Syrenka Bosto i Bill Clinton

STEFAN CIEŚLA, (zeb) (95)722 57 72 sciesla@gazetalubuska.pl
Zdzisław K., to jeden z najbogatszych Polaków, właściciel ogólnopolskiej sieci sklepów RTV i AGD, sponsor żużla w Gorzowie. Od piątku ciąży na nim zarzut przywłaszczenia majątku.

O 1.00 w nocy z czwartku na piątek z centrum logistycznego Marsa na gorzowskim Zawarciu wyjeżdżały dwie ciężarówki zapakowane sprzętem RTV i AGD. Wyjazd zablokowali jego wierzyciele. Powiadomili prokuraturę, ta policję, która natychmiast przyjechała na miejsce. Nie było żadnej zadymy, ochrona nie stawiała oporu. Przez cały czwartek Zdzisław K. był przesłuchiwany. Prokuratura postawiła mu zarzut przywłaszczenia majątku (czytaj w ramce).
Biznesmen się nie przyznał. Jak doszło do jego wielkiej kariery i dzisiejszych kłopotów?

Syrenka Bosto i Bill Clinton

Gdy był już wielkim bossem Marsa Zdzisław K., powtarzał, że jest wdzięczny za wyrzucenie go z państwowej posady w handlu, bo inaczej nigdy by swojego imperium nie zbudował.
Na bruku znalazł się w 1990 r. Wydzierżawił z żoną mały kiosk warzywny na Piaskach. Musiał wstawać o świcie, aby zdążyć syrenką bosto na giełdę warzywną. Sam targał 50-kilowe worki z kartoflami, stał za ladą, sprzątał sklep. Mieszkał niedaleko, przy ul. Puszkina, w typowym na tamte czasy jednorodzinnym domku z płaskim dachem.
Wkrótce rozbudował warzywniak i zaczął handlować w nim meblami. To był początek przedsiębiorstwa handlowo-usługowego Mars. Przejął sklep przy ul. Kosynierów Gdyńskich, w którym handlował telewizorami. Otworzył Neptuna na gorzowskim Zawarciu, Interior na Staszica i pierwszy wielki magazyn przy ul. Podmiejskiej. Przez długie lata gabinet miał w mało reprezentacyjnym baraku przy Mieszka I. Żył firmą, sam o wszystkim decydował i śnił o potędze. Pod koniec lat 90. wymyślił, że aby uszczknąć coś z konkurencyjnego rynku, musi wyjść poza miejskie opłotki. Sklepy Mars RTV i AGD zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu. Najpierw w zachodniej, potem w północnej Polsce. Pierwszą setkę przekroczył w 2002 r., rok później miał ich 250. W 2000 r. postawił flagowy okręt Marsa - największy w Lubuskiem dom handlowy Panorama (20 tys. mkw.).
Na trzecim piętrze ulokował biura i swój wielki gabinet ze skórzanymi fotelami. Na ścianie powiesił portret z prezydentem USA Billem Clintonem, któremu ściska dłoń. Zawsze zastrzega uczciwie, że to fotomontaż. Dziś ma wielką willę na Chwalęcicach i pancerne mercedesy z kierowcami. - Moja ochrona uczestniczy w ćwiczeniach z najlepszymi fachowcami w kraju, choćby z żołnierzami Gromu. Stać nas na to, żeby była do naszej dyspozycji, bo strzeżonego pan Bóg strzeże - mówił nam szef Marsa dwa miesiące temu.

Miał zbawić żużel

Chwalił się wakacjami w Tajlandii czy na Florydzie i córką studiującą w USA. Nosił drogie garnitury i zegarki, modelowaną fryzurę. Przyjęcia z okazji dnia handlowca organizował w eleganckim hotelu Gracja. Irena i Zdzisław K. byli na ustach Gorzowa. Czasem były to plotki, jak ta, że sprzedali wszystko i wyjechali z kraju. Jedni ich podziwiali, inni wytykali mało salonowe maniery, zazdrościli i szeptali, że majątku nie mógł się dorobić uczciwie. Nie wierzyli w mit drogi od pucybuta do milionera, który K. sam upowszechniał.
Choć nie odżegnywał się od działalności charytatywnej i wspierał różne akcje, długo opierał się namowom, aby wejść do sponsorowania sportu. W końcu uległ. Został tytularnym sponsorem gorzowskiej drużyny żużlowej, z miejsca pospłacał długi klubu i zaległości wobec zawodników. - Będą wyniki, to znajdą się pieniądze na prezenty dla żon i zabawki na dzieci - mawiał, poklepując żużlowców po plecach. Kiedy kapitan drużyny wwoził go na swoim motorze na stadion, 10-tysięczny tłum bił brawo, a K. krzyczał do zawodników przez mikrofon: - No to do roboty! Zapieprzajcie zajebiście!
Dziś ludzie z branży mówią, że żużel go dobił. Gdy w wyniku coraz ostrzejszej konkurencji w Marsie rosły straty, wydał na drużynę prawie 1 mln zł, ale Mars RTV do ekstraligi nie wszedł.

Zapłacił 100 tys. kaucji

Zdzisław K. ma 350 sklepów w całym kraju. Jeszcze w zeszłym roku snuł plany otworzenia kolejnych - aż do 500. Kilka tygodni temu mówił nam jednak, że chce wejść na giełdę, dlatego ogranicza ekspansję i redukuje załogę. Jak grom z jasnego nieba gruchnęła w końcu wieść, że K. zgłosił wniosek o upadłość Marsa. Choć jest na kolanach, zaproponował wierzycielom szaleńczo, aby podarowali mu połowę ze 130 mln zł długów, a resztę spłaci w ratach. Jeśli się nie zgodzą, Mars upadnie i 1,5 tys. pracowników pójdzie na bruk.
Jeszcze w piątek policjanci liczyli towar w centrum na Zawarciu. Według wstępnych szacunków wartość zabezpieczonego towaru sięga 9 mln zł. Zdzisław K. wpłacił 100 tys. poręczenia majątkowego, dostał zakaz opuszczania kraju.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.