Tato naoglądał się filmów, więc ma Joshuę i Lawrenca

Robert Gorbat 95 722 69 37 rgorbat@gazetalubuska.plZaktualizowano 
Joshua Drojetzki ma 18 lat. Urodził się w Hamburgu. W kanadyjce pływa od czwartej klasy szkoły podstawowej. Zawodnik AZS AWF, podopieczny swego ojca Roberta. W juniorskich zawodach maratońskich wicemistrz świata w C-2, zdobywca srebrnego medalu mistrzostw Europy w C-2 i brązowego w C-1, triumfator Pucharu Świata oraz mistrz Polski w C-1. Mistrz Niemiec młodzików w C-1 na 500 i 2.000 m. Uczeń trzeciej klasy w I LO w Gorzowie Wlkp.
Joshua Drojetzki ma 18 lat. Urodził się w Hamburgu. W kanadyjce pływa od czwartej klasy szkoły podstawowej. Zawodnik AZS AWF, podopieczny swego ojca Roberta. W juniorskich zawodach maratońskich wicemistrz świata w C-2, zdobywca srebrnego medalu mistrzostw Europy w C-2 i brązowego w C-1, triumfator Pucharu Świata oraz mistrz Polski w C-1. Mistrz Niemiec młodzików w C-1 na 500 i 2.000 m. Uczeń trzeciej klasy w I LO w Gorzowie Wlkp. Robert Gorbat
- Od ośmiu lat intensywnie przygotowuję się do kariery seniorskiej, a nie juniorskiej. Obecne medale oczywiście cieszą, lecz nie są celem samy w sobie - mówi JOSHUA DROJETZKI, 18-letni kanadyjkarz AZS AWF Gorzów Wlkp.

- Masz bardzo oryginalne imię. Jak koledzy do ciebie mówią?
- Różnie: Josh, Joshu. Nawet Rodzyn, od Rodzynka. Tak nazwała mnie kiedyś nauczycielka w gimnazjum, wyczytując nazwiska uczniów, odbierających świadectwa z paskiem. I zostało.

- Twoje nazwisko też pisze się dosyć ciekawie...
- ... i jestem dzięki temu rozpoznawalny! W szkole, ale nie tylko. Generalnie zna mnie więcej ludzi niż ja ich.

- Posiadasz w swoim dorobku mistrzowskie tytuły w Polsce i Niemczech. To znaczy, że legitymujesz się dwoma paszportami?
- Nie, w tej chwili tylko polskim. Ważność niemieckiego się skończyła, bo nie mam już tamtejszego zameldowania. Moje pochodzenie jest dwunarodowe. Urodziłem się w Hamburgu. Babcia ze strony taty pochodzi z niemieckiej rodziny, a dziadek z polskiej. Mama to stuprocentowa Polka. Wcześniej wszyscy używali nazwiska Drojecki w tradycyjnej, polskiej pisowni. Po wyjeździe do Niemiec rodzice zmienili ,,c'' na ,,tz''. Po to, by ułatwić prawidłową wymowę ich nowemu otoczeniu.

- Ile lat spędziłeś w Niemczech?
- Tylko dwa, zaraz po urodzeniu. Wróciliśmy do kraju, gdy na świat przyszedł mój młodszy brat Lawrence.

- Też niczego sobie imię...
- Tato chciał być oryginalny. Kiedyś przyznał się, że zainspirowały go dwa filmy.

- Pomówmy teraz o sporcie. Dlaczego zdecydowałeś się na tak trudną technicznie konkurencję, jak kanadyjki?
- Znów muszę nawiązać do rodziny: bo kanadyjkarzem był także mój tato. Gdy chodziłem do czwartej klasie podstawówki, zaprowadził mnie podczas ferii do Admiry. Od razu polubiłem ten sport. Po roku zmieniłem klub na AZS AWF. Tato założył juniorską sekcję, specjalnie dla mnie. Wcześniej byli tam tylko młodzieżowcy i seniorzy. Potem skończył kurs instruktorski i został moim trenerem. Swych sił próbuje w kanadyjkach również Lawrence.

- Jaki był powód zmiany klubowych barw?
- Mieliśmy mały konflikt z panem Jerzym Krajewskim. Dziś wszystko jest już wyjaśnione, utrzymujemy bardzo poprawne kontakty. Nie warto wracać do tamtej historii.

- Myślałeś kiedyś, by startować w klasycznych kajakach?
- Nie, nigdy. Kanadyjki to mój żywioł. Większy nacisk jest w nich kładziony na technikę. Są przez to trudniejsze, ale też dają zawodnikom więcej satysfakcji z odnoszonych sukcesów. Tak mi się przynajmniej wydaje.

- Ludzie często się zastanawiają: jak to jest, że kanadyjkarz wiosłuje tylko z jednej strony, a łódka płynie prosto?!
- To właśnie kwestia techniki. Najpierw wkładam pióro do wody z prawej strony, a potem umiejętnie je podkręcam przy samym końcu pociągnięcia. Dzięki temu kanadyjka zakręca lekko w prawo i per saldo utrzymuje prosty kurs.

- Masz dopiero 18 lat, a w dorobku już cztery medale juniorskich mistrzostw świata, Europy i Pucharu Świata. Czy mimo tych osiągnięć najlepsze wyniki są dopiero przed tobą?
- Mam taką nadzieję. Od ośmiu lat intensywnie przygotowuję się do kariery seniorskiej, a nie juniorskiej. Medale cieszą, lecz są jedynie wyznacznikiem pewnego etapu, przez który przechodzę. Widzę, w jakim miejscu się znajduję i ile pracy muszę jeszcze wykonać, by sięgnąć po końcowy sukces.

- A jaki ma być ten końcowy sukces?
- Cel jest tylko jeden: zloty medal igrzysk olimpijskich. Londyn jest za blisko, już za rok. Tam raczej nie pojadę. Ale potem będzie Rio de Janeiro. Będę miał wówczas 23 lata. Jak się nie uda, to zostanie jeszcze co najmniej jedna próba. Dla kanadyjkarza wiek tuż przed trzydziestką to optymalny czas na realizowanie wielkich zamierzeń.

- Na razie najlepsze wyniki uzyskujesz w maratonach. Sądzisz, że właśnie one staną się twoją specjalnością?
- Traktuję je tylko jako fazę mego sportowego rozwoju. Historia kajakarstwa pokazuje, że wielu medalistów olimpijskich zaczynało swe kariery właśnie od wyścigów maratońskich. Dzięki nim mieli świetną bazę do startów w gronie seniorów.

- Lepiej czujesz się w jedynce, czy w osadzie?
- Do tej pory zdecydowanie wolałem jedynkę. Teraz widzę, że osady też mogą mi dać sporo satysfakcji. Powoli się w nich odnajduję, a srebrny medal ostatnich, maratońskich mistrzostw świata w Singapurze jest tego wymownym dowodem. Trzeba być realistą i szukać swoich szans tam, gdzie są one największe.

- Masz w życiu jakieś inne marzenia, nie związane z kanadyjkami?
- Zawsze chciałem być kierowcą Formuły 1, ale w polskich warunkach to trudne do spełnienia marzenie. Na razie udało się tylko Robertowi Kubicy. Po maturze mam zamiar studiować inżynierię środowiska na Politechnice Poznańskiej. Nie boję się kolizji sportu z nauką, bo do tej pory bez problemów godziłem te dwie sfery życia. Drugą klasę ogólniaka, trenując przez cały tydzień po dwa razy dziennie, skończyłem ze średnią ocen 5,2. Nigdy nie miałem problemów przy zmianie szkół, przechodząc na wyższy poziom edukacji. Nie widzę powodów, by teraz miały mnie opuścić zdolności intelektualne oraz fizyczne. Oczywiście jeśli nie zapomnę o podstawowej zasadzie, iż kluczem do wszelkich sukcesów jest systematyczna praca.

- Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia wszystkich planów.

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

polecane: Flesz: Pszczoły wymierają. Czy grozi nam głód?

Wideo

Materiał oryginalny: Tato naoglądał się filmów, więc ma Joshuę i Lawrenca - Gazeta Lubuska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3