MKTG SR - pasek na kartach artykułów

UL. KUPIECKA 4: Tu jest moje miejsce

Leszek Kalinowski 0 68 324 88 74 [email protected] Data publikacji artykułu w "GL" > 15-16 grudnia 2007
Opowiadając o przeszłości, Remigiusz Jankowski, oprócz rodziny, często wymienia trzech przyjaciół: Klema Felchnerowskiego, Stefana Słockiego i Hilarego Gwizdałę.
Opowiadając o przeszłości, Remigiusz Jankowski, oprócz rodziny, często wymienia trzech przyjaciół: Klema Felchnerowskiego, Stefana Słockiego i Hilarego Gwizdałę. fot. Paweł Janczaruk
Jego rodzinny dom zniszczyła seria pocisków katiuszy, więc zmuszony był szukać nowego miejsca. Znalazł je w naszym mieście. Dziś mówi o sobie: - Mam wątpliwą przyjemność być ostatnim z tych pierwszych…

Remigiusz Jankowski to znana postać w mieście. Nie tylko dlatego, że był jednym z pierwszych mieszkańców miasta po wojnie. Ale też dlatego, że stara się zdobyć każdą pamiątkę związaną z Zieloną Górą. Nie dla siebie, lecz dla potomnych. Z myślą o nich część bogatego zbioru przekazał muzeum.

Dba o historię
Pamiętam, jak 17 lat temu przyszedł do redakcji z propozycją, by odwiedzać zielonogórskich pionierów. - Coraz mniej ich - mówił. - A historia jest ulotna. Warto byłoby spisać ich wspomnienia. Bo za chwilę nikt nie będzie już pamiętał, jak naprawdę było w naszym mieście w pierwszych powojennych dniach.

Pan Remigiusz sam jest pionierem. - Moja rodzina mieszkała w Poznaniu, niedaleko rynku. Kiedy katiusze w czasie ofensywy zimowej zniszczyły całkowicie nasz dom, dostałem skierowanie do miasta, które dopiero miało stać się polskim - wspomina. - Przyjechałem z kilkuosobową grupą do Czerwieńska. Tu pociąg kończył bieg. Pieszo doszliśmy do Zielonej Góry.

Miasto było wyludnione, wszędzie wisiały białe flagi. Na pl. Bohaterów pracowali Niemcy, nadzorowani przez rosyjskich żołnierzy.

Wykupili widelce

Poznaniaków zaproszono na niezbyt miłą rozmowę do siedziby NKWD (w muzeum). I odwieziono z powrotem do Czerwieńska. Skąd znów pieszo, omijając Rosjan, wrócili do miasta. Tym razem spotkali Polaków.

- Podobnie jak w Poznaniu, chciałem mieszkać blisko centrum, ale jakby trochę z boku - opowiada R. Jankowski. - Dlatego wybrałem kamienicę przy ul. Kupieckiej nr 4. Choć dziś wszędzie jest centralne ogrzewanie, to kaflowe piece zostały. Na pamiątkę.

- Sypialnia jest taka, jaką zastaliśmy - podkreśla. Piękne dębowe deski na podłodze. Duże, podwójne łoże małżeńskie, toaletka z lustrami, szafka. W idealnym stanie. Bo rodzina Jankowskich bardzo dba o pamiątki. Każdą zastaną w mieszkaniu rzecz musieli wykupić, na co mają stosowne dokumenty. Nawet na kieliszki, łyżki i widelce. Na pożółkłych papierach pieczątki z napisem ,,Zielonagóra".

Pracował w kinie i teatrze

Nie zamieniłby tego mieszkania na żadne inne. Przecież wiążą się z nim najlepsze wspomnienia. Również o rodzinie. Jego ojciec Jan Jankowski, powstaniec wielkopolski, był jednym z organizatorów zielonogórskiej poczty.

Brat - Jerzy - uruchomił zakład rymarski. Pan Remigiusz natomiast z niejednego pieca chleb jadł. Miał sklep i warsztat elektrotechniczny. Pracował w urzędzie skarbowym, gdzie poznał swoją żonę Kazimierę. Był też Zastal, kino, teatr, a na koniec urząd wojewódzki, skąd w 1977 r. odszedł na emeryturę.

- A żona w sądzie potem pracowała, organizowała ,,Solidarność". Odmówiła podpisania lojalki i musiała odejść - podkreśla R. Jankowski. Dzieci też przedstawia: - Córka, Izabela, w banku pracowała. Dziś już na emeryturze. Syn, Ryszard, ma swoją firmę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska