W jeziorze Helensee znalazł drogę do bram piekieł

Anna Białęcka
Radosław Obara chętnie nurkuje także w Odrze. Od pewnego czasu szuka w niej pomnika Nepomucena. I jest na dobrej drodze...
Radosław Obara chętnie nurkuje także w Odrze. Od pewnego czasu szuka w niej pomnika Nepomucena. I jest na dobrej drodze... Anna Białęcka
Udostępnij:
- Miałem wrażenie, że spadam na dno ziemi, aż do bram piekła... - tak Radek Obara wspomina swoją wyprawę w głąb podwodnej studni w jeziorze Helensee. - Resztką zdrowego rozsądku wróciłem do kolegi i razem się wynurzyliśmy.

Sporty ekstremalne, to jest to co lubi najbardziej. A także szalone wyzwania. Piesza wędrówka przez dzikie tereny nad Bałtykiem do granic Rosji, i to z jednym plecakiem, to dla niego prawdziwa frajda. Pokonał wtedy w 13 dni 700 km, śpiąc w szałasie, który robił z wojskowego pokrowca i żywiąc się tym, co udało się mu znaleźć. A od kilku lat pochłania go nurkowanie na dużych głębokościach, i dostarcza ogromne dawki adrenaliny.

- Nurkowaniem technicznym, takim na duże głębokości, z koniecznością dekompresji przy wynurzaniu, zajmuję się właściwie od niedawna, od około 8 lat - wspomina Radek Obara. - Ale robię to bardzo intensywnie. Niektórzy twierdzą, że mam świra na tym punkcie, że mnie wciągnęło na całego. I zapewne mają rację.

Takie pierwsze poważne zejście pod wodę głogowianin zrobił w Norwegii, w Morzu Północnym. - Od razu zakochałem się w tym sporcie, tam też zrobiłem pierwszy kurs nurkowy podstawowy Open Water Diver, czyli płetwonurek wód otwartych. Ten kurs zdecydowałem się powtórzyć w Polsce ze względu na słabą znajomość języka norweskiego. A że czuję się pod wodą znacznie lepiej jak na lądzie, na tym nie poprzestałem.
Były kolejne specjalizacje: suche skafandry, mieszanki powietrzne, płetwonurek podlodowy, płetwonurek głębinowy, płetwonurek wrakowy, ratownictwo lądowo-wodne jak i ratownictwo podwodne. To pozwoliło mu zdobyć tytuł Master Scuba Diver, czyli mistrza nurkowania w największej na świecie amerykańskiej federacji nurkowej PADI. Został instruktorem szkolącym i zajmującym się certyfikowanymi płetwonurkami oraz szkolącym nowych adeptów tego sportu i tych, którzy chcą zajmować się nurkowaniem rekreacyjnie. Właśnie przygotowuje do otwarcia własną szkołę nurkowania.

Jednak prawdziwą jego pasją stały się nurkowania dekompresyjne techniczne. Tu nie ma możliwości szybkiego wynurzenia się. Nurek schodzi głęboko, do 70 metrów. Pod wodą przebywa kilkadziesiąt minut. Ze względu na długotrwałe przebywanie na dużej głębokości i zmianę ciśnień, wynurzanie odbywa się nawet kilka godzin.
- W przypadku pomyłki gazów lub przez zbyt szybkie wynurzenie się, wszystko może zakończyć się tragicznie, najczęściej śmiercią płetwonurka. Nie chciałbym tak skończyć, więc w maju zeszłego roku w Gdyni zrobiłem techniczny kurs nurkowy - mówi Radek. - Był bardzo trudny, ale znalazłem się teraz w szeregach prawdziwej elity nurkowej.
Nurek, schodząc na dużą głębokość, potrzebuje kilku rodzajów gazów do oddychania - powietrza na zejście, trymixu na przebywanie na dnie, oraz gazów dekompresyjnych tj. nitroxu i czystego tlenu. - Mieszanki te zabieram każda w innej butli. Na jedno nurkowanie mam ich pięć, sześć - wylicza Radek. - Cały sprzęt, który zabieram pod wodę to ponad 100 kg wagi!
Gdzie pływa? - To głównie niemieckie kamieniołomy, na przykład zalane kopalnie i sztolnie, które uwielbiam penetrować. Choć to dość niebezpieczne - przekonuje głogowianin. - Moją prawdziwą miłością są jednak bałtyckie wraki. A jest ich mnóstwo na dnie. Ich penetracja daje mi prawdziwy zastrzyk adrenaliny. Nad Bałtyk wyjeżdżam kilka razy w roku. Ze względu na odległość, wraki ostatnio przegrywają z jaskiniami.

Nie tylko jaskinie i Bałtyk są jego pasją. - Fascynuje mnie historia i pozostałości po wojnie zalegające w Odrze czy jeziorach - broń, części uzbrojenia resztki pojazdów - mówi. - Czasami słyszę różne miejscowe legendy z przeszłości o czołgach czy samolotach w stawie. Sukcesywnie sprawdzam je i… eliminuję. Na przykład w Sławie zrobiłem kilkadziesiąt nurkowań, szukając jednoosobowych okrętów podwodnych, na jakich szkolono młodych marynarzy Kreigsmarine. Mieli oni szkołę w późniejszym budynku domu dziecka. Niestety, nie znalazłem żadnego śladu po okrętach. Choć byli podobno naoczni świadkowie, że zostały zatopione przed nadejściem radzieckich wojsk. Często takie poszukiwania prowadzę kilka tygodni czy miesięcy, tylko po to by obalić kolejny mit.

Ale zdarza się także potwierdzić miejscowe legendy. W niemieckim jeziorze Helensee jest wyrobisko po XIX-wiecznej kopalni węgla brunatnego. W nim, jak mówią miejscowi, jest studnia schodząca w głąb ziemi na kilkadziesiąt metrów. - Kilka wyjazdów i poszukiwań podwodnych i w końcu ją znaleźliśmy. Była głębsza niż myśleliśmy i znacznie trudniejsza do penetracji.
Pod wodą były podesty i rozpadające się resztki konstrukcji z belek, które nurkowie musieli omijać w kompletnej ciemności. Zeszli w głąb studni na 50 metrów. - Skończyła się nam rezerwa gazu. Partner wyprawy wycofał się, a ja postanowiłem iść głębiej. Zszedłem sam kilka pięter niżej, komputery pokazały blisko 60 metrów. Miałem wrażenie, że spadam na dno ziemi, aż do bram piekła...Nie zobaczyłem dna samego w sobie. Były tam belki grodzące dostęp do dalszej części studni. Czułem nieodpartą chęć wciśnięcia się między nie i sprawdzenia tego, co dalej… Resztką zdrowego rozsądku wróciłem do kolegi i razem się wynurzyliśmy.

Jak zapewnia R. Obara, wróci tam jeszcze, by sprawdzić co jest głębiej. To będzie wymagało rozebrania się na głębokości 60 metrów ze sprzętu, przepchnięciu go pomiędzy belkami, a następnie wśliźnięciu się za nim. - Ćwiczę na mniejszych głębokościach - powiedział nam nurek. - Już wykorzystuję te umiejętności. Na przykład podczas penetracji wraków, do których można się dostać tylko przez małe okienka. Wciskam najpierw sprzęt, a później sam wpływam. Prawdziwe nurkowanie techniczne to ciągłe nabywanie nowych doświadczeń i umiejętności, żmudne ćwiczenia. Na początku zamieniałem butle i maskę pod wodą, ćwiczyłem pływanie do tyłu na wypadek niemożliwości obrócenia się w wąskim korytarzu. Z biegiem czasu są to naprawdę wyrafinowane ćwiczenia, jakich nie uczą nawet w najbardziej elitarnych wojskowych jednostkach świat. Oni uczą się od takich ludzi jak my.

Oferty pracy z Twojego regionu

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
anna

hehe.. trzeba wiedziec gdzie sie nurkuje...trza bylo zanukrowac i miasteczko podwodne zwiedzac :D

e
extermalny

ale jak tam wykitujesz to powiedz rodzinie zeby nie zebrala kasy na wyciagniecie twojego truchla

Dodaj ogłoszenie