W mojej rodzinie sport był bardzo ważny. Wywiad z Łukaszem Rubczyńskim

Małgorzata Fudali Hakman
Małgorzata Fudali Hakman

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Dzień przed wyjazdem na zgrupowanie koszykarskiej Kadry Polski U-14 rozmawiamy z Łukaszem Rubczyńskim, 35-letnim szkoleniowcem trzecioligowego UKS Chromik Żary.

Panie Łukaszu czy przyszedł już czas na awans do 2. ligi? Chromik to klub w pełni profesjonalny i niejedna drużyna zazdrości wam tej organizacji. Czy sportowo jesteście gotowi na grę wyżej?
Organizacyjnie i sportowo jesteśmy już gotowi na grę w 2. lidze. Co prawda z powodów pozasportowych w każdym meczu mamy inną drużynę, a ja bym sobie życzył, żeby w każdym meczu grał optymalny skład. Niestety tak nie jest, ale wszystko już się stabilizuje i mam nadzieję na szybki powrót na boisko Mariusza Małachowskiego, bo to jest nasz najlepiej punktujący zawodnik i brakuje go na boisku. Mamy także wielu młodych, bardzo zdolnych wychowanków i dajemy im szansę, ale oni wiedza, że na grę w pierwszej drużynie muszą sobie zasłużyć.

Dlaczego Chromik nie przyjął od Polskiego Związku Koszykówki tak zwanej „dzikiej karty’? Czy to nie był błąd?
Nie, to nie był błąd. Uważam, że trzeba awansować sportowo. Nie przy zielonym stoliku. Chcemy być mocniejsi. Jeżeli będziemy grać dobrze i będziemy to robić na poziomie 3. ligi, to i na poziomie rozgrywek 2. ligi będziemy nieźli. Chcieli nas zaprosić, bo organizacyjnie i sportowo spokojnie dalibyśmy radę. Tym zespołem moglibyśmy grać w środku tabeli, dlatego uważam, że dobrze się stało.

Czy nie czujcie jednak rozczarowania i presji kibiców na to, żeby drużyna grała wyżej?
Chyba o wiele większa presję my sobie nakładamy z trenerem Tomaszem Sobczakiem (śmiech). Obaj jesteśmy bardzo ambitni, co niestety nieraz przypłacamy zdrowiem. Ja nie potrafię się ot tak wyłączyć. Nawet po meczu długo jeszcze analizuję z Tomkiem Sobczakiem jakie błędy popełnił zespół, co można zrobić lepiej, jak temu przeciwdziałać. Tak więc największa presja jest od nas samych, nie czujemy jej od kibiców, czy zarządu. Mamy najlepszych kibiców na świecie, którzy są zawsze z nami. Kibicują i są naprawdę związani z klubem. Jeżdżą nawet na nasze mecze wyjazdowe. To niesamowite wzmocnienie zespołu. Są z nami na dobre i na złe.

Czy trio Rubczyński, Sobczak, Ostrowski to vadamecum na osiągnięcie sukcesu?
Jestem bardzo dumny, że mogę pracować z takimi ludźmi. Tomasz Sobczak to mój przyjaciel, z którym wiele przeszedłem i na którego mogę zawsze liczyć. Zawsze mi pomaga i sukcesy Chromika to także jego ogromny wkład. Do tego dochodzi nasz prezes i sponsor Krzysztof Raczkowski. To fantastyczny człowiek, kochający koszykówkę, bez którego nie byłoby basketu w Żarach A nasz menadżer czuwa nad wszystkim organizacyjnie i wszystko w Chromiku chodzi jak w zegarku dzięki niemu, a do tego to właśnie u Tomka Ostrowskiego zaczynałem trenować jak miałem 12 lat.

W takim razie proszę nam powiedzieć jak zaczęła się Pana ta odwzajemniona, miłość do koszykówki?
Kiedy miałem 12 lat, nie było wtedy w Żarach żadnej drużyny koszykarskiej. Zajęcia prowadził w „ósemce” właśnie Tomek Ostrowski. Na pierwszy trening zaprowadził mnie pan Ponimasz, tata mojego najlepszego kolegi Huberta. Ja wtedy grałem trochę w piłkę nożną. Byłem naprawdę wysoki, jak na swój wiek. Już po pierwszych treningach wiedziałem, że koszykówka to jest to, co chcę w życiu robić. Niestety zajęcia szybko się skończyły, bo trener dostał propozycję pracy w Zielonej Górze i wyjechał. Wtedy moi rodzice, którym bardzo dużo zawdzięczam, zaczęli mnie wozić do Zielonej Góry na treningi. Trzy razy w tygodniu trenowałem w zielonogórskim Zastalu. Przychodzili na każdy mój mecz. Tata stał z jednej strony trybun, a mama z drugiej. Potem mój młodszy brat do nich dołączył i zawsze stał na środku widowni pomiędzy rodzicami. Można powiedzieć, że jestem obciążony genetycznie. Tata grał w piłkę ręczną, a mama w siatkówkę. Jej przyrodni brat to Edward Lorens reprezentant kraju w U-18, znany trener piłkarski , który prowadził Górnika Zabrze, asystent Janusza Wójcika w kadrze Polski. Dużo z nim rozmawiałem. W mojej rodzinie sport był od zawsze. Jak w takiej rodzinie nie zostać sportowcem/(śmiech).

Jest pan człowiekiem bardzo zapracowanym. Pracuje pan w straży pożarnej, jest pan radnym, trenuje pan zespół seniorów i drużynę młodzieżową. Do tego koordynuje pan prace wszystkich grup Chromika. Jakby tego było mało to jest pan asystentem trenera Romana Prawicy w kadrze Polski U-14. Zaliczył pan także zgrupowanie i asystenturę przy pierwszym szkoleniowcu Mike’u Taylorze. O meczach i zgrupowaniach nie wspomnę. Co na to pana rodzina? Chyba jest pan gościem w domu?
Mam wspaniałą zonę Agatę, synka Igorka i malutką córeczkę Ingę. Naprawdę nieraz jest bardzo trudno. Moja żona wiedziała co ją czeka. Od początku naszej znajomości, czyli od 15 lat, zawsze basket był w naszym życiu bardzo ważny. Przyzwyczaiła się. Teraz jest moim najwierniejszym kibicem. Zawsze stara się być na meczu i dopinguje, nawet z malutką Ingą w ramionach. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Syn także już został zaszczepiony koszykówką. Uwielbiam także swoją pracę, czyli bycie strażakiem, gdzie towarzyszy mi także adrenalina. Cieszę się, że moi przełożeni umożliwiają mi spełnianie także mojej pasji jaką jest koszykówka.

Czyli jest pan człowiekiem spełnionym? Robi pan to co kocha, bliscy i przełożeni pana rozumieją i kibicują. Chce pan czegoś więcej?
Tak jak już powiedziałem jestem człowiekiem ambitnym. Cały czas się dokształcam. Praca z najlepszymi trenerami na zgrupowaniach kadry daje mi mnóstwo satysfakcji. Do tego sport dał mi bardzo dużo. Relacje interpersonalne, umiejętność pracy w grupie, podejmowanie trudnych decyzji, a przede wszystkim komunikacja z zawodnikami to umiejętności, które przydają się nie tylko na boisku, ale także w normalnym życiu. Kiedyś nikt nie potrzebował smartfona, żeby ze sobą porozmawiać, teraz brak telefonu w ręku powoduje w młodych ludziach niepokój. Dobrze, że mają alternatywę jaką jest sport, ale muszę przyznać, że jest z tym coraz gorzej. Coraz mniej młodzieży garnie się do sportu. Oni tam gdzieś są, za tymi szybkami telefonów, ale trzeba umieć do nich trafić. Niestety bardzo szybko się zniechęcają. Nie potrafią walczyć i szybko sie poddają. To bardzo smutne. U nas mają stworzone warunki do uprawiania sportu o jakich ja mogłem tylko pomarzyć, a jednak to nie jest to samo co kiedyś. Czy chce czegoś więcej? Nie byłbym sobą, gdybym nie miał marzeń, o które będę walczył. Na razie jest to awans Chromika do 2 ligi. A potem zobaczymy.

Dziękuję za rozmowę

Zobacz też wideo: Wyniki, sukcesy, porażki… Sport Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie