W Zielonej Górze biegają luzem niebezpieczne psy?

Rafał Krzymiński 68 324 88 44 [email protected]
Jan Marczak przekonuje, że jego psy nie zrobiłyby nikomu krzywdy
Jan Marczak przekonuje, że jego psy nie zrobiłyby nikomu krzywdy fot. Krzysztof Kubasiewicz
- Strach wychodzić na spacer! W okolicy os. Zacisze biegają groźne psy. Te same, które pilnują firmy Capri-Bit - napisała do nas Anna. - Nasze zwierzęta są zamknięte - odpowiada właściciel Eugeniusz Weiss.

Czytelniczkę wystraszyły przy ul. Foluszowej trzy wilczury. Jej zdaniem te same, które mają pilnować siedziby firmy Capri-Bit. - Tymczasem zamiast stróżować, biegają bez kagańców po lasach i osiedlach: Zaciszu i Leśnym. Zimą bezskutecznie zgłaszałam ten problem firmie - napisała do nas pani Anna. - Czara goryczy przelała się, gdy spacerowałam z dzieckiem w wózku. Na ścieżce leśnej koło Zacisza znów zauważyłam te psy. Byłam w szoku. Na szczęście tylko koło mnie przebiegły. A co by było gdyby zaatakowały jakieś maluchy? A może to te same, które zagryzły kozę pod wiaduktem? - zielonogórzanka nie kryje zdenerwowania. I twierdzi, że kiedy z mężem podjechała pod firmę Capri-Bit, zastała bramę otwartą na oścież, a psów w budach nie było.

Pojechaliśmy na Foluszową. Firma Capri-Bit ulokowała się na odludziu. Brama do jej biura była otwarta. Zapytaliśmy o wilczury. Pani w sekretariacie przekazała telefon właścicielowi, który chętnie zgodził się na rozmowę. - To nie moje psy zaniepokoiły Czytelniczkę. Owszem, mam dwa wilczury, ale one nie biegają bez opieki po okolicy. Są zamknięte w klatce. Możecie sprawdzić - zapewnił Eugeniusz Weiss.
Zajrzeliśmy do wilczurów. Oba zamknięte w klatce, przyjaźnie merdały ogonami.
- Nigdy nie wypuszczam ich bez nadzoru. Ten trzeci pies należy do sąsiedniej firmy. Proszę zobaczyć, że on też jest zamknięty - zapewnił nas Jan Marczak, opiekun zwierząt.
Zapytani przez nas mieszkańcy psów nie widzieli na oczy. - Może wychodzą po zmroku? - zastanawia się Kalina Rudkowska.

Z kolei Klaudia Dolińska ze Straży Ochrony Zwierząt mówi, że mieszkańcy coraz częściej informują o dzikich psach, które łączą się w watahy.
- Niedawno otrzymaliśmy zgłoszenia z Janów i Droszkowa. Wygłodniałe zwierzęta są niebezpieczne. Jeśli czujemy się zagrożeni, możemy zadzwonić na policję, do straży miejskiej. Do nas też można się zwrócić, bo choć nie jesteśmy hyclami, również wyłapujemy psy. Schronisko dla zwierząt ma obowiązek ich przyjęcia - wyjaśnia K. Dolińska. Ze strażnikami można się skontaktować pod nr: 665 363 707.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Jestem mieszkańcem os. Leśnego i kolo wspomnianej w artykule firmy przejeżdżam prawie codziennie od 10ciu lat w drodze na działkę. Znam te psy bardzo dobrze z wyglądu i niejednokrotnie widziałem tego dużego burka obok stróżówki w zimie gdy pałętał się po moim osiedlu koło śmietników szczególnie w godzinach porannych i po zmierzchu. Fajnie że w końcu ktoś zainterweniował w tej sprawie w gazecie lubuskiej może wpłynie to jakoś na właścicieli psów. Pozdrawiam
Dodaj ogłoszenie