Uśmiechem pomaga oswoić śmierć

Beata Bielecka
Judyta Szewielińska znalazła sens życia w pomaganiu innym. Gdy opowiada o swoich podopiecznych z hospicjum jej oczy się cieszą.
Judyta Szewielińska znalazła sens życia w pomaganiu innym. Gdy opowiada o swoich podopiecznych z hospicjum jej oczy się cieszą. Beata Bielecka
Są dni, że Judyta daje tylko dotyk. Bo w chorobie dotyk zastępuje często słowa. Mówi, że nie robi nic szczególnego. Dzieli się tylko swoim czasem z tymi, którzy już go nie mają.

Judyta jest wolontariuszką w Hospicjum domowym św. Wincentego a'Paulo, które drugi rok działa przy słubickiej parafii pw. NMP Królowej Polski. Ma 33 lata, dobrą pracę w straży granicznej, kochającego męża, dwóch udanych synów. Ale wie też, czym jest choroba i jak często wtedy człowiek czuje się samotny, jak potrzebuje żeby ktoś go wysłuchał.

Z chorym choruje cały dom

Kilka lat temu wpadła w głęboką depresję. 10-letni Kuba miał wtedy zaledwie trzy latka, a ona nagle przestała w ogóle reagować na otaczający świat. - To był czas, gdy leżałam plackiem w domu i nic nie istniało. Niektórzy nie rozumieli, że jestem po prostu chora. Mówili: - Weź się w garść - a te słowa przyprawiały mnie o gęsią skórkę, bo czułam się całkowicie bezsilna. To są najgorsze słowa, jakie chory może usłyszeć. Miałam wtedy wrażenie, że ci, którzy to mówią, w ogóle mnie nie słuchają. Gdyby nie mój mąż i teściowie, nie wiem jak bym sobie poradziła - opowiada.

Gdy dziś zastanawia się, skąd wzięła się jej choroba, myśli, że to przez sposób, w jaki kiedyś żyła. - Mój rodzinny dom był bardzo uporządkowany i zdyscyplinowany. Rodzice też pracowali w straży granicznej i wszystko wokół było zawsze tak bardzo poukładane - wspomina. Gdy już była mężatką narzuciła sobie wiele ról i w każdej chciała być perfekcyjna. - Nie położyłabym się spać, gdyby w zlewie została nie umyta szklanka, albo zostawiłabym nie wyprasowane rzeczy - mówi. W końcu jej psychika powiedziała "dość". Depresja zabrała wprawdzie wewnętrzny nakaz bycia perfekcyjną, ale i chęć życia w ogóle.

Ta choroba nauczyła ją wiele. Tego między innymi, że dziś bez problemu zasypia nawet wtedy, gdy w zlewie stoi sterta nie umytych szklanek, bo wie, że jest dużo ważniejszych spraw wokół niej. I nauczyła ją, jak ważne jest wysłuchanie tego, co ktoś ma do powiedzenia. Może i z tego wzięła się jej chęć pracy w hospicjum.
Miała być tylko jedną z kilkunastu osób potrzebnych do założenia stowarzyszenie, które miało prowadzić hospicjum. Najpierw zaangażował się w to jej mąż Przemek. Pomyślała wtedy, że nie chcę jednak stać z boku, że jak on być przy łóżku chorego. Tam się widziała.

Czasami, gdy siada przy swoich podopiecznych, tylko słucha, trzymając ich za ręce. Bo dotyk zastępuje w chorobie słowa. Dobrze wie, jak ważne są też gesty, jak trzeba uważać, żeby ich nie przegapić. Jej podopieczni rzadko chcą rozmawiać o chorobach. Wolą wracać myślami do czasów, gdy byli młodzi, gdy czuli się szczęśliwi, gdy dla nikogo nie byli ciężarem. Bo chory dźwiga często nie tylko własną chorobę, ale też rozpacz bliskich i poczucie, że wraz z nim choruje cały dom.

Wolonariusze sa jak anioły

W słubickim hospicjum jest około 20 wolontariuszy. Pomagają chorym na raka w ostatnim stadium tej choroby. A także ich rodzinom. Przy łóżkach chorych Judyta spędza prawie każdy dzień. Ostatnio odwiedza panią Stefanię. - Gdy zdarzy się coś, że nie mogę do niej pójść, już jestem ciekawa, co u niej słychać, co chciałaby mi powiedzieć - opowiada. Pamięta wszystkich swoich podopiecznych. Pierwszym był pan Mieciu. Chodziła do niego ze swoją przyjaciółką Magdą, która wcześniej niż ona zaczęła działać w hospicjum i miała już pewne doświadczenie.

Przyznaje, że trochę się obawiała, jak sobie poradzi, jak zostanie odebrana. - A pan Mieciu na mój widok uśmiechnął się i powiedział: - O, jaki piękny, młody człowiek do mnie przyszedł. Natychmiast wszystkie moje obawy gdzieś uleciały - opowiada. Przychodziła do niego przez ponad dwa miesiące. - Za każdym razem coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie. Te doświadczenia idą za mną do każdego nowego podopiecznego - mówi.
Przyznaje, że na początku bała się, że w domach, do których będzie chodzić zobaczy tylko smutek i śmierć. A zobaczyła drugiego człowieka. Każdą z tych osób doskonale pamięta. I każda czegoś ją nauczyła. Chyba najwięcej starsza pani, która odchodząc była niesamowicie pogodzona ze śmiercią. Mówiła: - Wy nie przychodźcie do mnie, ale do mojego męża, bo on nade mną siedzi i smarka, a ja przecież odchodzę do lepszego świata.

- Była w tym odchodzeniu niewiarygodnie silna. To było bardzo mocne doświadczenie - mówi Judyta. Przyznaje, że widząc radość w oczach swoich podopiecznych czuje, że rosną jej skrzydła i dostaje niesamowitego powera do pracy. Ale nie wie, jakby się poczuła, gdyby przyszło jej być przy śmierci swojego podopiecznego. - Nigdy to mi się jeszcze nie zdarzyło. Może Bóg uznał, że nie jestem jeszcze na to gotowa? - zastanawia się.

Kiedyś mąż Judyty idąc do chorego chciał zabrać gitarę i radził się jej, co o tym myśli. - Daj sobie spokój. Przecież to cierpiący człowiek i jeszcze twojego plumkania ma słuchać?! - usłyszał wtedy od niej. Przemek miał nadzieję, że może w ten sposób oderwie go chociaż na chwilę od myślenia o chorobie. - I miał rację - wspomina Judyta. Starszy pan nie tylko słuchał piosenek, które grał mu jej mąż, ale nawet mruczał je sobie pod nosem, a czasami przy nich spokojnie zasypiał. I zawsze czekał na to granie.

- Każdemu hospicjum kojarzy się ze śmiercią, a nam chodzi o to, żeby w tych ostatnich dniach wprowadzić jeszcze życie do domów naszych podopiecznych - mówi Judyta. - I fajnie, gdy się to udaje. W tym dawaniu siebie jest zresztą głębszy sens - dodaje. To między innymi doskonała lekcja wychowania dla jej synów. Często z Przemkiem słyszą od Kuby i Stasia, że są z nich dumni. - To są słowa najbardziej bliskie sercu, bo chcemy uwrażliwić dzieci na potrzeby innych - mówi Judyta. Podoba jej się, że Kuba już teraz lubi otaczać się kolegami, o których wie, że w domu nie mają takiej opieki, jak on. - Czasami mam wrażenie, że czuje się za nich w jakiś sposób odpowiedzialny - opowiada.

W hospicjum są osoby w różnym wieku, rożnych zawodów: przedsiębiorcy, nauczyciele, lekarze, pielęgniarki… - Nie każdy czuje się na siłach być przy łóżku chorego, dlatego niektórzy zajmują się rozwożeniem łóżek czy chodzików do domów, kolega prowadzi naszą stronę internetową, a jedna z pań po prostu się modli za naszych podopiecznych - mówi Judyta. I dodaje: - Lepimy to nasze hospicjum jak domek z plasteliny. Pomaga nam proboszcz, który dał stowarzyszeniu pomieszczenia, gdzie możemy trzymać sprzęt dla chorych i wszystko, co jest nam potrzebne do pracy. Pomagają ludzie, którzy dzwonią i pytają, czy nie przydałby się któremuś z naszych chorych chodzik czy łóżko, albo po prostu wpłacają pieniądze, żebyśmy mogli kupić nowy sprzęt - opowiada.

Ale ma też wrażenie, że niektórzy odbierają wolontariuszy jak dziwaków, odszczepieńców. - A my tylko chcemy pomóc. To takie dobre uczucie czuć się potrzebnym. Dlatego jestem pewna, że nie wpadłam tu na chwilę - mówi Judyta o swojej pracy w hospicjum. Tym bardziej, że takich miejsc nie ma wiele. W województwie raptem kilka. A kiedy lekarz rozkłada ręce i mówi, że nic już nie może zrobić, rodzina zostaje często sama. I wtedy wolontariusze z hospicjów są jak anioły, które przylatują do domów. Pomagają odejść w ciszy i oswoić śmierć...

Nieruchomości z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 71

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tłumacz
Nawet Google translator nie przetłumaczył tego na język polski.

Nawet Google translator nie przetłumaczył tego na język polski.

mądralo...taki jesteś obeznany z techniką a nie wiesz , że w translatorze nie ma opcji tłumaczenia z języka na ten sam język..? nie pisz tylko , że to był sarkazm...nawet wtedy ( a może przede wszystkim wtedy) potrzebna jest rzetelność....miłej niedzieli...
A
ATHEIST
artykuł wart przeczytania i ukłon w stronę bohaterki za odwagę i serce, ale forum niby na jego temat niektórych internautów jest bezsensowne i puste

Nawet Google translator nie przetłumaczył tego na język polski.
k
kasia
artykuł wart przeczytania i ukłon w stronę bohaterki za odwagę i serce, ale forum niby na jego temat niektórych internautów jest bezsensowne i puste
a
asa
Ja nie mogę weźcie się ogarnijcie!
B
Barlog
Puste. Nie ma żadnych forów pod tym adresem.
Podaj adres tego forum, na którym piszesz. Przecież sobie nie uroiłeś, prawda?

Puste. Nie ma żadnych forów pod tym adresem.
Podaj adres tego forum, na którym piszesz. Przecież sobie nie uroiłeś, prawda?

satan.pl zapraszamy..
a
an
mimo wszystko, interesujące
A
ATHEIST
..jasne...bardzo proszę..www.satanizm.fora.pl

Puste. Nie ma żadnych forów pod tym adresem.
Podaj adres tego forum, na którym piszesz. Przecież sobie nie uroiłeś, prawda?
c
czepialski
Fajny artykuł, wielkie brawa dla Judyty i jej męża.

Fajny artykuł, wielkie brawa dla Judyty i jej męża.

...dla Edyty..
B
Bart
Dobry pomysł. Znasz jakieś fora dla satanistów?

Dobry pomysł. Znasz jakieś fora dla satanistów?

..jasne...bardzo proszę..www.satanizm.fora.pl
M
Maja
Fajny artykuł, wielkie brawa dla Judyty i jej męża.
A
ATHEIST
..moze przeniósł bys swoje rozważania i dowody na forum dla satanistów...przecież piekła nie ma..nie ma też szatana...przekonaj ich o tym...bedzie ciekawie i zabawnie...tylko , że bałbyś się bo mogliby ....np. zechcieć pogadać z Toba osobiście ...oko w oko...heheh

Dobry pomysł. Znasz jakieś fora dla satanistów?
B
Bart
Boga nie ma, więc cała ta mądrość zakładająca jego istnienie jest nic nie warta. Nie można brać na poważnie tekstów kogoś, kto wierzy w urojone rzeczy.

Boga nie ma, więc cała ta mądrość zakładająca jego istnienie jest nic nie warta. Nie można brać na poważnie tekstów kogoś, kto wierzy w urojone rzeczy.

..moze przeniósł bys swoje rozważania i dowody na forum dla satanistów...przecież piekła nie ma..nie ma też szatana...przekonaj ich o tym...bedzie ciekawie i zabawnie...tylko , że bałbyś się bo mogliby ....np. zechcieć pogadać z Toba osobiście ...oko w oko...heheh
A
ATHEIST
do rozważania Prawa Najwyższego.

Boga nie ma, więc cała ta mądrość zakładająca jego istnienie jest nic nie warta. Nie można brać na poważnie tekstów kogoś, kto wierzy w urojone rzeczy.
j
ja
...Mądrość uczonych w Piśmie
24 Uczony w Piśmie zdobywa mądrość w czasie wolnym od zajęć,
i kto ma mniej działania, ten stanie się mądry.
25 Jakże może poświęcić się mądrości ten, kto trzyma pług,
kto chlubi się tylko ostrzem włóczni,
kto woły pogania i całkowicie zajęty jest ich pracą,
a rozmawia tylko o cielętach?
26 Serce przykładać będzie do tego, by wyorywać bruzdy,
a w czasie nocy bezsennej myśli o paszy dla jałówek.
27 Tak każdy rzemieślnik i artysta,
który noce i dnie na pracy przepędza,
i ten, co rzeźbi wizerunki na pieczęciach,
którego wytrwałość urozmaica kształty rzeźb,
serce swe przykłada do tego, by obraz uczynić żywym,
a po nocach nie śpi, by wykończyć dzieło.
28 Tak kowal siedzący blisko kowadła,
pilnie zastanawia się nad pracą z żelaza,
wyziewy ognia niszczą jego ciało,
a on walczy z żarem pieca -
huk młota przytępia jego słuch,
a oczy jego są zwrócone tylko na wzorzec przedmiotu;
serce swe przykłada do wykończenia robót,
a po nocach nie śpi, by dzieło doskonale przyozdobić.
29 Tak garncarz, siedzący przy swej pracy
i obracający nogami koło,
stale jest pochłonięty troską o swoje dzieło,
a cała jego praca - za ilością.
30 Rękami swymi kształtuje glinę,
a nogami pokonuje jej opór,
stara się pilnie, aby wykończyć polewę,
a po nocach nie śpi, by piec wyczyścić.
31 Ci wszyscy zaufali swym rękom,
każdy z nich jest mądry w swoim zawodzie;
32 bez nich miasto nie będzie zbudowane,
a gdzie oni zamieszkają, nie odczuwa się niedostatku.
33 Tych jednak do rady ludu nie będzie się szukać
ani na zgromadzeniu nie posunie się na wyższe miejsce.
Ani nie zasiądą oni na krześle sędziowskim,
ani nie będą znać się na Prawie Przymierza.
34 Nie zabłysną ani nauką, ani sądem,
ani się nie znajdą między przypowieści,
ale podtrzymują oni odwieczne stworzenie,
a modlitwa ich prac dotyczy zawodu.

1 Inaczej rzecz się ma z tym, co duszę swoją przykłada
do rozważania Prawa Najwyższego.
Badać on będzie mądrość wszystkich starożytnych,
a czas wolny poświęci proroctwom.
2 Zachowa opowiadania ludzi znakomitych
i wnikać będzie w tajniki przypowieści -
3 wyszukiwać będzie ukryte znaczenie przysłów
i zajmować się będzie zagadkami przypowieści.
4 Znakomitościom będzie oddawał usługi
i pokaże się przed panującymi.
Przebiegać będzie ziemię obcych narodów,
bo zechce doświadczyć dobra i zła między ludźmi.
5 Postara się pilnie, by od samego ranka zwrócić się
do Pana, który go stworzył,
i przed Najwyższego zaniesie swą prośbę.
Otworzy usta swe w modlitwie
i błagać będzie za swoje grzechy.
6 Jeżeli Pan Wielki zechce,
napełni go duchem rozumu,
on zaś słowa mądrości swej jakby deszcz wyleje
i w modlitwie wychwalać Go będzie.
7 Sam pokieruje swoją radą i rozumem,
nad ukrytymi Jego tajemnicami zastanawiać się będzie.
8 Wyłoży swą naukę o umiejętności postępowania
i Prawem Przymierza Pana chlubić się będzie.
9 Wielu chwalić będzie jego rozum
i na wieki nie będzie zapomniany,
nie zatrze się pamięć o nim,
a imię jego żyć będzie z pokolenia w pokolenie.
10 Mądrość jego opowiadać będą narody,
a zgromadzenie wychwalać go będzie.
11 Za życia zostawi imię niż tysiąc ,
które po śmierci jeszcze wzrośnie.
A
ATHEIST
ręce i nogi opadają czytając Ciebie Atheist'o....nie dlatego , że jesteś ateistą ...Twoja sprawa ...ale to Ty nie potrafisz prowadzić dyskusji..nie odmawiam Tobie elokwencji i wiedzy nabytej.. .jak to napisałeś?..."dyskutować na poziomie..." otóz tego nie potrafisz...powinieneś szanować osobę z którą polemizujesz....Ty z punktu prezentyjesz zasadę .."moja racja jest mojsza niż Twojsza.."
Nadawałbyś się do PIS ...to oni hołduja zasadzie -" albo z nami albo przeciw nam ...reszta to obrzydliwa bzdura..." Zagubiłeś jednak w tym narcystycznym wywodzie sens tematu ...tematem nie był Bóg tylko hospicjum i wolontariusze...w upojeniu własną "wiedzą" nie zauważyłeś , że coraz mniej ludzi chce z Tobą rozmawiać , nie ze względu ( w twoim przekonaniu) na brak argumentów ale są zniechęceni Twoim samozachwytem i ignorancją...niedługo zostaniesz sam w swoim "inteligentnym " towarzystwie i zostanie Ci lustro...będzie fajnie.? chyba nie bo będzie się z Tobą zgadzało...a Ty pragniesz być słuchany...nie sil się na złośliwości ...nie jestem katoliczką...kucha...z takich jak Ty najłatwiej wyhodować fanatyków...gdybyś poszedł w inną stronę mógłbyś być bardzo niebezpiecznym człowiekiem ...gardzisz innością...nie wysilaj się ...pierwszy i ostatni raz pofatygowalam się do Ciebie napisać...w całej "swojej mądrości " jesteś jednak ubogi...lubię ludzi więc mam nadzieje , że jako młody facet masz czas zmądrzeć...cześć

Dlaczego z rozmowy na temat zeszłaś do ataku personalnego rozmówcy? Masz coś do powiedzenia w temacie wątku, czy pozostało Ci jedynie szukanie wad dyskutanta?

Czytałaś temat wątku?
Dodaj ogłoszenie