Urzędnicy winni, ale kary nie będzie

Dariusz Brożek
Dariusz Brożek
Starosta i wójt odetchnęli z ulgą.
Starosta i wójt odetchnęli z ulgą. Jarosław Miłkowski
- Jest dobrze. Sprawiedliwości stało się zadość – tak wójt Przytocznej Bartłomiej Kucharyk skomentował na swoim facebooku korzystny dla niego wyrok, który zakończył jego sądowe perypetie. Z ulgą odetchnęli także starosta Grzegorz Gabryelski oraz urzędnik z Przytocznej Krzysztof C.

Władze Przytocznej chciały oczyścić staw w Strychach i przy okazji zrobić tam plac zabaw dla dzieci. Skończyło się na planach oraz trwających ponad dwa lata prokuratorsko-sądowych problemach czwórki urzędników. Jako pierwsza na ławie oskarżonych zasiadła pracownica starostwa, która przyznała się do podrobienia pozwolenia na wycięcie drzew rosnących nad wiejskim stawem. Była sądzona w odrębnym procesie. Sąd warunkowo umorzył jej sprawę, co oznacza uznanie winy, ale bez orzekania o karze. Identyczny wyrok zapadł w miniony wtorek, 21 listopada, w Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wlkp. Tym razem sąd umorzył postępowanie wobec wójta Przytocznej Bartłomieja Kucharyka, starosty międzyrzeckiego Grzegorza Gabryelskiego i szeregowego urzędnika z Przytocznej Krzysztofa C.

Wyrok jest ostateczny i prawomocny. Oraz bardzo korzystny dla urzędników, gdyż nadal mogą zajmować swoje stanowiska. Zostali natomiast ukarani finansowo. Wójt na wpłacić 5 tys. zł na konto Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej, starosta 4 tys. zł, a Krzysztof C. 500 zł. Finansowe kary są znacznie mniejsze, niż miały wynieść grzywny, którymi ukarał ich wcześniej Sąd Rejonowy w Międzyrzeczu. Nałożona na wójta Kucharyka grzywna miała wynieść aż 15 tys. zł. Samoprządowiec miał też pokryć 1,5 tys. zł kosztów sądowych. Starosta Gabryelski miał zapłacić 12 tys. zł grzywny i 1,2 tys. zł kosztów, natomiast Krzysztof C. miał do zapłacenia 2 tys. zł grzywny i 100 zł kosztów postępowania. Obrońcy urzędników i prokurator odwołali się od tego wyroku, dlatego ostateczna decyzja zapadła w Sądzie Okręgowym w Gorzowie Wlkp. I okazała się znacznie bardziej korzystna dla oskarżonych, niż wcześniejszy wyrok międzyrzeckiej Temidy.

O prawnych kłopotach wójta i starosty wiele razy pisaliśmy w naszym tygodniku. Ich przyczyną były drzewka, które władze Przytocznej chciały wyciąć w związku z planowaną inwestycją w Strychach. W starostwie wydano pozwolenie na usunięcie 112 drzew, ale potem wyszło na jaw, że jest ich o 54 więcej. Urzędnicy zamiast wystąpić o nowe pozwolenie, poszli na skróty. W starostwie powstał nowy dokument z właściwą liczbą drzew, ale ze starą datą. Dlatego prokuratura oskarżyła ich o przekroczenie uprawnień. Oraz o próbę wyłudzenia unijnej dotacji, gdyż gmina wystąpiła do Lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego o pieniądze na plac zabaw.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Renata Nowosadzka stwierdziła, że „oskarżeni chcieli dobrze dla gminy” i przyświecający im cel „był przynajmniej godny zrozumienia”. Zwróciła też uwagę na skomplikowane procedury urzędowe, które – jak powiedziała – zupełnie niepotrzebnie generują takie zachowania.

Nieprawidłowości ujawnił jeden z pracowników starostwa. Przed zawiadomieniem prokuratury, skopiował oba dokumenty. Dlaczego to zrobił? Przed sądem tłumaczył to „zawodowym nawykiem”. Przyznał, iż był funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa (policji politycznej ówczesnych władz komunistycznych – przypomina redakcja). – Bardzo dobrze, że wydają ostateczny wyrok sąd nie posłuchał zeznań byłego funkcjonariusza SB – komentuje starosta Grzegorz Gabryelski.

Bardzo dosadnie komentuje wyrok B. Kucharyk. - W całej tej przykrej i ponurej sprawie najbardziej cieszy fakt, że już sąd pierwszej instancji podkreślał, iż nie było żadnej szkody. Że nikomu nie chcieliśmy zrobić krzywdy, a tym bardziej odnieść jakiejkolwiek korzyści dla siebie. Sąd powtarzał to jak mantrę, że nie można mówić tutaj o jakimkolwiek wyłudzeniu bo przecież gmina miała dostać refundację, a nie dofinansowanie. To istotna różnica! Szczerze mówiąc byłem w szoku z tym uzasadnieniem, bo czułem się tak jakbym słuchał sam siebie i tego, co od początku mówiłem. Sąd powiedział nawet więcej niż ja. Podkreślił, że zawiłość przepisów jak tak ogromna, że wręcz generuje tego rodzaju patologie których oczywiście sąd nie pochlebia. Sąd podkreślił że chcieliśmy poprawić mały błąd, który nie miał i tak znaczenia w kwestii dofinansowania, bo celem inwestycji nie była wycinka drzew a rewitalizacja stawu – komentuje. - Zacząłem wierzyć w sprawiedliwość na tym świecie. Na szczęście przez cały ten czas miałem wsparcie wśród mieszkańców i najbliższej rodziny i to dawało mi najwięcej sił do dalszego działania na rzecz gminy i jej mieszkańców. Teraz zabieramy się do dalszej pracy. Na inwestycje w 2017 roku chcemy przeznaczyć siedem milionów złotych, a mamy jeszcze kilka złożonych wniosków na dofinansowanie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie