Tajemnicze i niezwykłe miejsca w naszych lasach: Te drzewa pamiętają Kopernika

Renata Ochwat 95 722 57 72 [email protected]
Potężny dąb Mohort ma "tylko 270 lat” i został nazwany tak po pierwszym polskim leśniczym Janie Pieńkowskim - Mohorcie. Mirosław Czarnecki nie miał szans go objąć. fot. Kazimierz Ligocki
Majestatyczne dęby i buki przeplatają się z sosnowymi zagajnikami. Legendy na tym szlaku umieszczają też Szalonego Myśliwego i hordę bezgłowych rabusiów. A jak jeszcze mamy siłę, to możemy się wybrać do barlineckich młynów.

Puchacz

Puchacz

Drugi po dębie symbol nadleśnictwa Barlinek. Wielka polska sowa z rodziny puszczykowatych. Można go spotkać na Dębowym Szlaku oraz w innych miejscach nadleśnictwa. Warunek, do lasu trzeba pójść tuż przed zmrokiem. I kiedy się już usłyszy majestatyczne "pu-hu" wiadomo, że jest gdzieś blisko. W Polsce jest ich zaledwie około 270 par lęgowych. Poza Zachodniopomorskiem można go spotkać też w Wielkopolsce, Puszczy Białowieskiej, w Lubelskiem.
Największa polska sowama około 78 cm długości, rozpiętość skrzydeł sięga nawet do 180 cm, waga od dwóch do czterech kilogramów. Samice są większe od samców. Sylwetki mają masywne z dużą okrągłą głową, szerokimi zaokrąglonymi skrzydłami i krótkim ogonem. Na głowie charakterystyczne "uszy" z piór na 8 cm długich.

- Wielką wartością nadleśnictwa są stare dęby. Rosną w grupach lub pojedynczo na całym terenie - mówi nadleśniczy Janusz Sikorski z Barlinka. Tłumaczy, że niektóre z tych drzew mają nawet ponad 470 lat. Udowodniły to specjalistyczne badania poznańskich dendrologów. - Kiedy się pomyśli, że takie drzewo skiełkowało w 1540 r. a w 1534 r. umiera Kopernik, a podczas I wojny drzewo miało już 374 lat i 75 cm obwodu , to robi jednak wrażenie - mówi nadleśniczy.

Nadleśnictwo Barlinek to południowa rubież województwa Zachodniopomorskiego. Tysiące hektarów zadbanych lasów, piękne jeziora z czystą woda i kilometrami szlaków. - Do lasu mogą wjeżdżać tylko uprawnione samochody - mówi Stefan Mikołajczak, dziś kierowca, kiedyś pilarz w nadleśnictwie, który pracował przy wyrębie wiekowych drzew. Naszym przewodnikiem jest Mirosław Czarnecki, który na co dzień w nadleśnictwie zajmuje się ochrona lasów.

Razem z nimi jedziemy na Szlak Dębów, który zaczyna się we wsi Krzynka. I choć nie jest oznakowany, to trudno się zgubić, bo wiedzie wybrukowanym duktem. Podobnie jak w przypadku nadleśnictwa Bierzwnik część bruku układali francuscy jeńcy wojenni po przegranej wojnie francusko-pruskiej w 1871 r.

Tuż za kamieniem skręcamy w prawo i zagłębiamy się w przepiękny mieszany las. - Ta droga nosi nazwę Wężowej. Tędy przez lata wędrowali ludzie, wożono drewno. Należała do zakonu templariuszy, potem po sekularyzacji zakonu do kolegiaty w Myśliborzu. Tą drogą 30 stycznia 1945 r. Rosjanie okrążyli Barlinek - opowiada przewodnik.

Dróżka rzeczywiście wije się niczym zaskroniec. Jest przyjemna, ponieważ cały czas ocieniają ją majestatyczne drzewa. Jest cicho i spokojnie. To taki szlak, który sprawi przyjemność piechurom i rowerzystom lubiącym samotność.Gdzie niegdzie widać leżące i próchniejące pnie. - I one sobie tak będą leżeć, ponieważ są potrzebna ekosystemowi - tłumaczy nasz przewodnik i dodaje, że tego rodzaju wiatrołomy wywożono z lasów w czasach komuny, kiedy panowało przekonanie o ich szkodliwości dla lasów.

Gołym okiem widać, że z majestatycznymi starymi drzewami sąsiadują dużo młodsze osobniki. To pokolenie tych starych ponadtrzystuletnich, które będą powoli obumierać, ale zostawią swoich następców.

Pachnica dębowa

Pachnica dębowa

Owad, który żyje tam, gdzie są dęby. W Polsce to rzadkość. Mieszka na drzewach starych, dębach i wierzbach, których butwiejące drewno stanowi pożywienie jego larw.
Ma około 30 mm długości. Jego pokrywy skrzydłowe są czarne z zielonkawym połyskiem. Samica składa jaja w liczbie ok. 30, wylęgające się larwy żerują przez 3-4 lata, dochodząc do 10 cm długości ciała. Owady dorosłe przebywające w słoneczne dni na pniach drzew wydzielają charakterystyczny aromat, któremu owad zawdzięcza swą nazwę gatunkową. Fruwające owady wydają wyraźnie słyszalny furkot. Pachnica dębowa jest gatunkiem pożytecznym, lecz narażonym na wyginięcie i w Polsce objętym ochroną.

Po kilku minutach dojeżdżamy do ślicznego, choć nieco zarośniętego parowu, prawdopodobnie tędy płynęła kiedyś woda. - To Diabelska Dolina, użytek ekologiczny, czyli mini rezerwat. Jest taka legenda, że tu grasowali rycerze bez głów napadający na co się da. Ale pewnego dnia jechał chłop od Karska. Zdążył nogą wokół siebie krąg zatoczyć i w środku tego koła życie zachował - opowiada M. Czarnecki. I żartuje, że ludzie różne brednie potrafią wymyślić, ale nasz kierowca przypomina, że w tym miejscu zdarza się maksymalnie dużo wypadków i pokazuje mocno pokancerowane drzewa stojące tuż przy drodze. Okazuje się, że w wypadku ginęli dwaj żołnierze jadący wojskową sanitarką.

Szybko opuszczamy to miejsce i dalej jedziemy Wężową Drogą. Na rozstaju skręcamy w prawo, przekraczamy asfaltówkę łączącą Gorzów z Barlinkiem i znów możemy się cieszyć majestatem lasu. Dojeżdżamy do wskaźnika - Leśniczówka Śródborów. Za chwilę wyjeżdżamy z lasu i pierwsze co się pokazuje oczom - majestatyczny, jeden z najstarszych dębów zwanego Mohorem. - Z tym miejsce wiążą się tragiczne wydarzenia.

Zaraz po zakończeniu II wojny do tej leśniczówki trafił kapitan Jan Pieńkowski, były partyzant najpierw Batalionów Chłopskich, potem Armii Krajowej. Wówczas miejsce to nazywało się Kerngrund i mieszkało tu jeszcze kilka osób, prawdopodobnie rodzina leśniczego. Leśniczówkę zaraz ochrzcił Mohortów, od swego partyznackiego przydomka - Mohort -opowiada nasz przewodnik. Jan Pieńkowski wytrzymał dwa lata, a potem przez głupią ubecką prowokację trafił do Urzędu Bezpieczeństwa w Myśliborzu. - Ktoś mu podłożył broń, za to go aresztowali. W Myśliborzu wydało się, że to prowokacja, bo jeden z ubeków był zaskoczony widokiem swojej broni, jako dowodu przestępstwa - mówi M. Czarnecki.

Dzika Łąka

Dzika Łąka

Interesujące miejsce na Dębowym Szlaku. Trzeba wyjść z Krzynki i zamiast skręcić od razu w lewo pójść prosto na Karsk. Będziemy widzieli, że jesteśmy na miejscu, kiedy staniemy pod tablicą informacyjną prezentującą zwierzęta związane z chrustem. Obecnie użytek ekologiczny, czyli coś na kształt malutkiego rezerwatu. Właśnie tu ponoć można spotkać Dzikiego Myśliwego grasującego na bruku. Ale skoro słynny w okolicy grasant nie chce się pokazać, warto się wybrać w dalszą drogę. Mijamy fragment lasu porosły dębem szypułkowym. To szczególny las, bo wiosną rozwija się o trzy tygodnie później od pozostałych dębów. Szczególne wrażenie robi w maju, kiedy wszędzie jest zielono, tylko ten fragment śpi.

Jeszcze rzut okaz na pamiątkowy głaz ustawiony z okazji 80-lecia Lasów Państwowych i tą samą droga wracamy do Barlinka.
- To może jeszcze pokażemy młyny - proponuje przewodnik i po chwili już jedziemy w kierunku na Chrapowo (zjazd z ronda, które wyprowadza na Strzelce Krajeńskie i Choszczno). Tu uwaga, tuż przed tablicą oznaczającą koniec miejscowości jest polna droga wywijająca w lewo. Kilkadziesiąt metrów i jest - pierwszy młyn nad Płonią. Choć budynek stary i zniszczony, nadal zachwyca pięknem. Nawet wysokie na półtora metra pokrzywy są też na miejscu.

Potem wracamy do głównej drogi i wzdłuż Płoni jedziemy ślicznym lasem, tylko po to, aby za jednym z zakrętów zobaczyć znany młyn papiernia, czyli stację naukową Uniwersytetu Szczecińskiego. To czarowne miejsce, częściowo już odbudowane. Warto się zatrzymać i po prostu popatrzeć. Ale żeby dotrzeć do ostatniego młyna, z którego zostało niewiele - trzeba poprosić o pomoc miejscowych. W Żydowie trzeba zjechać nad jezioro, skręcić w lewo i polna drogą tuż obok stawów dojechać w miejsce, gdzie straszy betonowa stara budowla.

Potem szlak - zarośnięta niemiłosiernie droga wyprowadza kawałeczek w stronę, z której przyjechaliśmy. Na rozwidleniu ostro w prawo i do góry i znów w prawo. Jak się dobrze przyjrzeć, to można zobaczyć wysokie dzikie leśne czereśnie - mają korę taką, jak domowe. Po chwili wiadukt i asfalt. I znów jesteśmy w Barlinku.

Rezerwat Zdroiskie Buki

To dość daleko od Barlinka, ale miejsce urokliwe. Rezerwat bowiem położny jest jest w przepięknym krajobrazie leśnym doliny rzeki Santocznej - niezniekształconej, naturalnej, meandrującej licznymi zakolami z charakterystycznymi terasami. Obszar rezerwatu zajmuje ciągły pas po obu stronach rzeki o łącznej długości około 5 km i szerokości 50 do 370 m.

Położony jest między Zdroiskiem a Górkami Noteckimi. I miejscami człowiek może się tu poczuć, jak w Beskidach czy innych Bieszczadach. Na runo składają się: szczawik zajęczy, gajowiec żółty, zawilec gajowy, sałatnik leśny, miejscowo fiołek i dąbrówka, konwalia, borówka, narecznica, orlica. Tu też widać, jak obok starych majestatycznych buków rośnie młode pokolenie tych drzew. Występują tu też graby.

ZAJĄC SZARAK - JAK KRÓLIK POD MIEDZĄ

Zające pospolicie występują na terenie całej Polski. Jednak ich liczebność wynosi niewiele ponad 0,5 mln osobników i systematycznie maleje. Na początku lat 90. XX wieku było ich ponad 1,1 mln, a w latach 70. XX wieku prawie 3,2 mln.

Powodem spadku populacji jest przypuszczalnie wprowadzenie u lisów okresowych szczepień ochronnych przeciwko wściekliźnie. Głównym bowiem wrogiem zająców (szczególnie młodych) w środowisku naturalnym jest u nas lis. Duży, niekorzystny wpływ wywiera też mechanizacja rolnictwa (koszenie łąk), ruch drogowy (brak przejść przecinających drogi dla migrujących dzikich zwierząt) oraz liczne, zdziczałe psy i koty.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Martyna
Tak piekne deby stoja tez miedzy Zielencem a Jasionna.
Dodaj ogłoszenie