Terytorialsi są pomocnym ramieniem i tarczą dla lokalnej społeczności

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
szer. Paulina Susłowicz - 12 Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej
szer. Paulina Susłowicz - 12 Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej
W 12 Wielkopolskiej Brygadzie Wojsk Obrony Terytorialnej swoje miejsce znalazła szer. Paulina Susłowicz, która jako jedna z pierwszych wstąpiła do batalionu w Skwierzynie i do dziś pełni służbę na ziemi lubuskiej. Na co dzień jest wychowawcą w domu dziecka, uwielbia pływać, a do tego spełnia się jako żołnierz.

Jaka jest Twoja historia?

Zawsze chciałam służyć w wojsku, jednak na początku rodzice nie byli do tego entuzjastycznie nastawieni. Skończyłam studia pedagogiczne, pracowałam jako wychowawca w przedszkolu, a teraz jako nauczyciel w domu dziecka. Jednak od zawsze byłam związana z jednostką wojskową w Wędrzynie. Jeździłam tam na różnego rodzaju pokazy i kiedyś kolega żołnierz powiedział wprost, że w Lubuskiem będą się tworzyły Wojska Obrony Terytorialnej i to szansa dla mnie. I faktycznie. W listopadzie pojechałam do WKU w Zielonej Górze, tam złożyłam wniosek. W grudniu przeszłam badania lekarskie, a po dwóch miesiącach rozpoczęłam 16-dniowe szkolenie podstawowe. Przysięgę składałam w dniu, kiedy nasza 12 Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej obchodziła swoje święto, a na dodatek właśnie wtedy otrzymała swój sztandar, więc było to dla mnie niesamowite przeżycie.

Skąd wziął się pomysł na służbę w WOT?

Od dawna chciałam związać swoje życie z mundurem. A kiedy powstały Wojska Obrony Terytorialnej wiedziałam, że to dla mnie szansa, by połączyć pracę (którą również uwielbiam!) z pasją.

Jak zareagowała na to Twoja rodzina? Czy wspierali Cię w tej decyzji?

Mama powiedziała tylko jedno zdanie: ,,I tak wiedziałam, że ten dzień w końcu nastąpi, że zobaczę swoją córkę w mundurze”. Rodzice i rodzeństwo bardzo mnie wspierali. Wiedzieli, że jestem wysportowana, uwielbiam aktywność fizyczną i zawsze miałam w sobie duże poczucie patriotyzmu. I bardzo się cieszę, że tak się w końcu stało, że jestem żołnierzem WOT!

Czy trudno połączyć służbę z życiem osobistym i wykonywanym zawodem?

Absolutnie nie! Nie chciałam nigdy rezygnować z mojego zawodu, bo kocham pracę z dziećmi. Daje mi to dużą satysfakcję i nie wyobrażam już sobie pracować gdzieś indziej. Jednak moim marzeniem zawsze była służba w wojsku. Dzięki Wojskom Obrony Terytorialnej mogę realizować moje dwa marzenia, dlatego jestem szczęśliwym człowiekiem. Oczywiście, czasami bywa ciężko. Są takie dni, że po 12 godzinach pracy w domu dziecka jadę na służbę do jednostki i wtedy zmęczenie daje się we znaki. Jednak człowiek, który wie, czego chce i lubi to robić, czuje się w takich chwilach po prostu spełniony i szczęśliwy. Ja znajduję czas na pracę, na wymagającą służbę w wojsku, na spotkania z rodziną, a przy tym również mam czas dla siebie i na regularne treningi z pływania.

Jak reagują podopieczni Domu Dziecka na to, że jesteś żołnierzem?

Na początku byli zdziwieni pytali: ,,Jak to? Pani? Do wojska?”. Ale kiedy przyjechałam do placówki w mundurze, uśmiechali się z podziwem i teraz ciekawi ich, jak wygląda służba, czym się zajmuję. Tłumaczę im, że służba to duma i zaszczyt, dzięki czemu część z nich również zaczęło myśleć o wstąpieniu do wojska.

Co Ci daje służba w WOT? Czym kierowałaś się wstępując do terytorialsów?

To nietypowa służba. Przede wszystkim dbamy o społeczeństwo lokalne, służymy swojej małej ojczyźnie. My, terytorialsi, zawsze jesteśmy blisko ludzi. Gotowi do tego, by nieść pomoc drugiemu człowiekowi. Czujemy się potrzebni. Dla mnie i moich kolegów i koleżanek ze 151 Batalionu Lekkiej Piechoty w Skwierzynie największą nagrodą jest uśmiech drugiego człowieka. Często słyszymy, że pomoc, którą niesiemy naszym rodzinom, naszym sąsiadom jako terytorialsi jest po prostu nieoceniona. Czuję się spełniona i szczęśliwa, że mogę służyć w Wojskach Obrony Terytorialnej.

Jaki jest Twój udział w sytuacjach kryzysowych? Czym się wtedy zajmujesz?

W Skwierzynie jestem od początku walki z koronawirusem. Jestem przeszkolonym medykiem i wymazowcem. Zaczęło się od służby na granicy w Kostrzynie nad Odrą, gdzie pomagaliśmy straży granicznej podczas sprawdzania osób przyjeżdżających do Polski. Przez 50 dni byłam dowódcą grupy w punkcie poboru wymazów w Gorzowie Wielkopolskim, a obecnie działam w mobilnym zespole wymazowym – jeździmy do osób, które same nie mogą udać się na wykonanie testu.

Czy jest jakieś zdarzenie, w którym brałaś udział jako żołnierz, i która szczególnie zapadła Ci w pamięci?

Tak, to była ewakuacja podopiecznych Domu Pomocy Społecznej dla Kombatanta w Zielonej Górze. Podczas akcji dowodziłam ruchem karetek i wozów strażackich. Ewakuacja trwała 4 doby. Całą operacją dowodził dowódca batalionu. Byli też inni oficerowie, którzy szli z nami ramię w ramię. To, co zrobiliśmy tam wspólnie, pokazało, jak ważna jest praca całej grupy ludzi. Wszyscy jesteśmy żołnierzami i działamy razem. Człowiek w pojedynkę nic nie zdziała, ale z takim zespołem można osiągnąć niemal wszystko. To nas ze sobą scaliło. Tam doświadczyłam też wiele ciepła od tych starszych ludzi. Trzymali nas za ręce i patrzyli z taką wdzięcznością… Nie zapomnę tego do końca życia.

Jakie masz relacje z ludźmi ze 151 Batalionu Lekkiej Piechoty w Skwierzynie?

To batalion stosunkowo młody. Za miesiąc minie rok, odkąd zaczęło się jego formowanie. Mimo to jesteśmy jednym, świetnie funkcjonującym zespołem. Działa to nie tylko wtedy, gdy jesteśmy na służbie, ale również w życiu prywatnym. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy nawet w sprawach nie związanych ze służbą, po prostu dzwoni do kolegi z batalionu. Spotykamy się prywatnie i organizujemy różnego rodzaju akcje, jak np. pomoc dla Domu Dziecka. Wspieramy się, jak możemy i trzymamy się razem – biegamy, jeździmy na rowerach, wychodzimy na pizzę… Jesteśmy zgranym zespołem.

Co byś powiedziała tym, którzy jeszcze się wahają, czy wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej?

Oprócz tego, że jestem medykiem i wymazowcem, jestem również rekruterem w WOT. Oznacza to, że kandydaci z województwa lubuskiego właśnie ze mną się kontaktują, dzwoniąc na numer podany na plakacie lub stronie internetowej. To do mnie składają wniosek i to ja monitoruję, by ten wniosek trafił do WKU. Wojska Obrony Terytorialnej oferują szeroką gamę rozmaitych kursów, od prawa jazdy kategorii C po ratownika wodnego. Dzięki temu można rozwijać swoje umiejętności, które później możemy wykorzystać w życiu codziennym lub w pracy zawodowej, ale przede wszystkim na służbie. W naszym batalionie w Skwierzynie są wspaniali ludzie, świetni dowódcy i niesamowita atmosfera. Warto przyjść i się przekonać! Chciałbym podziękować za cały rok służby żołnierzom z mojego 151 Batalionu Lekkiej Piechoty w Skwierzynie oraz żołnierzom 12 Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Bez nich nie udałoby mi się uzyskać tak wiele. Wstąpienie do WOT to najlepsza decyzja, jaką podjęłam w życiu.

Na jakich zasadach można służyć w Wojskach Obrony Terytorialnej? Ile trzeba mieć lat, jakie są wymagania, jak wygląda pobór?

Żeby wstąpić do Wojsk Obrony Terytorialnej, kandydat musi mieć przede wszystkim skończone 18 lat i nie może być karany za przestępstwa umyślne. To są dwa główne, najważniejsze kryteria. Trzeba też przejść badania lekarskie, ukończyć szkolenie podstawowe, a później złożyć przysięgę wojskową.

Dodaj ogłoszenie