Uratować komuś życie? Nic bardziej przyjemnego

Tatiana Mikułko 95 722 57 72 [email protected]
Ośmioletnia Julia i prawie dwuletni Kubuś dorastają w domu, w którym pomaganie drugiemu człowiekowi jest czymś normalnym. Ich tata Piotr został dawcą szpiku kostnego, a mama Karolina jest zarejestrowana w bazie dawców. Czeka na swoją szansę.
Ośmioletnia Julia i prawie dwuletni Kubuś dorastają w domu, w którym pomaganie drugiemu człowiekowi jest czymś normalnym. Ich tata Piotr został dawcą szpiku kostnego, a mama Karolina jest zarejestrowana w bazie dawców. Czeka na swoją szansę. Paweł Kozłowski
Udostępnij:
Pan Piotr w lutym zarejestrował się w banku dawców, a we wrześniu oddał szpik 50-letniemu mężczyźnie choremu na białaczkę. Jego narzeczona Karolina wciąż czeka na telefon z informacją, że może komuś pomóc. - To moje marzenie - mówi.

- Zrobiłbym to jeszcze raz, drugi, trzeci, czwarty. Każdego będę namawiał. Tylko proszę nie pisać, że to heroizm - zastrzega Piotr Chruszcz, 30-latek z podgorzowskiego Bolemina.

- Mamy wszystko, co chcieliśmy. Dwójkę zdrowych dzieci. To taka nasza forma podziękowania. Poza tym, człowiek zawsze stawia się w sytuacji, co by było, gdyby nas spotkała tragedia - dodaje Karolina Czopor, partnerka pana Piotra.

Oboje na początku roku zarejestrowali się w banku dawców szpiku kostnego. - Karolina przyniosła do domu zestawy do pobrania wymazu z ust. Zapakowaliśmy i wysłaliśmy do DKMS-u - opowiada pan Piotr. Po miesiącu Fundacja DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych odpowiedziała, że rejestracja się udała. Krótko potem pan Piotr został powiadomiony, że musi oddać krew do badań. W sierpniu przyszedł upragniony telefon. - Na 99 proc. mają dla mnie genetycznego bliźniaka! Pierwsza myśl? Strach, ale i ogromna radość. Przecież nie ma nic przyjemniejszego od uratowania komuś życia. Nic więcej nie można zrobić dla drugiego człowieka - tłumaczy młody mężczyzna. Jest wyjątkiem, bo według statystyk DKMS zaledwie 1 proc. osób zostaje faktycznym dawcą w ciągu pierwszego roku od rejestracji. Pani Karolina była trochę zawiedziona, że jej telefon milczał. - Zawsze o tym marzyłam, a tu nic. W fundacji powiedzieli, że mogą do mnie zadzwonić za rok, 10 lat, albo nigdy. Ale im więcej osób się zarejestruje, tym większa szansa, że komuś uda się pomóc - tłumaczy.

Na 99 proc. mają dla mnie genetycznego bliźniaka! Pierwsza myśl? Strach, ale i ogromna radość. Przecież nie ma nic przyjemniejszego od uratowania komuś życia. Nic więcej nie można zrobić dla drugiego człowieka

Do pobrania miało dojść 1 lub 2 września. Wcześniej pan Piotr pojechał do Warszawy na szczegółowe badania. Tydzień przed musiał brać tzw. czynnik wzrostu (substancja zbliżona do hormonu, która powoduje uwolnienie komórek macierzystych, występujących głównie w szpiku kostnym, do krwioobiegu). - Pobranie z krwi okołoobwodowej zaczęło się o ósmej i trwało kilka godzin. Wyglądało jak dializa krwi. Przez cały czas towarzyszyła mi Karolina. Oczywiście nieprawdą jest, że to strasznie boli i że igłę wbija się w kręgosłup. Po dwóch, trzech dniach byłem już w formie - wspomina pan Piotr. Pani Karolina dodaje, że fundacja DKMS bardzo dobrze się nimi zaopiekowała i pokryła wszystkie koszty pobytu w Warszawie, badań i samego pobrania.

Czy pan Piotr wie, komu pomógł?- Wiem tylko tyle, że to 50-letni mężczyzna, Polak. Za dwa tygodnie się dowiem, czy przeszczep się powiódł. A za dwa lata będziemy mogli się poznać. - Bardzo bym tego chciał - mówi mężczyzna.

Takich przykładów jest coraz więcej. Na stronie DKMS można przeczytać historię młodej gorzowianki (nie udało nam się z nią w piątek skontaktować, dlatego nie podajemy nazwiska), która niedawno też została dawcą. Zarejestrowała się rok temu podczas Dni Dawcy w Gorzowie zorganizowanych dla trzyletniego Piotrusia (chłopczyk czuje się już na tyle dobrze, że jego mama zastanawia się nad posłaniem go do przedszkola). Gorzowianka oddawała szpik w Dreźnie. Tak o tym pisze: "Z mojej strony nic wielkiego, a ze strony biorcy, hmmm... pomyślcie sami. Teraz czekam na informację, jak czuje się mój biologiczny bliźniak i zarażam innych tą wielką sprawą."

- Entuzjazm wśród młodych ludzi dla idei przeszczepów, czy to oddania szpiku, czy narządów po śmierci, jest duży. Pozytywne nastawienie w społeczeństwie cały czas narasta. Po to o tym mówimy, żeby za pięć, dziesięć lat było łatwiej. Żeby pula i ryzyko stania się dawcą było wyższe - tłumaczy dr Maciej Głyda, wojewódzki konsultant w dziedzinie transplantologii klinicznej. W środę będzie gościem w I LO w Gorzowie podczas inauguracji kampanii "Drugie życie" organizowanej w Światowy Dzień Donacji i Transplantacji.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krzysztof
Gratuluję,ja również czekam od 2001roku i jak narazie nie ubłagana cisza a tak bardzo chciałbym komuś oddać szpik.
K
Krystyna
niby nic a jak wiele PAN uczynił.Jest PAN wspaniałym człowiekim.Dziękuje za wielki DAR.
M
Ma
Gratuluję postawy
a dzieciom rodziców serce rośnie !!
X
XXX
Gratuluję!!! ja czekam już od 2001 i mam nadzieję, że również komuś będę mogła kiedyś pomóc. Pozdrawiam.
X
XXX
Gratuluję!!! ja czekam już od 2001 i mam nadzieję, że również komuś będę mogła kiedyś pomóc. Pozdrawiam.
Dodaj ogłoszenie