W obecności Łukasza Piszczka i przy żarze lejącym się z nieba Warta Gorzów wypadła blado na tle LKS Goczałkowice-Zdrój

Alan Rogalski
Alan Rogalski
W obecności Łukasza Piszczka i przy żarze lejącym się z nieba Warta Gorzów wypadła blado na tle LKS Goczałkowice-Zdrój. Ulegli 0:3, a mogli więcej, na zakończenie sezonu trzeciej ligi grupy trzeciej.

– Jest ciężko. Jest sobota, 15.00, pogoda też nie dopisuje – te sparafrazowane słowa Piotr Ćwielonga, które wypowiedział będąc w Śląsku Wrocław idealnie pasują do meczu Warty Gorzów w Goczałkowicach-Zdrojach. Zwłaszcza że… Ćwielong jest liderem LKS-u, a tego dnia wysoka temperatura powietrza faktycznie nie sprzyjała grze w piłkę nożną. Tym samym na Panattoni Arenie, bo tak nazywa się stadion w tej małej miejscowości na Śląsku, oraz w obecności Łukasza Piszczka, który jest tam patronem Akademii Borussi Dortmund, byliśmy świadkami spotkania toczonego w ospałym tempie.

Żwawiej poruszał się beniaminek ze Śląska, ale to ten z lubuskiego stworzył pierwsze sytuacje strzeleckie pod bramką Łukasza Mrzyka. Najpierw dogodną okazję miał Paweł Posmyk, ale jego uderzenie w długi róg minęło słupek, a następnie Damian Szałas kopnął piłkę prosto w bramkarza. Te niewykorzystane szanse zemściły się.

W 21 min Marcin Kozina pobiegł prawą stroną, podał do Filipa Matuszczyka, a ten przed pola bramkowego umieścił futbolówkę w siatce. Osiemnaście minut później było 2:0 po akcji… Koziny i Matuszczyka. Z tą różnicą, że przy tej pierwszej wydaje się, że więcej do powiedzenia mógł mieć Daniel Latek, zastępujący Kamila Lecha.

Tych zastępstw było więcej, bo na południu Polski nie pojawili się m.in. trener Mariusz Misiura i prezes Zbigniew Pakuła, którzy udali się na starcie Polski z Hiszpanią na mistrzostwach Europy w Sewilli. Ale to, i kilka innych zmian czy zapewnienie sobie utrzymania w rozgrywkach w poprzedniej serii, nie powinno tłumaczyć postawy bordowo-granatowych, prowadzonych przez Posmyka.

Gdyby nie brak skuteczności ze strony gospodarzy, to ci po przerwie wpisaliby się na listę strzelców nie raz, a co najmniej kilka razy. Zresztą, jednego gola nie uznał im sędzia, odgwizdując wątpliwego spalonego. To zgodne z przepisanie trafienie padło w 80 min z główki. Jej autorem był Dawid Ogrocki.

A warciarze? W 61 min Cyprian Poniedziałek w sytuacji sam na sam z golkiperem miejscowych trafił w słupek. Poza tym ani razu gorzowianie nie zagrozili Mrzykowi. I tak w słabym stylu zakończyli sezon, który generalnie można uznać za udany.

LKS Goczałkowice-Zdrój - Warta Gorzów 3:0 (2:0)
Bramki: Matuszczyk 2 (21, 39), Ogrocki (80).

Zobacz kolejne niepublikowane zdjęcia małego Bartosza Zmarzl...

Co robią lubuscy sportowcy, gdy nie jeżdżą na żużlu? Oto zaj...

Tak mieszka zawodnik Stali Gorzów Bartosz Zmarzlik, mistrz ś...

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie