Ten dach to fuszerka. Lokatorzy mają dość czekania na naprawę!

Grzegorz Kozakiewicz
Henryka Górska na strychu kamienicy, w której mieszka: Wszędzie tu porozkładane mamy wiadra i pojemniki na wodę. Folia, którą przykryto dach jest cała w łatach. Podczas ulew wszystko tu moknie.
Henryka Górska na strychu kamienicy, w której mieszka: Wszędzie tu porozkładane mamy wiadra i pojemniki na wodę. Folia, którą przykryto dach jest cała w łatach. Podczas ulew wszystko tu moknie. Grzegorz Kozakiewicz
- Od remontu dachu minęły cztery lata. Pomimo to dalej pada nam na głowę - mówi Henryka Górska z Lubska.

Plac Wolności 10. Urokliwa kamienica w zabytkowej pierzei. Naprzeciwko ratusz i kościół Wniebowzięcia. Na parterze sklep i kantor. Nad nimi kilka mieszkań, dwa komunalne, dwa wykupione na własność.

- Z dachem mieliśmy problem od dawna - mówi Henryka Górska, pokazując pisma do zakładu ubezpieczeń. - Zalewało nas przez dziesięć lat. W mieszkaniach mieliśmy wilgoć. Malować trzeba było na okrągło. Trochę trwało zanim udało się przełamać upór jednej z sąsiadek. W końcu, z pomocą Inspektora Nadzoru Budowlanego, doprowadziliśmy do remontu. Cieszyliśmy się tym krótko.

Jeszcze w trakcie trwania prac, lokatorzy skarżyli się na ich jakość . Oprotestowali odbiór robót od wykonawcy, firmy Tom Dach. W piśmie informowali, że woda leje się po elewacji. Utrudnia też wejście do budynku, cieknąc wprost na głowy przechodniów. Prace wykonane w ramach gwarancji nie dały spodziewanego rezultatu. Zacieki pojawiały się dalej.

- Na strychu porozkładaliśmy co się dało. Tylko dzięki wiadrom i pojemnikom nie leje się nam do mieszkań - przyznaje H. Górska. - Dzwonimy do naszego zarządcy, PGKiM, do wykonawcy. Ci przysyłają swoich pracowników. Coś tam radzą, coś na szybko poprawią.

Wybieramy się na strych. Na pociemniałych, dawno niemalowanych ścianach, widać ślady po niedawnym deszczu. Przy kominie zwisa kawał dachowej membrany. Przez dziurę widać dachówki.

Zobacz też: Targowisko w Żarach na nowo. Będzie bruk i zieleńce

- Ta folia na dachu wygląda, jakby ją wyciągnęli ze śmietnika. Sfatygowana, połatana, niezbyt estetyczna. W czasie ulew od zewnątrz cała jest mokra. Nieszczelności jest pełno. Choćby przy wykuszu. Stamtąd woda leje mi się do sypialni. Mokro miewam też w kuchni - skarży się nasza rozmówczyni. Jak przyznaje, była gotowa sprzedać mieszkanie i przenieść się do bloku. W planów tych ostatecznie nic nie wyszło. - Kiedyś, gdy żył mąż, łatwiej nam było znaleźć fachowców, którzy pomagali w domowych naprawach. Samej jest trudno. A i porządnych majstrów coraz mniej. Wszyscy gdzieś powyjeżdżali. Ci, co zostali, migają się od roboty. Przyjdą, popatrzą. Gdy trzeba włożyć trochę wysiłku, wycofują się rakiem.

Bolączką kamienicy jest także hol i brama wejściowa. Ich stan jest fatalny. Od zarządcy nie można doprosić się nawet malowania. Lokatorzy na własną rękę szukali kogoś, kto podejmie się zadania.

- Tu konieczna jest uchwała wspólnoty. Właściciele powinni mieć też zabezpieczone środki na wykonanie prac - podkreśla Małgorzata Dziopa z PGKiM w Lubsku. - Co do samego dachu, jeszcze we wrześniu wystosowaliśmy pismo do wykonawcy z prośbą o interwencję. Choć okres gwarancji już minął, firma nie zamierza uchylać się od napraw.

Małgorzata Lambrecht - Dziuba, szefowa firmy Tom Dach, problemu upatruje m.in w hodowli gołębi znajdującej się po sąsiedzku. Według niej, odchody utrudniają spływanie wody z dachu.

- We wtorek doszło do spotkania z PGKiM - mówi - rozcięliśmy membranę. Odkryliśmy, że wilgoć zbiera się w pobliżu ceramicznej wywiewki, do której leje się woda. Rura, która ją odprowadza, ma za małą średnicę. Nikt się tym wcześniej nie zajął. Gdy zamawiano remont dachu, PGKiM takich prac nie przewidział.

Małgorzata Dziopa:
- Utrzymanie zabytkowych budynków w Lubsku bywa kłopotliwe. Miasto nie udziela dotacji na ten cel. Wojewódzki Konserwator Zabytków daje niewiele. Właściciele sami muszą finansować prace, stąd czasem ich skromny zakres. Remont dachu przy pl. Wolności przeprowadzono w roku 2012. Na skutek skarg mieszkańców, jeszcze we wrześniu wystosowaliśmy do wykonawcy pismo w sprawie wykonania dodatkowych prac. Przeprowadziliśmy też oględziny z udziałem przedstawiciela nadzoru inwestorskiego. Co do skuteczności wcześniejszych napraw, trudno mi się wypowiadać, pracuję bowiem na swoim stanowisku raptem od roku. Wiem jednak, że w 2013 prowadzono w budynku prace gwarancyjne. Z dokumentów wynika, że nikt nie zanegował ich jakości.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie