Tylko ludzi żal. Jak Platforma Obywatelska zniszczyła WORD w Gorzowie

Robert Bagińśki
Karta chorobowa gorzowskiego WORD-u jest długa. Odwołanie dyrektora tej instytucji, to krok w dobrym kierunku, ale tylko teoretycznie. W praktyce wszystko zostaje jak było: zły i nieskuteczny nadzór Urzędu Marszałkowskiego, upartyjnienie placówki, a także przypadki mobbingu, które doprowadziły do tragedii. Zostaje też wicedyrektor Halina Lebiedź.

Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Gorzowie powstał jako jeden z pierwszych w Polsce i przez blisko 20 lat był wzorem dla innych. Jak funkcjonuje w ostatnich latach, gdy nadzór nad nim przejął odpowiedzialny za infrastrukturę wicemarszałek Marcin Jabłoński? Doskonale pokazała to tzw. afera „praca za sex” w której była pracownica oskarżyła dyrektora placówki o to, że przedłużenie jej umowy o pracę warunkował świadczeniem usług seksualnych.
Powiedział wprost: będzie sex, będzie umowa – mówiła domniemana poszkodowana.
Szukała wsparcia, ale dziś oskarżana jest przez polityków PO, że nie poszła do prokuratury.

Zacznijmy od tego, że marszłek Elżbieta Polak wiedziała, że w gorzowskim WORD nie dzieje się dobrze.
– To nie pierwszy przypadek mobbingu w tej jednostce – stwierdziła w rozmowie z redaktorem Markiem Poniedziałkiem.
W ciągu kilku tygodni w sprawie afery w gorzowskim WORD, dowiedzieliśmy się o tej placówce wielu rzeczy nieoczywistych. Kwestię domniemanego molestowania seksualnego wyjaśni prokuratura i sądy, ale reszta spraw pozostaje tam gdzie była. Kluczowym problemem tej instytucji jest brak prawidłowego nadzoru ze strony wicemarszałka Marcina Jabłońskiego oraz dyrektora Sławomira Kotylaka.

Oni sami widzą to inaczej. Przekonują, że zlecona przez marszałek kontrola, w rzeczywistości przeprowadzona pod naciskiem mediów, nie wykazała nieprawidłowości. Według Kotylaka, całe zamieszanie wpłynęło tylko na sferę mentalną pracowników WORD.
– Mam nadzieję, że decyzja o zmiane dyrektora tą mentalność i nastawienie do pracy zmieni – powiedział.
Politycy PO nieco opacznie interpretują pojęcie kontroli. Można odnieść wrażenie, że nie chodzi im o kontrolę, której efektem jest weryfikacja stanu faktycznego i korygowanie nieprawidłowości, ale kontrolę rozumianą jako rodzaj zasłony dymnej dla stanu, który jest efektem braku nadzoru. Winna jest polityka – wpływy marszałek Polak kończą się tam, gdzie zaczynają się wpływy wicemarszałka Jabłońskiego.

Sygnały o sytuacji w WORD pojawiały się od dawna. O dwóch przypadkach mobbinu wie już cała Polska. Szypiórkowska oskarżyła byłego już dyrektora Jarosława Śliwińskiego o mobbing i molestowanie, a były działacz PO oraz legenda gorzowskiej „Solidarności” Wiesław Suchogórski opowiedział o tym, jak doprowadzono w WORD do ciężkiej choroby oraz zgonu, jego żonę Barbarę. Wcześniej zwolniono ją z pracy, a gdy wytoczyła jednostce proces, kierownictwo zawarło w sądzie ugodę. Było jednak zastrzeżenie, że Suchogórska nie będzie już kontynuowała wątku mobbingu.
- Żona wysłała do dyrektora Śliwińskiego mejla ze skargą na działania mobbingowe ze strony pani Haliny Lebiedź. To co ona robiła, to był mobbing w najczystszej postaci - wspomina w rozmowie z GL Suchogórski.

O wszystkim miała być poinformowana marszałek Polak do której zostało wysłane pismo, ale sprawę zlekceważyła. Nie zdecydowała się odpowiedzieć i nie przeprowadziła kontroli.
– Pani Halina Lebiedź była znana z tego, że zachowywała się wobec pracowników złośliwie i w taki sposób, że niektóre panie wręcz płakały – mówi Suchogórski, który o sprawie opowiedział również poseł PO Krystynie Sibińskiej.
Ta miała mu powiedzieć, że nic nie zrobi, ponieważ Halina Lebiedź „jest w zażyłych kontaktach” z radnym sejmiku z PO Mirosławem Marcinkiewiczem. Wątek nie jest w lubuskiej polityce nowy. Podniósł go na sesji sejmiku były wiceminister i radny Marek Surmacz z PiS.
– Nie ma co ukrywać, to jest zatrudnienie na stanowisku wicedyrektor w WORD osoby bardzo blisko i towarzysko związanej z panem Mirosławem Marcinkiewiczem – mówił.
Wśród pracowników pozycja Lebiedź, która również jest członkiem PO, a także jej relacje z Marcinkiewiczem, nie były tajemnicą.
- Byłem świadkiem sytuacji raczej niezawodowych – mówi GL były pracownik, zaznaczając jednak, że nie chodzi o nic pikantnego.

– Pani Lebiedź nie ma kompetencji i odpowiedniej wiedzy, a pracownicy po prostu się jej bali. Widziałem jak traktowała Basię Suchogórską. Ona od początku grała na zniszczenie jej – wspomina Aleksander Pawlak, były już pracownik WORD.
Nie pracuje już, ponieważ poinformował dyrekcję o tym, że wicedyrektor Halina Lebiedź podprowadzała do egzaminów znajomych. Taka praktyka jest niedozwolona i szeroko opisana w wewnętrznych procedurach – dla egzaminatorów mógłby to być sygnał, że podprowadzaną osobę mają potraktować łagodniej. Informacja o tym, kto może znajdować się na placu egzaminacyjnym wywieszona jest przed wjazdem.

– Na miejscu egzaminu czekała mnie niespodzianka. Dyrektor Lebiedź przyprowadziła młodą kobietę, co przecież jest niezgodne z procedurami – czytamy w notatce, którą Pawlak przekazał ówczesnemu dyrektorowi Mariuszowi Potockiemu.
Całość zarejestrował monitoring, który Lebiedź pod nieobecność przełożonego miała podobno po ujawnieniu sprawy przeglądać.
– To wbrew prawu, bo zgodnie z rozporządzeniem ministra, tylko dyrektor i egzaminator nadzorujący może to robić – mówi GL pracownik.
Aleksander Pawlak w przekazanej dyrektorowi notatce napisał, że „takie przypadki miały miejsce już wcześniej”. Według jednego z egzaminatorów, dzień po zwolnieniu dyrektora Potockiego, jego zastępczyni miała wejść do gabinetu dyrektora i „zabezpieczyć” materiały na swój temat. W rozmowie z GL stanowczo temu zaprzeczyła.
– To totalna bzdura i nie potwierdzam tego – powiedziała

Wcześniej miały też miejsce przypadki mobbingu w stosunku do innych pracowników.
W tej instytucji zniszczono mi życie i doświadczyłam tego od tych samych katów - mówi w rozmowie GL pani Maria (Imię i nazwisko do wiadomości redakcji). Miała być poniżana i mobbingowana, a piętno tamtego czasu jest w niej do dzisiaj tak duże, że nie chce, aby ujawniać jej nazwisko.
Wiem do czego dyrekcja jest zdolna, a szczególnie pani Lebiedź – dodaje.
O tych zdolnościach wicedyrektor WORD mówił w rozmowie z GL Wiesław Suchogórski.
– Żona w drodze od lekarza do domu dowiedziała się, że jacyś ludzie są pod naszą bramą. Przyjechałem i zobaczyłem dwie kobiety oraz jednego mężczyznę. Jedną z tych osób była pani Lebiedź, która zachowywała się napastliwie i agresywnie. – opowiadał.

Niechlubną rolę Haliny Lebiedź w WORD potwierdzają inni pracownicy. Zaznaczają przy tym, że brak kompetencji i kwalifikacji do zajmowanego stanowiska, nadrabiała wymuszaniem szacunku.
– Basia Suchogórska przywitała ją serdecznie „Dzień dobry Pani Halino”, na co ta odwróciła się do niej i wypaliła: „Dla pani jestem panią dyrektor! Rozumie pani, za wysokie progi” – wspomina z rozbawieniem, choć Lebiedź budziła głównie strach, Aleksander Pawlak.
Obecnie w Państwowej Inspekcji Pracy oraz w zakładowej komisji antymobbingowej trwają też inne postępowania.
– Nie mogłam się zgodzić na to, aby mnie tak trak traktowano i niszczono – mówi w rozmowie pani Magda, osoba o bardzo wysokich kwalifikacjach i dużym doświadczeniu.
Od osób znających sprawę wiadomo, że próbowano się jej pozbyć z WORD, a metody uprzykrzania jej życia były bardzo wyszukane: dociążanie dodatkowymi obowiązkami, obcinanie etatu, okrajanie zakresu kompetencji oraz ostentacyjne traktowanie w sposób urągający godności.

Do zrobienia porządków w gorzowskim WORD Jabłoński oraz Kotylak mieli okazję dwa lata temu. Do Urzędu Marszałkowskiego wpłynęło pismo od byłego już dyrektora placówki Mariusza Potockiego, które rozpoczynało się od dramatycznej prośby o wsparcie. Wiadomo, że Potocki był już po konsultacjach z radcą prawnym i miał przygotowane wypowiedzenie dla wicedyrektor Lebiedź. W piśmie do Urzędu Marszałkowskiego sygnalizował o poważnych nieprawidłowościach, łamaniu prawa oraz mobbingu, których miała się dopuszczać Halina Lebiedź. Wysłał je w styczniu 2020 roku, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. W lutym napisał kolejne w którym błagalnym tonem prosił o wsparcie, krytykował swoją zastępczynię i opisywał jej zachowania mające znamiona mobbingu. Bez odpowiedzi. W marcu został odwołany, pomimo faktu, że w Urzędzie Marszałkowskim bronili go pracownicy WORD.

Zapytaliśmy o to dyrektor Lebiedź.
– Nie potwierdzam niczego o czym państwo mówią – odpowiedziała.
Stosowne pytania na temat pisma, które trafiło do Kotylaka i Jabłońskiego przesłaliśmy do Urzędu Marszałkowskiego, ale standardowo GL odpowiedzi nie otrzymała. Próbowaliśmy się w czwartek kontaktować z dyrektorem Kotylakiem telefonicznie, ale jego sekretariat przekazał informację, że nie ma czasu na rozmowę. Powyższe potwierdza jednak Aleksander Pawlak. – Byłem u dyrektora, pokazał mi to pismo do Urzędu Marszałkowskiego i sporządziłem na tą okoliczność stosowną notatkę – mówi. GL jest w posiadaniu przedmiotowego pisma.

Dziwnych sytuacji w WORD jest więcej. Kiedy światło dzienne ujrzała sprawa „praca za sex” w obronie dyrektora Śliwińskiego stanęły zakładowe związki zawodowe. Do mediów trafiło patetyczne w tonie pismo, które wystawiało mu świadectwo nieskazitelności. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nikt się pod nim nie podpisał. Tymczasem szefem związków zawodowych jest Maciej Kaczmarek.
– Jego żona wynajmuje od WORD pomieszczenia do prowadzenia swoich szkoleń – wyjaśnia nam Aleksander Pawlak.

Dopóki do ośrodka nie weszła polityka, wszystko funkcjonowało.
- Jak mnie odwoływał niejaki pan Kotylak, to powiedział, że trzeba to zrobić, aby w ośrodku było nowocześniej i lepiej – mówi w rozmowie z GL pierwszy w historii dyrektor gorzowskiego WORD Zbigniew Józefowski.
Zarządzał placówką przez dwadzieścia lat, ale zwolniony został korespondencyjnie i bez podania powodu. Obecne zamieszanie wokół ośrodka, który w rankingach wielokrotnie znajdował się na pierwszym miejscu, ocenia jednoznacznie.
– Dramat, że w krótkim czasie można zniszczyć dosłownie wszystko, co było wzorem dla innych w Polsce i robi to ktoś tak beznadziejny jak ten Kotylak – mówi były dyrektor.

W czwartek Zarząd Województwa, powołał na trzy miesiące nowego dyrektora, którym został Grzegorz Duszkiewicz. Według eksdyrektora Józefowskiego, to bardzo dobra decyzja.
– Może ktoś tam w końcu poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że w WORD nie mam miejsca na politykę. Przyjmowałem Grzegorza do pracy i mogę zaświadczyć, że to profesjonalista w każdym calu – mówi w rozmowie z GL.

Może się tak stać, ale ktoś powinien wyciągnąć wnioski i wziąć na siebie odpowiedzialność. Chętnych nie ma, a z każdym dniem i każdą wypowiedzią członków zarządu województwa dowiadujemy się, że właściwie nic się nie stało.

CZYTAJ INNE OPINIE:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krul Bul
Podrabianie nicka POprawiłeś. Teraz czas na resztę. A jest nad czym pracować... :D
❆Krul Bul❄
Zacznij pisać po polsku, platformiany nieudaczniku, podszywający się pod kogoś innego.

Rozumiem, że język polski nie jest twoim ojczystym, ale tutaj, na POLSKIM portalu, obowiązuje poprawna polszczyzna, nie jakiś polsko-niemiecki bełkot.

Ps poćwicz bardziej podrabianie nicka. :D
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie