MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Taka procedura

AGNIESZKA MOSKALUK [email protected]
- Myślałam, że Kamilek będzie miał brata, a ja drugie dziecko. Jak pogodzić się z myślą, że dziecko, które zdążyło się pokochać, odjedzie na drugi koniec Europy? - pyta Teresa Bartkowiak.
- Myślałam, że Kamilek będzie miał brata, a ja drugie dziecko. Jak pogodzić się z myślą, że dziecko, które zdążyło się pokochać, odjedzie na drugi koniec Europy? - pyta Teresa Bartkowiak. KAZIMIERZ LIGOCKI
Skrzywdzona i oszukana czuje się Teresa Bartkowiak, która przez kilka miesięcy zabiegała o to, żeby zostać matką zastępczą czteroletniego Karola z domu dziecka. Pozytywnie przeszła wszystkie badania kwalifikacyjne. Sąd Rodzinny postanowił jednak poczekać, aż znajdzie się ktoś lepszy. Problem w tym, że na razie nikogo takiego nie ma.

Karola poznała rok temu wiosną. Cierpiał na nadpobudliwość, zespół urazu poalkoholowego i wiotkość krtani, przez co miał problemy z mówieniem. Do Domu Małego Dziecka przy ul. Kazimierza Wielkiego trafił, gdy miał rok. Żadna rodzina się chłopcem nie interesowała, choć jego sytuacja prawna była uregulowana. Pierwszą osobą, która zaczęła ubiegać się o ustanowienie jej rodziną zastępczą dla chłopca, była T. Bartkowiak. - Kiedy go po raz pierwszy zobaczyłam, był zapłakany i cały się trząsł. Całe spotkanie przesiedział u mnie na kolanach. To był dla mnie wstrząs i od razu wtedy obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by wyciągnąć małego z domu dziecka - wspomina. Spotykali się dość często. - Mówił do mnie mamo. Czekał na moje kolejne przyjście - wyznaje. Złożyła w Ośrodku Adopcyjnym zgłoszenie.

Taka procedura

- Posiedzenie Sądu Rodzinnego, które odbyło się w przeddzień Wigilii, było dla mnie ogromnym szokiem. Po miesiącach starań, badań i kontaktów z dzieckiem sędzia doszła do wniosku, że co prawda nie może mi nic zarzucić, ale ma wątpliwości. Zawiesiła więc sprawę, nakazała wpisać Karolka do centralnego banku danych i szukać pełnej rodziny adopcyjnej - wspomina Teresa Bartkowiak.
Nic dziwnego nie widzi w tym dyrektor Ośrodka Adopcyjnego Jolanta Kwiatkowska. - To, że odbywa się sprawa o ustanowienie rodziny zastępczej, nie znaczy, że kandydat zostanie przyjęty przez sąd. Pani Bartkowiak niepotrzebnie robiła sobie i dziecku nadzieję.
T. Bartkowiak spełniła wszystkie ustawowe warunki (patrz ramka). Poza tym czwarty rok jest już rodziną zastępczą dla dziesięcioletniego Kamila. Ten nadpobudliwy chłopiec ma tzw. zespół urazu poalkoholowego (pochodzi z patologicznej rodziny). Miał problemy z aklimatyzacją, ale z nową matką robi postępy. Świadczą o tym pozytywne opinie Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej.
Gorzowianka uważa, że była pozytywnie oceniana przez pracowników Ośrodka Adopcyjnego i Domu Małego Dziecka. - Rzeczywiście, pani Teresa jest dobrą mamą dla Kamila. Same dobre rzeczy można powiedzieć o jej zaangażowaniu w wychowanie chłopca i korzystaniu z organizowanych przez nas form pomocy - mówi J. Kwiatkowska. Dodaje, że ma jednak wątpliwości, czy kobieta poradzi sobie z drugim trudnym dzieckiem. - Ci dwaj chłopcy mogą stworzyć mieszankę wybuchową, nad którą pani Teresa nie zapanuje. Zwłaszcza że jest osobą samotną - dodaje dyrektor Domu Małego Dziecka Beata Wykrzykacz-Leszczyńska. Kobieta nie zgadza się z tymi opiniami. - Po pierwsze to oni sami przedstawili mi Karolka. Po drugie, zdawałam sobie sprawę z tego, na co się decyduję - mówi oburzona.
Sąd Rodzinny podzielił wątpliwości placówek. Z orzekającą w tej sprawie sędzią Teresą Terechowicz - mimo wielokrotnych - prób nie udało nam się skontaktować. Przez sekretarkę przekazała jedynie, że sprawa Karola jest otwarta i jak tylko pojawi się odpowiednia rodzina, przeprowadzi postępowanie adopcyjne. - Byłam przekonana, że sprawa to tylko formalność. Kamil trafił do mojego domu jeszcze przez wyrokiem sądu, wcześniej przez dwa miesiące opiekowałam się dziewczynką. Rodziną zastępczą została dla niej babcia, ale nie chciałam, by była w ośrodku, zanim do niej trafi. Wtedy sąd wątpliwości nie miał. Jak tak można postępować? Skrzywdzono i mnie, i obu chłopców - mówi.

Włoch za Włochem

Karolem zainteresowała się rodzina z Włoch. Jednak już po pierwszym kontakcie zrezygnowała z tak ,,trudnego'' dziecka. Teraz swoją ofertę przysłali kolejni Włosi. A Karol nadal jest w domu dziecka. - Czy to normalne? Przecież jest kobieta, którą dziecko zna i akceptuje. Po co poszukiwać ,,lepszej rodziny''? - pyta retorycznie jeden z pracowników Ośrodka Adopcyjnego.

Czeka na niego

W błękitnym pokoju przy ul. Jerzego w Gorzowie wszystko od dawna przygotowane na przyjazd chłopca. Ubrania, buty, zabawki. Na piętrowym łóżku siedzą dwa misie. Ten potargany należy do Kamila. Obok zupełnie nowy miś dla Karola. - Ja nie odpuszczę - przekonuje T. Bartkowiak. - Tyle czasu nikt się nim nie interesował. Pozwolili mi go poznać i pokochać, by teraz mieć wątpliwości - dodaje. J. Kwiatkowska tłumaczy: - Być może popełniamy błąd. Ale mimo wszystko lepiej pomylić się na niekorzyść rodziny, niż dziecka. Jeśli nikt inny się nie znajdzie, może sąd wróci do wniosku pani Bartkowiak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska