W roku olimpijskim Joanna Fiodorow dostała cios od losu i trenera. W tym chce spełnić marzenia

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
W roku olimpijskim Joanna Fiodorow dostała cios od losu i trenera. W tym chce spełnić marzenia
W roku olimpijskim Joanna Fiodorow dostała cios od losu i trenera. W tym chce spełnić marzenia Pawel Relikowski / Polska Press
- Gdybym mogła, to cały 2016 rok wykreśliłabym z kalendarza - podsumowała Joanna Fiodorow, dla której igrzyska olimpijskie w Rio nie były świętem, jakim być powinny. Wpływ miały na to wydarzenia w życiu prywatnym. W Tokio zrewanżuje się na losie, który wyrządził jej krzywdę pięć lat temu.

2016 rok był najgorszym w jej życiu. Najpierw zmarła jej babcia, później tata, a wkrótce problemy zdrowotne dopadły mamę. - Przysięgam, że najpiękniejszy dzień w moim życiu to ten, w którym mama wyszła ze szpitala - nie kryła Joanna Fiodorow w książce "Medal będzie mój", w której autor i dziennikarz TVP Jacek Kurowski przekonał do niemal spowiedzi sześcioro lekkoatletów (poza 32-letnią młociarką to Michał Haratyk, Anna Kiełbasińska, Paweł Wojciechowski, Ewa Swoboda i Piotr Lisek).

- Będę szczera: mój ojciec był alkoholikiem - nie owijała w bawełnę Fiodorow i dodała: - Jak nie pił, to było fajnie. Wtedy miałam w domu hotel. Było śniadanie, obiad, kolacja. Ojciec zaj... gotował, czego ja, niestety, nie potrafię. Robił pyszne zupy i kotlety, a nawet piekł ciasta. Miał fantastycznie wyrobiony smak. Jego placki z jabłkami czy ze śliwkami nie miały sobie równych. Nie odziedziczyłam tego talentu, choć wiele razy zachęcał mnie do nauki i ciągnął do kuchni. Ale mam po nim zawziętość, siłę i poczucie humoru. Kiedy coś opowiadał, towarzystwo kładło się ze śmiechu. No i kochał, kochał na zabój. Jego uczucie do mamy było mocne - zawsze i wszędzie widział tylko ją. Tak zawsze mówił. Szkoda, że wszystko przesłonił mu alkohol. Bywało, że wchodził w cug i nie szło z nim rozmawiać. Nie chciał pracować. Różnie więc bywało. Obie z mamą bardzo przeżyłyśmy jego śmierć. Dla mnie to był cios. Dwa dni wcześniej bardzo się z nim pokłóciłam. Dzwonił i prosił, bym przesłała mu pieniądze. Nie miałam. Sezon był ch… Ale prosił o nie, bo nie miał za co jeść. Powiedziałam: "k…, człowieku, ty idź do pracy". Dwa dni później otrzymałam informację o śmierci taty.

Przykrą informację otrzymała tuż przed eliminacjami konkursu mistrzostw Europy w Amsterdamie. - Zadzwoniła ciocia - wspominała Fiodorow w książce. - Pierwszy raz w życiu zabrałam ze sobą telefon - zazwyczaj, gdy jadę na zawody, zostawiam go w hotelu. Odebrałam. Spytała, gdzie jestem. "Na mistrzostwach Europy. Za godzinę czy półtorej mam eliminacje". A ona na to, że ojciec nie żyje. Łzy same poleciały. "Co ja tu w ogóle robię" - zastanawiałam się, a w myślach krzyczałam: "zabierzcie mnie stąd". Wtedy zaimponowała mi bardzo i pomogła Anita Włodarczyk, z którą byłam w grupie. Zabrała mnie z namiotu fizjoterapeutów, poszłyśmy pogadać i postawiła sprawę jasno: "Słuchaj, stało się. Musisz się ogarnąć, bo za chwilę wychodzimy na eliminacje". W tamtym momencie sprowadziła mnie na ziemię. Ona i jej trener Krzysiek Kaliszewski bardzo mi pomogli i jestem im za to megawdzięczna. Po eliminacjach pojechałam do hotelu, ale tej drogi nie pamiętam. Na miejscu dostałam leki uspokajające i coś na sen. I tak dwa dni przetrwałam do finału. Miałam z niego zrezygnować, ale odwiodła mnie od tego mama. Pamiętam jej słowa: "Asia, nie rezygnuj z marzeń, tata poczeka". I rzeczywiście poczekał.

Jednak start w Holandii był do zapomnienia. Fiodorow zajęła dopiero dziewiąte miejsce. Na mistrzostwach Europy dwa lata wcześniej w Zurychu zdobyła brązowy medal. Już wtedy rzucała ponad 73 m. W Amsterdamie zakończyła rywalizację z zaledwie 69,48 m.

- Dostałam cios od losu, a potem drugi cios od trenera. Dowiedział się o śmierci mojego ojca od naszego fizjoterapeuty. Wiedział, jaka jest sytuacja, a mimo to spytał na konkursie: "co ty odpier...?". Totalnie mnie zamurowało. Niewiele brakowało, żeby dostał ode mnie w ryj. Gdyby nie fizjoterapeuta, to telewizja miałaby pożywkę. Kiedy przyjechałam na trening po pogrzebie ojca, powiedział: "jak ci się nie chce, to wypier... stąd". Później wmawiał wszystkim, że po takiej tragedii nie mogłam się podnieść - opowiadała Jackowi Kurowskiemu lekkoatletka, która wkrótce po igrzyskach w Rio zakończyła współpracę z Czesławem Cybulskim.

Brazylijska impreza odbyła się krótko po śmierci jej ojca. Rzucała na niej niemal tak samo, jak w Amsterdamie. W najlepszym rzucie posłała młot na odległość 69,87 m. O Cybulskim nie ma - delikatnie rzecz ujmując - najlepszego zdania,o czym opowiada więcej w "Medal będzie mój". Od następnego sezonu doświadczonego szkoleniowca, z którym pracował też m.in. Paweł Fajdek, zastąpiła Malwina Wojtulewicz.

Zmiana zaszła nie tylko w komforcie zawodniczki, lecz także w osiągnięciach. Z dużych imprez od 2017 r. tylko z pierwszej, którą były mistrzostwa świata w Londynie, nie przywiozła medalu. Na Uniwersjadzie zdobyła brąz. Rok później w mistrzostwach Europy także była trzecia. To samo miejsce zdobyła w cyklu IAAF. Natomiast w 2019 roku wskoczyła stopień wyżej, zostając przede wszystkim wicemistrzynią świata. Ponad rok temu, gdy stało się jasne, że igrzyska zostały odroczone, poddała się operacji. W tym roku wraca do zdrowia.

- Jestem już zdrowa i pozytywnie nastawiona do tego, co ma wydarzyć się w Tokio. Nie stawiam sobie za cel konkretnego medalu. Chcę oddać dobre technicznie rzuty, wtedy powinno być dobrze - tłumaczyła nam przed wylotem do Tokio 32-letnia Fiodorow.

Do wtorkowego 12-osobowego finału weszła z dziesiątym wynikiem (72,32 m). W rozmowie z dziennikarzami podsumowała: - Przez cały sezon borykam się z bardzo złą techniką. Przez ostatnie tygodnie zaczęło to w końcu wyglądać poprawnie. Na rozgrzewce rzuty były dobre, później zaczęłam niepotrzebnie kombinować. Nie dostałam się do finału z wynikiem, ale weszłam, to najważniejsze. We wtorek powalczę o spełnienie marzeń.

W rywalizacji wezmą też udział m.in. Anita Włodarczyk, która rzuciła najdalej w kwalifikacjach (76,99 m) oraz Malwina Kopron (73,06 m - ósmy wynik). - Biało-Czerwone podium? Biorę w ciemno, bez względu na kolejność! - uśmiechała się po ślubowaniu w PKOl 26-letnia Kopron.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Reprezentacja Polski w siatkówce to jedna z naszych największych nadziei medalowych w Tokio. W ekipie Vitala Heynena są zawodnicy, którzy byli już na igrzyskach olimpijskich (to nie nie jeden raz), a także osiągnęli sukces na arenie międzynarodowej (są wśród nich też młodsi reprezentanci). Poznaj bliżej Biało-Czerwonych, czytając ich sylwetki.Uruchom i przeglądaj galerię klikając ikonę "NASTĘPNE >", strzałką w prawo na klawiaturze lub gestem na ekranie smartfonu

Sylwetki polskich siatkarzy. To oni będą walczyć o medal w Tokio

PZPN podnosi ceny biletów na kadrę

Wideo

Materiał oryginalny: W roku olimpijskim Joanna Fiodorow dostała cios od losu i trenera. W tym chce spełnić marzenia - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie