i głową pełną pomysłów – mówi pani Małgorzata i kontynuuje:

Szczególnie głęboko zapadły mi w pamięć wyjazdy do Kazachstanu, który nie dość, że jest położony bardzo daleko od naszego kraju, to i odległości w jego obrębie są imponujące. To olbrzymie, rozległe państwo! Często przylatywałam do stolicy Kazachstanu, Astany (teraz: Nur-Sułtan), gdzie odbywałam spotkanie bądź szkolenie i przelatywałam do następnych kazachskich miast na kolejne spotkania branżowe czy szkolenia. Proszę sobie wyobrazić taki schemat – nocny przylot do Astany o godz. 3, następnie godzinna jazda do hotelu i niespełna dwie godziny snu. Potem pobudka, zimny prysznic i już w pełnej gotowości stawiałam się na spotkanie służbowe. Następnie szybki obiad i przygotowanie do kolejnego przelotu. W taki sposób odwiedziłam 4 kazachskie miasta i zrobiłam to w ciągu 5 dni. To mój rekord – wspomina z uśmiechem pani Małgorzata i dodaje:

To nie wszystko! Podróżowałam również pociągiem z Pawłodaru położonego w północno-wschodniej części Kazachstanu do Ałmaty, największego miasta położonego w południowo-wschodniej części kraju. Pokonywałam również stepy – jechałam samochodem z Uralska w zachodnim Kazachstanie do Aktobe. Przemierzyłam w ten sposób 700 km i co najbardziej niezwykłe, na przestrzeni tak wielu kilometrów był tylko jeden dom – opowiada pani Małgorzata.

Czekając na lepsze czasy i... kolejne służbowe delegacje
Zawsze swoje podróże starałam się zamknąć w 5-dniowym cyklu, ponieważ jestem żoną i mamą, która przecież tęskni za rodziną i chce z nią spędzić weekend – podkreśla pani Małgorzata i kontynuuje:

Aktualnie bardzo mi brakuje służbowych eskapad i bezpośredniego kontaktu z klientami. Indywidualne spotkania są niezwykle ważne w pracy handlowca, ale również są wartościowe dla klientów – w moim wypadku – rosyjskojęzycznych, którzy uwielbiają i bardzo cenią sobie rozmowy, spotkania, osobiste kontakty – mówi pani Małgorzata i kontynuuje:

Dla moich klientów biznes, to nie tylko biznes sam w sobie, ale przede wszystkim trwałe, długoterminowe relacje. Jako handlowiec takie relacje staram się tworzyć i podtrzymywać. Zresztą, dla mnie nie jest to trudne, bo po prostu kocham kraje rosyjskojęzyczne, uwielbiam ich kulturę, niezwykłą gościnność i podejście do człowieka. To, co bardzo mnie ujęło, to ogromny szacunek, jaki okazują mieszkańcy krajów rosyjskojęzycznych osobom starszym. Jest to piękna wartość, która niestety zanika w zachodniej kulturze.

Piękno i dostojeństwo Rosji
Mówi się, że Rosja to kraj wielkich kontrastów, bogatej kultury, gościnnych mieszkańców i surowej – choć zapierającej dech w piersiach – przyrody.

Ponad 20 lat obsługuję rynek rosyjski, który jest naprawdę ogromny – mówi Ludmiła Schodnik, przedstawiciel handlowy na rynki zagraniczne w firmie SWISS KRONO i dodaje:

Dbam o relacje ze stałymi klientami, nawiązuję kontakty z nowymi kontrahentami, przygotowuję oferty sprzedaży, słowem – jestem pośrednikiem między firmą a kupującymi. Jeżdżę po całej Rosji, od Kaliningradu do Krasnojarska czy Nowosybirska. Na początku, w pierwszych 5-6 latach swojej pracy, jeździłam przede wszystkim do krajów byłego Związku Radzieckiego i przyznaję, że miałam okazję być we wszystkich państwach obszaru postradzieckiego.

Jak podkreśla pani Ludmiła, kiedyś było nieco więcej czasu, by poza pracą handlowca, zasmakować również w pięknie i historii odwiedzanych miejsc.

To się zmieniło. Od ok. sześciu lat nasze delegacje trwają po dwa, trzy dni, a więc o zwiedzaniu czy po prostu bliższym zapoznaniu się z miastem czy krajem nie ma mowy. Zdarzały się jednak momenty, kiedy klientowi bardzo zależało, by pokazać swoją miejscowość i wtedy, choć służbowy grafik był naprawdę napięty, udawało mi się poznać nowy zakątek świata – uśmiecha się pani Ludmiła i dodaje:

Z perspektywy lat chciałabym wrócić do Taszkientu, czyli stolicy i największego miasta Uzbekistanu. Bardzo podobało mi się to miejsce i jego niezwykle barwna, bogata historia. Uwielbiam też Kaliningrad, gdzie ludzie są bardziej proeuropejscy i nie tak snobistyczni, jak w dostojnej Moskwie, którą notabene najczęściej odwiedzam. Z rozrzewnieniem wspominam również Gruzję – o tak! Gruzini to najbardziej gościnny naród, który spotkałam w swoim życiu, a świadczyły o tym nie tylko ich pełne ciepła i serdeczności słowa, ale przede wszystkim czyny – wspomina pani Ludmiła i kontynuuje:

Byłam w Gruzji cztery razy. Za każdym razem ja oraz inni handlowcy z firmy przyjmowani byliśmy przez gruzińskich klientów tak, jakbyśmy byli dla nich najważniejszymi gośćmi. Byliśmy otaczani szacunkiem, serdecznością i obdarowywani niesamowitymi pokładami gościnności – uśmiecha się pani Ludmiła i dodaje:

We wszystkich krajach, które miałam okazję odwiedzić, byli uprzejmi i życzliwi ludzie, ale takiej gościnności i sympatii, jakich doświadczyłam w Gruzji, nie spotkałam w innym kraju. Proszę sobie wyobrazić, że kiedyś, po targach odbywających się w Tbilisi, klient zaprosił mnie i trzech innych Polaków na swoją daczę w Kachetii we wschodniej Gruzji, czyli domek na wsi. Myśleliśmy, że będzie to kordialne spotkanie i owszem, takie było, ale przy suto zastawionym lokalnymi potrawami stole, z wielkim tortem i sąsiadami, którzy przyszli z całej wsi, by móc się z nami przywitać. Ta kolacja wyglądała niczym wesele, ale po prostu tacy są Gruzini – niezwykle gościnni, szczodrzy – wspomina pani Ludmiła.

Praca wre, choć wygląda „nieco” inaczej...
Pandemia koronawirusa sprawiła, że służbowe walizki i dalekie wojaże trzeba było zawiesić, a działania zespołów handlowców pracujących w SWISS KRONO przenieść w przestrzeń wirtualną.
Nie da się ukryć, że kontakt jest inny, kiedy patrzy się drugiemu człowiekowi w oczy, kiedy rozmawia się z nim twarzą w twarz. Znacznie łatwiej można wtedy wyczuć klienta, jego potrzeby, szybciej można się porozumieć, ale cóż! Mamy taki czas, jaki mamy. Kontynuuję moją pracę, która ostatnio wygląda nieco inaczej, bo pozbawiona jest służbowych wyjazdów, ale przecież jej zasady się nie zmieniły. Podtrzymuję kontakty z rosyjskimi klientami poprzez rozmaite formy łączności wirtualnej, przy czym należy podkreślić, że są to relacje budowane przez lata i z pewnością bieżąca sytuacja ich nie zmieni – zaznacza pani Ludmiła.

Z pamiętnika podróżnika

Rowerem przez świat

Tu podaj tekst alternatywny

Michał przemierza kontynenty na rowerze. Aktualnie przebywa w Ameryce Południowej, gdzie zmierza do Rio de Janeiro.

fot. archiwum prywatne Michała Kurowickiego

Dalekie eskapady wpisują się w profil zawodowy handlowców ds. sprzedaży na rynki zagraniczne. Wśród nas są jednak i tacy ludzie, którzy z samego podróżowania uczynili sens życia –z dnia na dzień zdecydowali się na porzucenie dotychczasowego, uporządkowanego trybu i rozpoczęcie podróży trwającej latami, a bywa, że i całe życie. Taki „wędrowniczy” styl wiedze były dziennikarz „Gazety Lubuskiej” Michał Kurowicki, który aktualnie przebywa w Brazylii. Kilka miesięcy temu Michał miał wrócić do Europy, ale... pandemia koronawirusa pokrzyżowała jego dalsze podróżnicze plany. Teraz, ucinając sobie przerwę w rowerowej eskapadzie do Rio de Janeiro, dzieli się z Wami refleksją na temat dalekich wypraw:

Tu podaj tekst alternatywny

Jak widać, podróże to nie tylko możliwość międzyludzkich spotkań...

fot. archiwum prywatne Michała Kurowickiego

Chyba nie będę oryginalny, jeśli powiem, że największą wartością, którą niesie ze sobą podróżowanie, to otwartość na drugiego człowieka – zaczyna swoją opowieść Michał i kontynuuje:
Podczas wypraw, szczególnie tych rowerowych, wszystko dzieje się bardzo wolno. Świat powoli przesuwa się przed naszymi oczami. I teraz wyobraźmy sobie, że to wszystko dzieje się na innym kontynencie. Na przykład w Ameryce Południowej. W Brazylii, tropikalnym kraju, gdzie lato trwa cały rok, a my jesteśmy tam na wyprawie w styczniu, gdy w Polsce trzyma mróz i sypie śnieg. W takich warunkach, każdego dnia musimy się odnaleźć, czyli zapytać o drogę, coś zjeść, poszukać miejsca do spania. Wreszcie porozmawiać z miejscowymi i dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Każda taka czynność naturalnie powoduje, że stopniowo otwieramy się na drugiego człowieka. Często nie znamy miejscowego języka, co czyni nasze zadanie trudniejszym, ale zarazem ciekawszym. Często jesteśmy nielicznymi białymi, którzy odwiedzają daną miejscowość. Wzbudzamy zainteresowanie, wręcz sensację. W końcu, szukając turystycznych atrakcji, sami się taką atrakcją stajemy. To kolejne, bardzo ciekawe doświadczenie. Wreszcie miejscowi cały czas pytają nas skąd jesteśmy, dokąd jedziemy i dlaczego? Po kilkuset takich pytaniach, od coraz to nowych osób, grzeczna odpowiedź jest coraz trudniejsza – śmieje się Michał i dodaje:
Może się też zdarzyć tak, że tubylcy zaproszą nas do domu na nocleg. Wtedy częstują nas jedzeniem, otacza nas cała rodzina, a szczególnie mnóstwo dzieci, które są nas bardzo ciekawe. Właśnie takie doświadczenia z podróży powodują, że wracamy odmienieni. Stajemy się bardziej otwarci na inne kultury, religie. Po prostu na innych ludzi. I to jest największą wartością podróżowania!

Tu podaj tekst alternatywny

Podróżować to znaczy żyć - pasją Michała Kurowickiego są dalekie wyprawy

fot. archiwum prywatne Michała Kurowickiego

Dodaj ogłoszenie