Szpital Tymczasowy w Zielonej Górze ma rok. Sytuacja jest coraz trudniejsza

Agnieszka Linka
Agnieszka Linka
Szpital Tymczasowy w Zielonej Górze otwarto 7 grudnia 2020 r. Przez ten czas leczono w nim ponad 2100 pacjentów, w tym około 100 dzieci. 420 osób zmarło
Szpital Tymczasowy w Zielonej Górze otwarto 7 grudnia 2020 r. Przez ten czas leczono w nim ponad 2100 pacjentów, w tym około 100 dzieci. 420 osób zmarło Agnieszka Linka
Udostępnij:
Dokładnie rok temu, w budynku, który miał służyć jako Centrum Zdrowia Matki i Dziecka, otwarto w Zielonej Górze Szpital Tymczasowy. Szpital z powodu pandemii nadal funkcjonuje, ale personel medyczny jest na skraju wyczerpania.

Szpital Tymczasowy otwarto 7 grudnia 2020 r. decyzją wojewody lubuskiego w porozumieniu z zarządem szpitala i samorządem województwa. Przez ten czas leczono w nim ponad 2100 pacjentów, w tym około 100 dzieci. 420 osób zmarło.

- Został wyposażony w większości ze środków pochodzących z dotacji od wojewody lubuskiego i częściowo jest z nich utrzymywany - mówi Sylwia Malcher – Nowak, rzecznik prasowy Szpitala Uniwersyteckiego - Koszty funkcjonowania szpitala są ogromne z racji przedłużającej się pandemii i kolejnej fali, która przyniosła drastyczny wzrost zachorowań.

Personel na granicy wytrzymałości

- Jesteśmy tu tylko dlatego, że musimy leczyć chorych, którzy potrzebują naszej pomocy - mówił dr Bartosz Kudliński, kierownik Szpitala Tymczasowego w Zielonej Górze - Brakuje personelu medycznego. Jest duże obciążenie pracą.

W ocenie kierownika Kudlińskiego obecny personel nie da rady pracować, gdy nadejdzie kolejna fala pandemii.
W chwili obecnej w szpitalu pracuje 5 lekarzy anestezjologów - podczas trzeciej fali pracowało 14. Anestezjologów w trakcie specjalizacji jest 6, lekarzy specjalistów jest 2, a lekarzy w trakcie innych specjalizacji 16.
Wolontariuszy praktycznie nie ma, pozostały tylko pojedyncze osoby. Wcześniej pomagali jako wolontariusze medyczni studenci z Collegium Medicum w Zielonej Górze. Teraz z racji zajęć nie przychodzą do szpitala. Kierownik Szpitala Tymczasowego w Zielonej Górze mówi ostro, że społeczeństwo jest całkowicie obojętne na to, co się dzieje w placówce.

Brak szczepień zabija

Dr Kudliński powiedział, że większość pacjentów z koronawirusem przebywających w zielonogórskim szpitalu to osoby niezaszczepione, co bardzo często jest przyczyną ciężkich stanów prowadzących w konsekwencji do śmierci. Jego zdaniem, aby powstrzymać kolejne fale pandemii i wysoką umieralność należy wprowadzić przymusowe szczepienia. Wtedy można byłoby zamknąć Szpital Tymczasowy, a w jego miejsce, zgodnie z przeznaczeniem otworzyć Centrum Zdrowia Matki i Dziecka.

Zielonogórscy pacjenci covidowi to w przeważającej większości osoby cierpiące na wiele innych chorób towarzyszących. Zdaniem dr Bartosza Kudlińskiego do ich ciężkiego stanu przyczyniła się ignorancja i lekceważenie wirusa. Teraz ci pacjenci są bezradni, przerażeni i wielu z nich umiera.

Obecnie w Szpitalu Tymczasowym w Zielonej Górze przebywa 146 pacjentów, w tym 12 dzieci. Są wśród nich pacjenci, którzy nie zdążyli się zaszczepić trzecią dawką szczepionki, a ich odporność wygasła, są osoby w wieku średnim i młode. Zwraca uwagę duża liczba dzieci wymagających hospitalizacji. Od listopada przypływ chorych był wręcz lawinowy. Tylko w listopadzie na oddział covidowy trafiło 430 osób. Respiratorów wymagało 72 pacjentów. Zmarły aż 64 osoby.

Dr Bartosz Kudliński przyznaje, że osoby zaszczepione przechodzą koronawirusa znacznie łagodniej. Obala też mity, że jedna dawka szczepionki wystarczy, żeby być bezpiecznym.

- Nieprawdą jest, że jednorazowe szczepienie chroni - mówi dr Bartosz Kudliński.

W jego przekonaniu potrzebne są kolejne dawki szczepionki przeciw koronawirusowi, ponieważ wirus nieustannie mutuje, a odporności nie zyskuje się na stałe. Bez masowych szczepień pandemia nie wygaśnie. Po czwartej fali przyjdzie piąta, a potem kolejne i musimy nauczyć się z tym żyć.
Dr Kudliński przestrzega przed szczepionką Johnsona. Odporność po niej nabyta jest krótkotrwała. Po trzech miesiącach poziom przeciwciał we krwi jest bardzo niska.

Nie ma terapii na COVID-19

Dr Kudliński mówi, że chorych na covid się nie leczy, ponieważ nie istnieje żadne przyczynowe leczenie. Próbuje się opanować ostrą reakcję zapalną organizmu i utrzymać wydolność oddechową pacjentów do momentu, w którym ich organizm będzie w stanie zwalczyć infekcję wirusową. Żaden respirator ani ECMO nie leczą. Jeśli nie będziemy się szczepić, losem na loterii będzie czekanie na moment, w którym nasz organizm wyprodukuje odpowiednią ilość przeciwciał, by samemu się uodpornić, podkreślił kierownik Szpitala Tymczasowego w Zielonej Górze.

ZOBACZ TEŻ: Zielona Góra. Podpisanie umowy na przegii i Intensywnej Terapii oraz Klinicznego Oddziału Okulistyki Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. 20.10.2021

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
A PISoBOLSZEWICKIE sługusy Putina zaskoczone.

Zamiast zająć się ratowaniem suwerena kupują kolejne kościelne działki.
R
Radykalny
Kierownik szpitala tymczasowego ma całkowitą rację,że społeczeństwo zachowuje się irracjonalnie jeśli chodzi o zachowanie się podczas pandemii.

Wystarczy wejść w ZG do byle supermarketu, autobusu czy jakiejś publicznej placówki aby zobaczyć tabuny bezmaskowców lub ignorantów udających noszenie maseczki z nochalami na wierzchu.

Może już starczy pouczeń. Trzeba zabrać się zdecydowanie i to szczególnie za tych którzy próbują się wdawać w jakiekolwiek kretyńskie dyskusje w temacie nienoszenia masek.
Dodaj ogłoszenie