Ten remis to dla GKP bardziej strata niż zysk

(pat)
W sobotę w GKP zabrakło chorego pomocnika Łukasza Maliszewskiego i jego zespół tylko zremisował z przedostatnim Turem Turek
W sobotę w GKP zabrakło chorego pomocnika Łukasza Maliszewskiego i jego zespół tylko zremisował z przedostatnim Turem Turek fot. Kazimierz Ligocki
Tur i GKP pilnie potrzebują punktów, więc sobotni mecz był z kategorii tych za sześć "oczek". Tymczasem w Turku padł bezbramkowy remis, który nie zadowolił żadnej drużyny.

Pod wodzą Czesława Jakołcewicza gorzowianie nabrali nowego blasku, który tylko na chwilę przyćmiła porażka z Zagłębiem Lubin. Niestety, mimo ambitnej postawy i zakusów na zwycięstwo, nie zdobyliśmy pełnej zdobyczy i w tabeli ciągle jesteśmy pod kreską.

Przed meczem gospodarze wydawali się łakomym kąskiem. Przedostatnie miejsce i słaba forma w ostatnim czasie, to były argumenty na korzyść GKP. Spokoju w naszym obozie nie zmącił nawet brak kontuzjowanego Macieja Malinowskiego i chorego Łukasza Maliszewskiego. Gospodarze byli za to na większej "świeżości", bo nasi czuli przecież w kościach zaległy mecz. Ponieważ we wtorek słabiej spisał się etatowy bramkarz Dawid Dłoniak, trener gości zdecydował się na zmianę i w podróż sentymentalną zabrał Dariusza Brzostowskiego, który w przeszłości grał w Turze.

TUR TUREK - GKP GORZÓW 0:0

TUR TUREK - GKP GORZÓW 0:0

TUR: Janicki - Grabowski, Madera, Kiczyński, Derbich - Olszewski, Łagiewka, Hyży (od 71 min Kubowicz), Bieniek (od 71 min Pruchnik) - Cichos, Imeh.

GKP: Brzostowski - Michalski, Gaca, Więckowski, Petrik - Ruminkiewicz, Sawala, Łuszkiewicz (od 69 min Kaczmarczyk), Kaczorowski - Ruszkul (od 69 min Szałas), Drozdowicz.

Żółta kartka Grabowski. Sędziował Albert Smalcerz (Sosnowiec). Widzów 1.200.

- Miło wrócić na "stare śmieci", ale teraz bronię barw GKP, więc nie było odpuszczania - tłumaczył nasz zawodnik. - Cieszę się, że zachowałem czyste konto i mam nadzieję, że dostanę kolejną szansę.

Pierwsza połowa zaczęła się od huraganowych ataków gospodarzy, którzy zamknęli gorzowian na ich połowie. Świetną partię rozgrywał Benjamin Imeh. Po kwadransie gra się wyrównała i do szturmu ruszyli niebiesko-biali. Ale ani jedni, ani drudzy nie dali się zaskoczyć, bo w najważniejszych momentach brakowało zimnej krwi.

Podobnie było po zmianie stron. Ambicja i wola walki nie wystarczyły, by przechylić szalę na swą korzyść, bo armatom nadal brakowało prochu. Gorzowianie próbowali do końca, ale nawet ofensywne wejścia obrońcy Josefa Petrika nie przyniosły pożądanego skutku. Czech ostro się starał i był widoczny przez 90 minut. - To nie był mecz najwyższych lotów, ale jeśli nie można wygrać, to należy chociaż zremisować. To nam się udało, choć niedosyt pozostał - podsumował pomocnik GKP Paweł Kaczorowski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie