To też była Wielkanoc, ale rok temu. Koło Nowej Soli spłonął milion pszczół. Lubuszanie nie byli obojętni. Pomogli odbudować pasiekę

Eliza Gniewek-Juszczak
Eliza Gniewek-Juszczak
Bliscy pana Piotra założyli zbiórkę na portalu zrzutka.pl. I udało się. Lubuszanie nie pozostali obojętni. Udało się szybko odbudować pasiekę. Archiwum Piotra Jonaczyka
Wystarczyło 15 minut i spłonął wóz z pszczelimi rodzinami i pszczelarski sprzęt. Strażacy przyjechali szybko, ale nic już nie mogli uratować. To była Wielkanoc, 12 kwietnia 2020 r. W pasiece znów słychać pszczoły.
  • Milion pszczół spłonęło 12 kwietnia 2020 roku w wozie pszczelarskim niedaleko Nowej Soli.
  • Zbiórka na portalu siepomaga.pl przyniosła skutek. Lubuszanie nie zawiedli.
  • Znów w pasiecie słychać pszczoły.

Tragiczny pożar w Książu Śląskim. To była Wielkanoc 2020

– Chciałem się rzucić w ogień i ratować pszczoły, ale to był taki mocny pożar. Człowiek działa w adrenalinie. Dobrze, że mnie sąsiad trzymał, bo jeszcze i ja bym był poszkodowany – mówił nam właściciel pasieki Piotr Jonaczyk po pożarze.
Właściciel, tak jak to robią pszczelarze od lat, używał podkurzacza. To mały sprzęt, którym odymia się ule. Użyty żar był sprzątnięty, ale było sucho i był wiatr. Musiała zostać jakaś iskra, która wystarczyła, aby spowodować wielki pożar, który wybuchł od strony wejścia do wozu.

To też była Wielkanoc, ale rok temu. Koło Nowej Soli spłonął milion pszczół. Lubuszanie nie byli obojętni. Pomogli odbudować pasiekę
Pan Piotr od szkoły podstawowej zajmuje się pszczołami. Pierwsze ule podarował mu dziadek, który ma dzisiaj 90 lat i nadal hoduje pszczoły. Ma ule blisko domu. – Żyje pszczołami, zdrowie nie pozwalana na większą pasiekę, ale parę uli koło domu sprawia mu dużo przyjemności – mówi jego wnuk. – Pomagałem dziadkowi i uczyłem się. Największą wiedzę zdobywa się w praktyce. Archiwum Piotra Jonaczyka

- Zobaczyłem kłęby dymu. Myślałem, że pali się las. Zadzwoniłem na 112. Okazało się, że już dostali zgłoszenie - opowiadał nam społecznik i radny Marcin Jelinek z Książa Śląskiego, w gminie Kożuchów. - Zdjęcie umieściłem na Facebooku. Tu wszyscy się znają. Wiele osób zaraz zareagowało. Potem okazało się, że to nie las płonie, a ule z pszczołami...

Zbiórka na zrzutka.pl. Udało się odbudować pasiekę

Bliscy pana Piotra założyli zaraz zbiórkę na portalu zrzutka.pl. I się udało. Lubuszanie nie pozostali obojętni. Zebrano ok. 32 tysięcy złotych i szybko odbudowano pasiekę.

- Po tych niedobrych zdarzeniach odbudowałem pasiekę do 80 uli – mówi Piotr Jonaczyk. - Bardzo przydała się pomoc w odbudowie. Naprawdę dziękuję wszystkim, którzy pomogli. Dziękuję za wsparcie. Dużo było też takich słów, które wspierały. Dzięki temu stwierdziłem, że dalej będę się tym zajmował. Jak człowiek to wszystko stracił, ciężko było odbudowywać. Dzięki pomocy ludzi się udało.

Rok później. W pasiecie w Książu Śląskim słychać pszczoły

Właściciel pasieki właśnie dogląda uli. Pszczoły latają spokojnie. Kolejny ciepły dzień przed Wielkanocą zachęca je do lotów. Ale zima nie była łatwa. Dostały lekarstwo przeciw chorobie, która dziesiątkuje pszczele rodziny. Niestety przezimowało około 40 rodzin.

– Warroza to choroba pszczół, która niestety nieleczona dziesiątkuje rodziny. Mam informacje od znajomego pszczelarza, który zaniechał leczenia i wszystkie zginęły – opowiada pan Piotr. – Dawałem leki, które okazały się za mocne, część pszczół padła. Około 40 rodzin udało się przezimować.

Od pana Piotra dowiadujemy się, że o tej porze roku najważniejsze jest, aby docieplić gniazdo, sprawdzić, czy pszczoły mają pokarm i ewentualnie dokarmiać je. Wszystko po to, aby na pierwszym pożytku, zbiory były jak największe.

- Dużo zależy od pogody. Były ciepłe dni, potem dosyć zimne. Takie zmiany są bardzo niedobre dla pszczół. Matki zaczynają czerwić (czyli składać jaja do komórek plastra – dop. red.). A w momencie ochłodzenia, rodziny zużywają bardzo dużo energii, aby ogrzać czerw (stadium rozwojowe pszczoły – dop. red.). Oby teraz pogoda dopisywała. Mam nadzieję, że pszczele rodziny będą się rozwijały - liczy Piotr Jonaczyk.

Pasieka to tradycja rodzinna. Od co najmniej 1890 roku

Pan Piotr od szkoły podstawowej zajmuje się pszczołami. Pierwsze ule podarował mu dziadek, który ma dzisiaj 90 lat i nadal hoduje pszczoły. Ma ule blisko domu. – Żyje pszczołami, zdrowie nie pozwala na większą pasiekę, ale parę uli koło domu sprawia mu dużo przyjemności – mówi jego wnuk. – Pomagałem dziadkowi i się uczyłem. Największą wiedzę zdobywa się w praktyce.
Pan Piotr ma również teoretyczną wiedzę dotyczącą pszczół. Skończył jedyne w Polsce technikum pszczelarskie pod Lublinem. To podobno jedyna taka szkoła w Europie.

– Wiedzę cały czas się zdobywa. Leczenie pszczół ewoluuje. Cały czas człowiek się uczy. Pojawiają się różne nowinki – podkreśla Piotr Jonaczyk.

Pszczoły w rodzinie pana Piotra to już długa tradycja. - Liczyliśmy, że trwa od 1890 roku. A może jeszcze dawniej nasza rodzina zajmowała się pszczołami. Na pewno nie zaniecham tej tradycji - zapewnia.

Pszczoły mają same zalety. "Kiedy pszczoła pocałuje, to dobrze"

Czy pszczoły żądlą pszczelarza? - dopytujemy właściciela pasieki. - Tak. Pszczoły zawsze żądlą. Ale pszczelarz się przyzwyczaja. Ma wprawdzie strój ochronny, ale zawsze się jakaś przedostanie. Tyle że jak pocałuje pszczoła, bo tak się mówi na żądlenie, to nic złego - podkreśla.

Pszczoły odwdzięczają się za pracę dla nich nie tylko miodem. Coraz bardziej modne są domki inhalacyjne do uloterapii, która jest nowym kierunkiem w apiterapii (to leczenie miodem i innymi produktami pszczelimi).

– Są takie domki, w których są ule. Można wejść do środka i wdychać zapach wydobywający z uli. Taki mikroklimat bardzo dobrze wpływa na człowieka. Nie tylko uspakaja, też bardzo dobrze działa na układ oddechowy. Zapach z uli jest bardzo kojący - słyszymy od naszego rozmówcy.

Piotr Jonaczyk cieszy się, kiedy jest nowy miód. Taki z własnej pasieki satysfakcjonuje. - Wiadomo, że jest dobry. Bardzo fajnie mieć parę uli koło domu. A najlepszy jest miód z okolicy, w której się mieszka, odczula od pyłków, które występują - zachwala.

Pszczelarze szykują się już do wywożenia pszczół na pożytki i do pierwszych zbiorów, które będą w czerwcu. – Jeśli oczywiście pogoda dopisze, bo wszystko od niej będzie zależeć – dodaje pan Piotr.

CZYTAJ TAKŻE:

ZOBACZ TAKŻE WIDEO: Nadleśnictwo Bogdaniec sprowadziło na swój teren dzikie pszczoły. Mają pomóc w rozbudowie ekosystemu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie