Tomasz Rożek: Nie ma innej alternatywy niż energia jądrowa

    Tomasz Rożek: Nie ma innej alternatywy niż energia jądrowa

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Polska

    Tomasz Rożek: Nie ma innej alternatywy niż energia jądrowa

    ©Sylwia Dąbrowa

    Chciałbym, żeby powstały reaktory, bo system produkcji energii elektrycznej, jaki mamy w Polsce, jest nie do utrzymania ze względów politycznych, ekonomicznych, środowiskowych - mówi dr Tomasz Rożek.
    Tomasz Rożek: Nie ma innej alternatywy niż energia jądrowa

    ©Sylwia Dąbrowa

    Rząd zapowiada budowę sześciu reaktorów jądrowych do 2040 roku. Co pan sądzi o tym pomyśle?
    Papier jest cierpliwy i zniesie wszystko. W związku z tym można zapowiadać różne rzeczy. Jeśli pyta mnie pani o to, czy w to wierzę, to przypomnę, że różnych zapewnień i terminów, ze strony wielu rządów, było bardzo dużo. Jeśli dobrze pamiętam te pierwsze, to w Polsce już powinny działać reaktory jądrowe. A zatem to tyle, jeśli chodzi o zapewnienia urzędników czy też polityków.
    Jeżeli zaś pyta mnie pani, czy to ma sens - to tak, uważam, że powinniśmy wybudować reaktory jądrowe w naszym kraju. Ale czy tak stanie się do roku 2040, to tu z technologii i nauki wchodzimy w politykę i gospodarkę.

    Zanim zapytam o sens, to zatrzymajmy się jeszcze przy tych zapowiedziach i oświadczeniu pana Piotra Naimskiego, pełnomocnika rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej. Pojawiły się głosy, że budowa reaktorów jądrowych w Polsce będzie się odbywać przy współpracy Stanów Zjednoczonych. Na co przeciwnicy elektrowni jądrowych od razu znaleźli argumenty, że przecież Amerykanie od 20 lat nie wybudowali reaktora atomowego. Czym więc mieliby nas wesprzeć? Pieniędzmi? Technologią?
    Technologią. Wybudowanie reaktora jądrowego to nie jest prosta rzecz. Nie jest też tak, że każdy, kto chce, a nawet nie każdy, kto ma tak zwany manpower, jest w stanie taki reaktor wybudować. Ludzi, firm, a w zasadzie powinienem powiedzieć krajów, które są w posiadaniu technologii jądrowej, tej cywilnej, jest niewiele i w gruncie rzeczy mamy do wyboru to, czy wybierzemy do współpracy: Francuzów, Amerykanów, Chińczyków, Rosjan czy Japończyków. I na tym w zasadzie ta lista możliwości się kończy.



    Trwa jeszcze budowa elektrowni jądrowej w Finlandii, choć też przekroczyła wszelkie możliwe terminy.
    Decyzja o wybudowaniu elektrowni jądrowej w danym państwie nie oznacza, że ten kraj realizuje taki projekt samodzielnie. W Skandynawii reaktory atomowe budują Francuzi i do któregoś momentu Niemcy. Po trzęsieniu ziemi w Japonii i wypadkach w Fukushimie, Niemcy wycofali się ze współpracy z Francją. To jeden z powodów ogromnych opóźnień w tej inwestycji. Jest jeszcze coś, reaktor w Olkiluoto jest pierwszym reaktorem nowego typu. Przypomina mi to sytuację, gdy projektowany jest nowy typ samolotu czy samochodu. Na początku każdy egzemplarz jest montowany niemalże ręcznie. Budowa kolejnych egzemplarzy trwa o wiele szybciej. Zawsze jest ryzyko kupowania czegoś, co nigdzie wcześniej nie zostało wybudowane. W takich sytuacjach zawsze trzeba wziąć pod uwagę, że mogą nastąpić przesunięcia zarówno czasowe jak i finansowe.

    Kolejny argument, jaki się pojawia przeciwko budowie elektrowni jądrowych w Polsce to taki, że przecież Niemcy wygaszają u siebie reaktory jądrowe i tego samego chcą od Belgii i Francji. Dlaczego Niemcy coś takiego robią? Bo już nie potrzebują energii jądrowej?
    Nie. Wynika to z ich polityki. W całym tym zagadnieniu my najmniej mówimy o nauce, a najwięcej o polityce. Niemcy wygaszali reaktory już za kanclerza Gerharda Schrödera, ponieważ potrzebował on głosów partii Zielonych. Później urząd ten objęła Angela Merkel i policzyła, że w gniazdku zabraknie jej prądu, w związku z tym tę decyzję odwołała. Ale w kolejnej kadencji ona też potrzebowała głosów Zielonych. A przedstawiciele tej partii, wbrew faktom dotyczącym wpływu tej technologii na środowisko, są przeciwko energetyce jądrowej. Na końcu sprawa wygląda tak, że Niemcy rzeczywiście wygaszają reaktory jądrowe, ale występujący niedobór prądu nie jest i nie będzie, wbrew temu, co mówią, pokrywany przez odnawialne, zielone źródła energii, tylko węgiel. Przecież Niemcy, w przeliczeniu na mieszkańca, emitują najwięcej dwutlenku węgla w całej Europie. Skąd więc on się bierze, jeśli wszystko tam jest zielone?

    Skąd?
    Stąd, że nie wszystko jednak jest zielone. Niemcy jeszcze bardzo długo od węgla nie odejdą, zwłaszcza w momencie, kiedy chcą wyłączać reaktory. Co więcej, ich gospodarka od wielu lat zużywa węgla brunatnego w zasadzie cały czas tak samo dużo. Przypomnę, że węgiel brunatny ma o wiele większy wpływ na środowisko naturalne, niż węgiel kamienny. Nie zapomnijmy też o politycznie bardzo ryzykownych, a jednak mocno przez Berlin forsowanych inwestycjach w połączenia gazowe z Rosją. Po co im gaz, skoro chcą mieć prąd ze słońca i z wiatraków? Na razie nim handlują, ale za chwilę, jak wyłączą atom, będą go spalali. Tak naprawdę, dziś to energia jądrowa jest alternatywą, gdy dane państwo chce ograniczyć spalanie węgla. Dlatego musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co chcemy mieć. W tej powszechnej, więc opartej na uproszczeniach, dyskusji wydaje się, że mamy do wyboru pomiędzy węglem, atomem a czymś zielonym.

    Czyli odnawialnymi źródłami energii.
    Tak. W tym momencie każdy powie: „No, to wybierzmy zielone!” Niestety, realizacja pięknego hasła nie jest tak prosta, jak się wydaje. Ponieważ, pomijając kraje niewielkie, bardzo wietrzne albo bardzo nasłonecznione, to duże kraje, w których gospodarki działają na wysokich obrotach, potrzebują ogromnych ilości energii, więc mają wybór pomiędzy atomem albo źródłami kopalnymi, czyli węglem, ropą i gazem. Oczywiście, to bardzo korzystne i potrzebne, by w tym komponencie, tym miksie było trochę zielonego, a nawet może być go całkiem sporo. Natomiast w dużej gospodarce, w takim miejscu jak Europa, zielone źródła jeszcze przez jakiś czas, choć niektórzy eksperci mówią, że nigdy do tego nie dojdzie, nie będą mogły stać się podstawą energetyczną krajów.

    Tymczasem Niemcy stoją na stanowisku, że chcą i będą korzystać z odnawialnych źródeł energii w stu procentach.
    Każdy by chciał, ja też!

    Prof. Jacek Jagielski o finansowaniu elektrowni jądrowej


    1 3 »

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo