Ta wyprawa imponuje! Gorzowianin Mariusz Pastuszka jedzie rowerem do Stambułu

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski
Z Gorzowa do Stambułu gorzowianin Mariusz Pastuszka chce dojechać w dwa i pół tygodnia.
Z Gorzowa do Stambułu gorzowianin Mariusz Pastuszka chce dojechać w dwa i pół tygodnia. Archiwum prywatne Mariusza Pastuszki
Gorzowianin Mariusz Pastuszka może zawstydzić nawet zawodowych kolarzy. Właśnie jest w drodze do Stambułu. Dystans 2700 km chce pokonać na rowerze w kilkanaście dni! Co słychać na trasie do bram Azji?

- Może uda się dziś wjechać do Węgier. To by było coś! Piąty dzień w trasie, a ja ze Świnką na terenie już czwartego państwa - donosił w środowe popołudnie Mariusz Pastuszka. To 34-letni gorzowianin, który teraz jest w trakcie rowerowej wyprawy do azjatyckiej części Stambułu.

Do największego i najludniejszego miasta Turcji Mariusz jedzie na rowerze. I to jakim! Jego rower to prawdziwy - i praktycznie niezawodny - towarzysz podróży. Ma swoją nazwę - Checker Pig, czyli Sprawdzona Świnka.

Świnka jest praktycznie niezawodna, bo gdy w lipcu zeszłego roku niosła Mariusza z Gorzowa na Gibraltar, to pierwszą „guma” zdarzyła się dopiero w Portugalii, po pokonaniu 4 tys. km. A trasa liczyła w obie strony ponad 8 tys. km!

Teraz wyprawa jest krótsza. Ale i tak gorzowianin ma do pokonania około 2,7 tys. km. Plany zakładają, że pokona je w 17 dni. A to wyczyn, którego nie powstydziliby się wyczynowi kolarze. W tegorocznej 108. edycji Tour de France przez 23 dni (z dwoma dniami przerwy) przejechali oni 3414 km.

Przez kilka pierwszych dni wyprawy gorzowianin miał nawet ciężej od uczestników Wielkiej Pętli. Powód?
- Pada, gdy tego się nie spodziewam i nie zapowiadają tego prognozy. A deszcz dla rowerzysty to największy kłopot - relacjonował 22 września. Deszcz czasami jest tak intensywny, że trzeba go przeczekać. Tak było właśnie w środę, gdy Mariusz zbliżał się do granicy słowacko- węgierskiej. Gdy rozmawialiśmy z nim tego dnia po południu, rzęsiste opady zatrzymały go w słowackiej miejscowości Rusovce. Jest ona na brzegu Dunaju. Kilka kilometrów przed granicą z Węgrami.
W okolicy weekendu pogoda się poprawiła, a Mariusz dojechał już do Serbii.

Janusz trzyma kciuki

Swoją wyprawę 34-latek zaczął w sobotę 18 września. Miejsce startu? Bulwar nadwarciański.
- Janusz, pilnuj proszę, aby wyprawa do Turcji była bezpieczna i aby mi ani „Śwince” nic złego się nie stało - napisał Mariusz w swojej facebookowej relacji z wyprawy. Na swój profil wrzucił przy okazji zdjęcie przy Januszu Gorzowskim. To rzeźba, która wygląda jak... żywy, opalający się, mężczyzna.
Już pierwszego dnia gorzowianin pokonał ponad 150 km. Pierwszy nocleg miał w Cigacicach.

- Po pierwszym dniu drogi rower do mycia. W szczególności napęd, który strzela od piachu. Świnka szybciej bierze kąpiel niż ja - śmiał się Mariusz w swojej relacji.

W niedzielę gorzowianin nie zapomniał o... pracy. Mariusz na co dzień jest magazynierem w gorzowskim centrum dystrybucyjnym Biedronki. W drugim dniu wyprawy odwiedził więc podobne centrum w Lubinie.

W ostatni poniedziałek, a więc w trzecim dniu wyprawy, 34-latek był w Kłodzku. Tu... okazało się, że wyznaczona przez Google Maps trasa wiedzie przez... schody.

„Google Maps wierzy w Twoje możliwości i umiejętności” - komentowali zdjęcie schodów znajomi Mariusza.
Niewiele później 34-latek był już w Czechach. W środę gorzowianin dojechał do stolicy Słowacji.

- Bratysława zaliczona. Szybki kebab, trochę daktyli oraz suplementy. I ogień w kierunku Budapesztu - informował w środę.

Świnka jest tylko jedna

Mariusz Pastuszka w ciągu roku na rowerze przejeżdża tysiące kilometrów. Świnkę sprezentował mu jego bardzo dobry kolega.
- Od kiedy jeżdżę na tym rowerze, nie widziałem drugiego takiego samego. Jeszcze w 2017 r. Świnka była czarna. Dziś jest biała, czym wyróżnia się na tle innych jednośladów - mówi Mariusz. Doskonale widać to np. w pociągu, gdy trzeba ją przewieźć w inne miejsce. Większość rowerów jest w ciemnych kolorach. Jednoślad Mariusza od razu rzuca się w oczy.

- W podróż zabieram ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy: ciuchy termiczne, płachtę chroniącą przed deszczem czy niezbędne części do roweru - opowiadał nam w ubiegłoroczne wakacje tuż przed wyjazdem na Gibraltar. To była jego pierwsza duża wyprawa w czasie pandemii. Wtedy musiał robić test na koronawirusa. Teraz sytuacja jest podobna, jak choćby przed wjazdem do Czech.

Długa trasa? Bułka z masłem

Rower to obok jazdy na motocyklu, jedna z pasji gorzowianina. W 2019 r. objechał Polskę dookoła. Zrobił 3,3 tys. km. W tym roku zdążył już być na Monte Casino oraz na polach bitwy pod Grunwaldem.

Długie trasy - jak ubiegłoroczna w rejony styku Europy z Afryką czy tegoroczna już na teren Azji - nie stanowią dla niego problemu.
- Robiłem już trasy powyżej 300 km w ciągu dnia, a podczas tej wyprawy trzeba pokonywać około 250 km dziennie. Przy odpowiednim tempie jestem w stanie tyle przejechać - mówił nam Mariusz kilkanaście miesięcy temu. Rok temu w podróż na Gibraltar oraz teraz do Stambułu wybrał się sam.

- Przez pół życia pracowałem jako kierowca międzynarodowy. Taka podróż to dla mnie nic nowego. Jestem jak samotny wilk. Nie lubię nikogo gonić, na nikogo czekać - mówi gorzowianin. Na początku zeszłego maja w ciągu niespełna 20 godzin przejechał jednak 513 km. - Dałbym radę jechać szybciej, ale nie spieszyłem się i podziwiałem uroki Polski. - śmieje się Mariusz.
W zeszłym roku gorzowianin trasę na Gibraltar i z powrotem pokonał na dwóch kółkach. Teraz, ze Stambułu, zamierza wrócić „czym się da, byle nie rowerem”.

- Z jednej strony nie lubię wracać tą samą trasą, którą wcześniej jechałem, a z drugiej strony nie dostałbym aż tyle wolnego w pracy - śmieje się Mariusz. W Gorzowie powinien być z powrotem w pierwszej dekadzie października.

„Jest niesamowity!”

Znajomi Mariusza są dla niego pełni podziwu.
- Jest niesamowity! Ja nie wsiadam na rower, by pojechać do sklepu i odpalam auto, by przejechać 1,5 kilometra - przyznaje jedna z koleżanek.
- Brawo, mistrzu! - dopinguje kolejny znajomy.
- Mariusz, aleś ty mi teraz zaimponował - dodaje ktoś następny.
Za dotarcie do celu trzymamy kciuki także w naszej redakcji.
- Słońca i szerokiej drogi - wysłaliśmy życzenia 34-latkowi.

WIDEO: Lubuszanin odrestaurował wojskowy rower Truppenfahrrad z 1940 roku!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie