Tajemnicze i niezwykłe miejsca w naszych lasach: To las pełen tajemnic

Anna Rimke
Tu pochowany jest przedwojenny nadleśniczy Reinhard Schönwald i jego czteroletnia córka, która zmarła pięć lat przed nim.
- Mamy tu sporo miejsc związanych z historią tych ziem. A że nie z wszystkiego możemy być teraz dumni? Cóż - rozkłada ręce Mariusz Kwiatkowski z Nadleśnictwa Bogdaniec. Pierwszą "niechlubną pamiątkę" spotykamy już przy ścieżce edukacyjnej, biegnącej od siedziby nadleśnictwa.

TUTAJ ROŚNIE DĄB HITLERA

TUTAJ ROŚNIE DĄB HITLERA

W samej wsi Mosina, tuż przy kościele rośnie kilka okazałych dębów. Najstarszy - 500 -letni, pamięta jeszcze Jana z Kostrzyna. Pozostałe były sadzone przez Niemców na czyjąś cześć. Z tablicy informacyjne dowiadujemy się, że rośnie tu dąb kanclerza Bismarcka z 1878 r., dąb cesarza Wilhelma z 1872 r. - Dąb Hitlera też jest w pobliskim lesie. Ale na tablicy nikt już się nim nie chwali - uśmiecha się M. Kwiatkowski. Współcześni leśnicy szanują tradycję niemiecką i ich wzorem też zasadzili przy kościele dąbka Nadziei już dziewięć lat temu. Tyle, że to mikre drzewko ciągle ktoś wyrywa, i dąbek jest ciągle dosadzany na nowo.

Ścieżka prowadzi w dolinie Trzech Młynów w Bogdańcu i biegnie wzdłuż rzeczki Bogdanki. - Co roku odwiedza nas tu ok. 1,5 tys. dzieci. Zapoznajemy ich nie tylko w przyrodą, ale też pracą leśnika - M. Kwiatkowski pokazuje małą zastawkę na Bogdance. Dzięki niej wąski strumień rozlał się na kilka metrów i zasila roślinność.

- Bez wody las umiera. Dlatego, takie zastawki buduje się w wielu miejscach - tłumaczy leśnik. Dalej na rzeczce widać ślady bobrów. Pniaki równiutko obgryzione bielą się wśród soczystej zieleni różnorodnych drzew i krzewów. Bobry sprowadziły się tu zaledwie kilka lat temu. Leśnicy muszą pilnować, żeby nie wyręczyły ich z robienia swoich "zastawek", bo wtedy pół lasu mogłoby się znaleźć pod wodą. A to, choć woda roślinom jest potrzebna, mogłoby uśmiercić las.

Ścieżką edukacyjną łatwo też dotrzeć do trzech wielkich daglezji. To właśnie tu znajdziemy "niechlubną" pamiątkę historii. Wielki kamień postawiony został tu jeszcze przez Niemców przed wojną. - Podobno podczas zawodów sportowych hitlerjugend doszło do rozróby. Zginął tam wtedy młody chłopak. I dorobiono do tej historii ideologię, postawiono pamiątkowy kamień, pod którym organizowane były wiece młodzieżówki - opowiada M. Kwiatkowski a las jakby robi się ciemniejszy.

Mroczną historię odkrywamy też w lesie w Lubnie, a raczej w części lasu, który przed laty należał do parku pałacowego. Tu, wśród gęstych zarośli, jest cmentarz rodziny von Treichel. Docieramy do niego ścieżką porośniętą z każdej strony gęstymi krzewami. Ledwo można dostrzec drewniane ogrodzenie. Ale na cmentarzu z kilkoma zachowanymi płytami nagrobnymi jest już porządek. Przy trzech grobach stoją nawet świeże kwiaty. M.in. przy granitowej płycie ze swastyką i dwiema błyskawicami - symbolami SS.

To grób Hansa Carla von Treichel zmarłego w 1937 r. Był członkiem SS, a w jego pałacu podobno gościł sam Hitler. Ale nie to jest tragiczne w tej historii. W dzień po śmierci Hansa Carla (ponoć zmarł po operacji kamieni nerkowych), jego żona Celina popełniła samobójstwo. Po ich pałacu dziś został tylko jedna ściana.

TORFOWISKA DLA WTAJEMNICZONYCH

TORFOWISKA DLA WTAJEMNICZONYCH

Wtajemniczeni mogą też trafić na torfowisko w lesie między Mosiną a wsią Sosny. Częściowo już oczyszczone z zarośli torfowisko latem wygląda niczym pustynia. Ale choć suche, nadal chodzi się po nim, niczym po gąbce. - Tu rośnie żurawina, rosiczka, przygiełka biała. I stąd program ratowania tych siedlisk - tłumaczy M. Kwiatkowski. Tu też niedaleko jest jedno z czterech gniazd orła bielika. Gdzie dokładnie, tego nie można mówić, bo stanowiska tych ptaków objęte są ścisłą ochroną. - Tak samo, jak czarnych bocianów, których też na terenie naszego nadleśnictwa są cztery - wyjaśnia nasz przewodnik.

O ile rodzinny cmentarz w podworskim ogrodzie, to w tamtych czasach norma, o tyle dziwić mogą dwa krzyże na postumentach w lesie koło wsi Mosina. Tu pochowany jest przedwojenny nadleśniczy Reinhard Schönwald i jego czteroletnia córka, która zmarła pięć lat przed nim. - Podobno tak kochał las, że jego życzeniem było spocząć wśród drzew. A wzdłuż drogi prowadzącej do ich grobów były posadzone sosny na kształt krzyża - opowiada M. Kwiatkowski.

To, że zmarły w 1929 r. nadleśniczy kochał las i chciał, by w nim znajdowało się wszystko, co mu bliskie można wywnioskować też z postumentu, który stoi w lesie z drugiej strony wsi. Na strzelistym kamieniu czytamy, że 20 lipca 1898 r. w tym miejscu leśniczy Schönwald strzelił dwudziestaka (określenie jelenia z dorodnym porożem) i to był jego ostatni okaz. - Po datach można wnioskować, że ten leśniczy był ojcem Reinharda pochowanego w innym lesie - wskazuje pan Mariusz.

Przed Mosiną w lesie, między pięcioma daglezjami jest też głaz poświęcony byłym leśnikom, położony już przez współczesnych. - To też nawiązanie do tradycji niemieckiej. Tak jak i figurka Hubertusa, która stoi na wielkim dębie. To pamiątka z spotkania leśników i przyrodników z Polski i Niemiec - opowiada pan Mariusz i staje na parkingu leśnym na drodze nr 130 z Gorzowa do Dębna (naprzeciw skrzyżowania do Lubna). Ale w lasach nadleśnictwa Bogdaniec, które zajmuje tereny gmin Bogdaniec, Kłodawa, Lubiszyn, Witnica i Gorzów, warto przede wszystkim zwrócić uwagę na rzadkie skupiska drzew.

Przykładem jest choćby rezerwat Cisy Bogdanieckie, na który natrafimy jadąc z Lubna na Marwice. Rezerwat, to ok. 20 ha kępa lasu wśród pól. Rośnie tu ponad 2 tys. cisów. - Kiedy przyjechali badacze poprosili, żeby ktoś im pomógł odnaleźć te cisy. Ale tu nie trzeba ich szukać - M. Kwiatkowski rozpościera ręce. Już po wejściu do lasu w oczy rzucają się małe i całkiem rosłe "ładniejsze od innych choinki", z ciemnymi miękkimi igłami.

- Dla laików faktycznie mogą to być tylko ładne choinki. Ale to skupisko cisów dużej rangi - zaznacza leśnik. Skąd się tu wzięło tyle tych chronionych drzew? - Miejscowi opowiadali, że przy dworze w Marwicach rosły dorodne cisy - męski i żeński. Nasiona poroznosiły ptaki. Tamte cisy ponoć wyrżnęli żołnierze radzieccy, kiedy tylko wkroczyli na te ziemię. Ale choć "matki i ojca" już nie ma, to pozostało nam tysiące ich dzieci - uśmiecha się pan Mariusz.

SÓJKA - wcale nie za morze

TRZY REZERWATY W BOGDAŃCU

W samym Bogdańcu też mamy aż trzy rezerwaty, które chronią wielogatunkowe dąbrowy o naturalnym morenowym charakterze. Najprościej trafić do przepięknego rezerwat Bogdaniec III, w którym można się poczuć jak w górach. Wystarczy minąć muzeum w Bogdańcu i kawałek dalej skręcić w lewo. Tu też wśród dębów i grabów prowadzi nas ścieżka edukacyjna. Kiedy już dróżką wepniemy się do wyżej, to widok na rozpościerającą się z boku dolinę aż zapiera dech w piersi - różnorodność barw, roślin i to nieodparte wrażenie, że znajdujemy się w jakimś niezwykłym miejscu, a nie zaledwie kilka kilometrów od Gorzowa. Na końcu ścieżki edukacyjnej można się jeszcze wdrapać na wieżę widokową.

Charakterystyczny, skrzeczący głos sójki nietrudno rozpoznać. Ciężko nazwać go śpiewem, przypomina on raczej krakanie. Znana jest także z nieładnego zwyczaju plądrowania gniazd innych ptaków. Innym powodem do sławy jest powiedzenie "Wybiera się jak sójka za morze"... Wzięło się stąd, że jesienią sójki gromadzą się w liczniejsze stada i zachowują się tak, jakby odlatywały. Jednak zimą w lesie ciągle je widać i słychać. Tajemnica jednak tkwi w tym, że sójki na zimę przelatują na południe, ale nie daleko, a na ich miejsce przylatują sójki z rejonów północnych.

Nie jest ją trudno rozpoznać. Upierzenie tułowia różowobeżowe, kuper biały, czoło pokryte ciemnymi kreskami, czarny "wąs", oko niebieskie, na skrzydłach białe lusterko, skrzydełko charakterystycznie niebieskie, czarno prążkowane, lotki ciemnobeżowe, sterówki czarne. Żywi się owadami, małymi gryzoniami, drobnymi ptakami i ich jajami, a w jesieni jagodami i nasionami, głównie żołędziami, które często magazynuje w różnych schowkach w ziemi przyczyniając się do rozsiewania dębu. Gniazduje w koronach drzew blisko pnia.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Po opuszczeniu Radoszyna przez mścicieli, władze wojenne zarządziły wywózkę zamarzniętych trupów furmankami po za wieś. Pochowano je na skarpach w żwirowni po około trzydziestu w trzech grobach masowych.
Masakra w Radoszynie
Dodaj ogłoszenie