W Osiecznicy kierowca radzieckiego, wojskowego kraza zabił 15 osób. To był najtragiczniejszy wypadek w Lubuskiem

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski

Wideo

Udostępnij:
Był 1978 r. Między Osiecznicą a Krosnem Odrzańskim doszło do najtragiczniejszego wypadku na lubuskich drogach. Jadący ze Słubic do Zielonej Góry autobus na stromym podjeździe zostaje dosłownie przecięty na pół przez wojskową, radziecką ciężarówkę, przewożącą element mostu pontonowego. Zginęło 15 osób, wielu było poważnie rannych. O tragedii ze względów politycznych nie można było wtedy zbyt głośno mówić.
  • Katastrofa drogowa pod Osiecznicą była najtragiczniejszą na lubuskich drogach. Zginęło w niej 15 osób, wiele zostało kalekami.
  • Kierowca radzieckiego, wojskowego kraza przewoził element mostu pontonowego. Był pijany. Gdy mijał się z autobusem, zjechał na drugi pas jezdni. Element mostu dosłownie rozciął autobus na pół.
  • Krajobraz na miejscu tragedii był koszmarny. Ludzkie zwłoki, elementy ciał. Mimo ogromu tragedii nie można było o niej głośno mówić ze względów politycznych.

To był najtragiczniejszy wypadek na lubuskich drogach. Mimo że o tej tragedii nie można było zbyt głośno mówić, w ciągu kilku dni żył nią cały region. Ba, Polska. Tragedia urosła do rangi... symbolu. Politycznego. Był ostatni dzień ferii zimowych, niedziela, 22 stycznia 1978 roku, ok. godz. 20. Autobus jadący ze Słubic do Zielonej Góry wiezie głównie młodzież. Tuż po minięciu rogatek Osiecznicy, na stromym podjeździe drogi, zostaje rozpłatany przez... element mostu pontonowego.

Wypadek pod Osiecznicą: najpierw naliczono 24 ofiar

Most jest przewożony na ciężarówce marki Kraz, należącej do jednostki Północnej Grupy Wojsk Radzieckich, stacjonującej w Szprotawie. Ciężarówkę prowadzi 21-letni Samwieł Arutjanin. Przekracza swoim wozem pas ruchu. Jest tak pijany, że po katastrofie ledwo wysiada z wozu i, zataczając się, próbuje jeszcze zbiec z miejsca tragedii.

Jak opowiada „GL” kierujący akcją ratowniczą polski strażak, przełożony żołnierza chce zastrzelić go na miejscu wypadku.

W wypadku pod Osiecznicą zginęło 14 osób, 15 zmarła w szpitalu

Ginie 14 pasażerów, piętnasty umiera kilka dni później w szpitalu. Rannych zostaje kolejnych 14 osób, z których wiele traci ręce lub nogi. Jedną z ofiar był kierowca autobusu. Przeżył ciężko okaleczony - stracił rękę. Liczba i stan szczątków osób zabitych oraz rannych sprawia, że w pierwszych godzinach akcji ratunkowej doliczono się... 24 ofiar śmiertelnych.

W tym miejscu doszło do katastrofy:

Ciała zmarłych wydobywano przez kilka godzin

Lekarz wojskowy przez kilka godzin wydobywał ciała zmarłych i ratował rannych. Na początku trudno było ustalić liczbę ofiar. Zbyt pospieszne „kompletowanie” rozczłonkowanych ciał nie dawało ich jednoznacznej liczby. Pierwotnie naliczono właśnie ponad 20 ofiar. Akcja ratunkowa trwała do godz. 3:30 następnego dnia. Rankiem, kilka godzin później, słońce odkryło jeszcze bardziej przerażający widok na miejsce wypadku. Fragmenty ciał, części jelcza porozrzucane w odległości kilkudziesięciu metrów od miejsca zderzenia. Jak twierdzą świadkowie, wyglądało to jak pole krwawej bitwy.

Przeczytaj też:

Autobus nie zatrzymał się w Osiecznicy

W Osiecznicy mówiło się o przeznaczeniu. Wśród ofiar nie było bowiem mieszkańców tej miejscowości. Autobus nie zatrzymał się na przystanku w Osiecznicy i nie zabrał z niego kilkunastu uczniów szkół średnich. Z drugiej jednak strony... Gdyby pojazd stanął na przystanku w tej miejscowości, nie znalazłby się w tym miejscu w tej feralnej chwili.

Media w całej Polsce informowały nie tak dawno o katastrofie wojskowego MIG-a, który rozbił się niedaleko lotniska w Mińsku Mazowieckim. Na szczęście pilotowi udało się przeżyć. Ale nie zawsze katastrofy w naszym kraju miały taki szczęśliwy finał, Bywało, że ginęło w nich wiele osób.Niektóre z katastrof w naszym kraju, choć zginęło w nich wiele osób, starano się wyciszać. Było tak w czasach PRL-u, gdy informacja o tego typu zdarzeniu mogła wywołać niepokoje społeczne. Taki przykład mamy w Lubuskiem. To tu  22 stycznia 1978, ostatniego dnia ferii zimowych, autobus, którym podróżowały głównie dzieci i młodzież, został dosłownie rozpruty przez element mostu pontonowego, przewożonego na radzieckiej ciężarówce, prowadzonej przez radzieckiego kierowcę. Tragedia miała miejsce w Osiecznicy.O tej i innych katastrofach piszemy szczegółowo pod kolejnymi zdjęciami w galerii. Przeczytaj też:  Czy ten żołnierz był bohaterem? Wracamy do tragedii sprzed latZobacz też wideo: Wiceszef MON po wypadku MiG-a 29: To tylko incydent lotniczy. Nikt przecież nie zginął

Największe katastrofy w Polsce. Oto największe tragedie w hi...

Po katastrofie pod Osiecznicą władza bała się zamieszek

Ówczesne władze bały się, że podczas pogrzebów ofiar dojdzie do wystąpień politycznych. Postawiły w stan gotowości wszystkie jednostki ZOMO w regionie i ich część z Poznania. Do ochrony tych uroczystości oddelegowano 125 funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i 60 milicjantów. Katastrofa w Osiecznicy doprowadziła do podpisania w 1978 roku porozumienia między władzami Polski a ZSRR, stanowiącego, że wszelkie pojazdy wojskowe Armii Radzieckiej poruszają się po naszym kraju wyłącznie w konwojach poprzedzanych samochodami-pilotami. Po wypadku media szczątkowo informowały o tej tragedii. Skupiano się na tożsamości ofiar i stanie zdrowia rannych. Próżno było szukać informacji o przyczynach i okolicznościach katastrofy. W miejscu katastrofy stoi obecnie obelisk, poświęcony ofiarom wypadku.

Obelisk, ustawiony przy drodze w miejscu tragedii, upamiętniający ofiary katastrofy pod Osiecznicą.
Obelisk, ustawiony przy drodze w miejscu tragedii, upamiętniający ofiary katastrofy pod Osiecznicą. Daniel Sawicki

Wojskowy kraz przekroczył oś jezdni o 44 cm

Śledztwo wykazało, że wojskowy przekroczył oś jezdni o 44 cm, natomiast jelcz znajdował się 26 cm od osi jezdni. Nawiasem mówiąc, w różnych wypowiedziach przewijało się stwierdzenie, że kierowca wojskowej ciężarówki był pijany. 17 lipca 1978 r. zapadł wyrok, w którym Samwieł Arutjanin został skazany na osiem lat ciężkich robót i został pozbawiony prawa do prowadzenia pojazdów na pięć lat. Jednak głównym „winowajcą” wypadku według oficjalnych ustaleń został… zabytkowy słup milowy, usytuowany blisko pobocza. Kierowca kraza omyłkowo wziął go - podobno - za idącego człowieka, co wywołało nagły, gwałtowny skręt...

Przeczytaj również:

Zobacz też wideo: Katastrofa koło Skwierzyny. Śmierć poniosło w niej 15 osób. Wciąż są pytania bez odpowiedzi...

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Pamiętam doskonale ranek dnia następnego.Ludzie jadacy do pracy w Krośnie, Zielonej Gorze droga zamknięta, objazdy polami, przez Bielów. Potem myta z krwi jezdnia, widok makabryczny. Zastanawiam się jaki był potem los kierowcy tego Kraza...?

Dodaj ogłoszenie