W grupie są silniejsi

SYLWIA MALCHER-NOWAK (68) 324 88 70 smalcher@gazetalubuska.pl
- Nasze pola, owoce są systematycznie kontrolowane, aby utrzymać rygory ekologicznych upraw. Ale to się opłaca, bo zdrowe owoce dobrze się sprzedają - Józef Drozdek z grupy producenckiej plantatorów truskawek.
- Nasze pola, owoce są systematycznie kontrolowane, aby utrzymać rygory ekologicznych upraw. Ale to się opłaca, bo zdrowe owoce dobrze się sprzedają - Józef Drozdek z grupy producenckiej plantatorów truskawek. Paweł Janczaruk
Pięć lat temu siedmiu plantatorów truskawek zaczęło działać razem. Dziś grupa liczy 25 członków i jest zarejestrowana.

Wszystko zaczęło w 2000 r., gdy kilku rolników z gminy Zielona Góra postanowiło sobie pomagać i razem współpracować. - Ustaliliśmy, że będziemy nasadzać ten sam gatunek truskawek oraz stosować te same środki ochrony roślin - wspomina Józef Drozdek. - Dzięki temu mogliśmy zaoferować klientom duże partie jednorodnych owoców. A chętnych nie brakowało.
Taka niepisana współpraca trwała trzy lata. W 2003 r. rolnicy postanowili stworzyć zrzeszenie, zgłaszając do niego 16 plantatorów. Zgłosili je go Krajowego Rejestru Sądowego, a potem do wszystkich potrzebnych urzędów. Nazwali się Grupą Producentów Owoców i Warzyw Hortus. - W Unii taka grupa nazywa się producencką - wyjaśnia Maria Mazurkiewicz z Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Kalsku, która pomagała rolnikom w zorganizowaniu się.

Zaczęli od szkoleń

Plantatorzy postanowili zająć się tzw. Integrowaną Produkcją Owoców, czyli uprawą proekologiczną. Na takich plantacjach środki ochrony roślin - i to ściśle określone - stosuje się w małych ilościach i tylko wtedy, gdy pojawiają się choroby lub szkodniki. Poza tym pole częściej się ręcznie odchwaszcza, a także regularnie bada i odpowiednio nawozi glebę.
- Najpierw jednak na własny koszt zorganizowaliśmy szkolenie, które prowadzili specjaliści z Instytutu Sadownictwa w Skierniewicach - opowiada Drozdek. - To oni wyjaśnili nam, na czym polega ta produkcja. Drugie szkolenie, tym razem bezpłatne, zrobili nam pracownicy ośrodka w Kalsku.

Potem zbiory i certyfikat

W 2004 r. zebrali pierwsze proekologiczne plony. Były takie same jak rok wcześniej, tyle tylko że zdrowsze, a więc lepsze jakościowo. Chętnych na takie truskawki nie brakowało - wywozili je tirami do różnych krajów Europy.
Wiele zagranicznych firm pytało wtedy o certyfikat IPO. Grupa postanowiła więc go zdobyć. Dokument nadaje Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Nikt się wtedy nie spodziewał, że będzie to takie trudne, pracochłonne i drogie - wspomina Mazurkiewicz. - A ponieważ grupa starała się o niego jako pierwsza w Lubuskiem, a być może i w kraju, przecierała szlaki innym.

Zrzeszenie rośnie

Po pierwsze, wszyscy członkowie zrzeszenia przeszli obowiązkowe szkolenia. Po drugie przygotowali bardzo szczegółowy pięcioletni plan działania dotyczący każdego skrawka pola, na którym uprawiali owoce (kilkaset stron dokumentów). Po trzecie zbadali, czy w owocach i glebie są metale ciężkie i pestycydy. Wszystko to na swój koszt! Przeszli też mnóstwo szczegółowych kontroli.
Walka trwała dwa lata. Ale udało się. Kilka tygodni temu certyfikat IPO podpisał wojewódzki inspektor ochrony roślin i nasiennictwa, a jutro członkowie zrzeszenia oficjalnie go odbiorą. Certyfikat jest ważny rok. Potem trzeba zlecić koleje badania, przygotować kolejne dokumenty…
Dziś do zrzeszenia należy 25 członków z powiatu zielonogórskiego i żarskiego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.