MKTG SR - pasek na kartach artykułów

UL. LWOWSKA 13: Bawmy się, bo czas ucieka

Leszek Kalinowski 0 68 324 88 74 [email protected]
- Życie jest krótkie i ciężkie, dlatego ludzie chcą się bawić, korzystać z każdej chwili - mówi Szymon Galas i cieszy się, że przychodzą do niego nie tylko studenci i młode osoby.
- Życie jest krótkie i ciężkie, dlatego ludzie chcą się bawić, korzystać z każdej chwili - mówi Szymon Galas i cieszy się, że przychodzą do niego nie tylko studenci i młode osoby. fot. Krzysztof Kubasiewicz
Szymon Galas zamienił Jelenią na Zieloną Górę i od sześciu lat czuje się u nas jak u siebie. A dzięki prowadzonemu przez siebie klubowi przenosi się w różne miejsca na świecie.

Teraz czuje już kubańskie klimaty. Nic dziwnego, przygotowuje już sylwestra. Będzie dużo kubańskich rytmów, dużo rumu, girland i szampańskiej zabawy.

Wcześniej było np. plażowe party, sale pokrył żółty piasek, pojawiły się palmy, a drinki podawano w… kokosach. Pomysłów na imprezy nie brakuje, więc Sz. Galas ma nadzieję, że nadal będzie zaskakiwał klientów.

Odrobina syropu cukrowego

A wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy z Jeleniej Góry postanowił przyjechać do Zielonej Góry i rozpocząć studia na zarządzaniu i marketingu. Szybko jednak wciągnął go biznes i dyplomu nie zdobył. Ale nie żałuje, bo jak mówi - robi to, o czym zawsze marzył.

- Zawsze marzyłem, by zostać barmanem. Rozpocząłem pracę jako kelner, potem zrobiłem kurs na barmana u wicemistrza Polski - opowiada Sz. Galas. - Chciałem być coraz lepszy. Wiele zawdzięczam mistrzowi Polski 2003 Damianowi Sobczakowi. Dużo się od niego nauczyłem. Współpracowałem też z obecnym mistrzem Polski, zielonogórzaninem, Bartkiem Baranowskim. Wystartowałem z nim także na zawodach, on był pierwszy, ja drugi…

Uwielbia rzucać pod sufit butelkami, przyrządzać oryginalne drinki i patrzeć, jak dobrze ludzie się bawią. A jego ulubiony drink?

- Rum z colą i lionką z odrobiną syropu cukrowego - odpowiada bez chwili zastanowienia.

Klasa po latach lub urodziny

Wcześniej pracowałam jako kierownik lub menedżer zielonogórskich restauracji. Zdobywał doświadczenie, ale to nie było to, co chciałby robić.

- Bardzo chciałem mieć własny klub. Oczami wyobraźni widziałem, jak go urządzę. No i udało się, miesiąc temu obchodziłem pierwszą rocznicę istnienia Clubu 69 - przyznaje z dumą. - To nie jest night club, ale miejsce, gdzie można urządzić po latach klasowe spotkanie, urodziny, wieczór panieński czy kawalerski. Takiego lokalu w mieście mi brakowało, dlatego postanowiłem wypełnić tę lukę. A nazwa? Każdy kto ją przeczyta, uśmiecha się. I o to właśnie mi chodziło. Śmiejmy się jak najczęściej.

Po roku czasu twierdzi, że pomysł był bardzo dobry. Planuje więc uruchomienie kolejnego klubu. W mieście lub jego okolicy. Na razie pracuje sam, daje radę, ale gdy rozwinie skrzydła, potrzebna będzie pomoc.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska